15 lat kłótni o granice

Autor: W. Żak 30.05.2014 Nr: 22/2014 1
W drugą zimę po podkopie działki przez sąsiada i utworzeniu w ten sposób skarpy, mury domu Bogusławy Gajewskiej zaczęły pękać.
W drugą zimę po podkopie działki przez sąsiada i utworzeniu w ten sposób skarpy, mury domu Bogusławy Gajewskiej zaczęły pękać.

W 1993 r. miało miejsce scalenie gruntów w Jaworniku Polskim, w wyniku którego zabudowana domem mieszkalnym i innymi budynkami działka Bogusławy i Stefana Gujdów zmieniła swoje granice. Bez ich wiedzy i bez zgody. Z trzech stron. Po 5 latach, w 1998 roku, prawda ujrzała światło dzienne. I wtedy zaczęło się szukanie winnego i domaganie praw. Trwa to już... 15 lat!

Pewnego dnia, wróciliśmy z krótkotrwałego wyjazdu i zobaczyliśmy z mężem z jednej strony budynku mieszkalnego wykonany koparką podkop na głębokość ok. 1,4 metra – opowiada Bogusława Gujda, mieszkanka Jawornika Polskiego. – W tej sytuacji, przy domu zostało 1-1,5 metra utwardzonego gruntu, a nie jak dotąd 4 metry od domu do naszej granicy.

   Podkop wykonał sąsiad, wierząc, że po 5 latach, kiedy już nikt nie wnosił co do usytuowania granic żadnych uwag, może czynić na nim, co mu się żywnie podoba. Jak na swoim. A podkop był potrzebny, by swobodnie korzystać z dojazdu do wybudowanych na jego działce, sporej wielkości blaszanych garaży.

   Rodzina przeżyła wielki szok w wyniku ujawnionej prawdy. W 1978 r. zaczęła budować dom z pełną dokumentacją i przy zachowaniu odległości od granic sąsiednich działek. A tu się nagle okazuje, że wszystko jest odwrotnie. Teraz to sąsiad ma od garażu do granicy 4 metry, a p. Bogusława 2 metry.

Scalenie miało obejmować pola, grunty rolnicze, a tereny mieszkalne miały być wyłączone z tych czynności. Był na to stosowny dokument!  I my wierzyliśmy, że tak jest. Nie składaliśmy żadnej deklaracji na poddanie scaleniu naszego gruntu. Nawet mój ojciec, który był w Komisji Scaleniowej nie wiedział, że działka z domem mogła zmienić granice. Przerażeni faktem zgłosiliśmy sprawę do nadzoru budowlanego – opowiada p. Bogusława.

   Nadzór budowlany pojawił się w domu państwa Gujdów. Sąsiad, wezwany do okazania dokumentów zezwalających na postawienie garaży, takowych nie miał, co czyniło je samowolą budowlaną.

Dopiero jak pojechaliśmy z mężem do Powiatowego Ośrodka Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej w Przeworsku, zobaczyliśmy, że mamy zmienione granice – kontynuuje.

 

Walka o swoje, za nie swoje błędy

Od tamtego czasu zaczął się bój o swoje i pisanie pism z odwołaniami, udowadniając, że doszło do rażących naruszeń prawa i by przywrócić stan granic przed scaleniowych.

   Rodzina już nawet odpuściła jedną granice, porozumiewając się z blisko mieszkającymi sąsiadami z drugiej strony. Kłopot pozostał z działką od frontu domu. Gujdowie pisali do Gminy, aby zwrócono jej niesłusznie zabrany fragment w kształcie trójkąta. Postawiony przed „trójkątem” drewniany płotek miał tylko dzielić zagospodarowany ogródek od reszty posesji, a nigdy nie był granicą oficjalną. Tak, niestety, zostało przyjęte przez geodetę.

   Największy jednak kłopot był z działką pomiędzy Gujdami, a sąsiadem od garaży. Ten, usilnie chciał pozostać przy nowo przyjętych granicach i nawet długo nie czekając, garaże zalegalizował (początkowo nadzór nakazał je rozebrać). W tym, co się stało, nie widzi problemu. A do mediów oficjalnie wypowiadać się nie chce.

   Efekt podkopu terenu przez sąsiada odczuł budynek mieszkalny Gujdów.

– Na ścianach pojawiają się kreski, są pęknięcia w okolicy okien – mówi B. Gujda. – Podkop spowodował, że budynek zaczął „pracować”. Od zakończenia budowy domu w 1987 r. nie działo się nic. Dwa lata po podkopie pojawiły się pierwsze niepokojące oznaki. W zimie mury strzelają. Nie wiemy, co będzie za kilka czy kilkanaście lat. A nawet jeśli przystaniemy na to, co jest, za chwilę każą mi w domu okna zamurować, bo za blisko do granicy.

   Wojewoda Podkarpacki i Samorządowe Kolegium Odwoławcze były zgodne co do jednego – stan granic przed scaleniem należy przywrócić. Od tych decyzji sąsiad odwoływał się cztery razy do Naczelnego Sadu Administracyjnego. Sprawa nawet zahaczyła o Sąd w Warszawie, gdzie podtrzymano wcześniejsze decyzje i nakazano wrócić do granic przed 1993 rokiem. W ostatnich jednak decyzjach Sąd Administracyjny zaproponował, aby Gujdowie doszli do porozumienia z sąsiadem i zgodzili się na granice poscaleniowe

   Sprawa ma kilka segregatorów dokumentów, ale końca nie widać. Starostwo Powiatowe wydało orzeczenie o przywróceniu granic ewidencyjnych do stanu przedscaleniowego kilka lat temu, ale w efekcie niewiele się zmieniło. Słupki są zamarkowane w terenie tam, gdzie Gujdowie poszli na jakieś ustępstwo, a nie tam, gdzie właściwie powinny być.

Starostwo zaczęło podejmować działania, by strony jakoś pogodzić i aby wspólnie raz jeszcze zrobić rozgraniczenie. Gujdowie wiedzą, że sąsiad i tak się odwoła, bo ma do tego prawo. I sprawa zatacza koło.

   Mimo, że w jednej z decyzji SKO przedstawia, że państwo Gujdowie mogliby starać się o odszkodowanie za błędy urzędnicze, pani Bogusława chce jednego – bezpieczeństwa dla siebie, rodziny i bezpieczeństwa o własny dom.

Chcę, żeby zrobili mi mur oporowy od strony, gdzie powstała skarpa – by ktoś poniósł odpowiedzialność za błędy. I nie mam pewności, że to da gwarancję, że z domem nic się nadal nie będzie działo – przyznaje kobieta.

  

Starostwo z dobrą wolą i ograniczonymi możliwościami

Jak wyjaśnia Marian Sochacki, powiatowy geodeta, granice działki p. Gujdów w 1992 r. zamierzane były jako niezmiennik do scalenia, żeby mieć całą mapę. Przynajmniej tak powinno być – nie scalenie, tylko pomiar. Geodeta zmierzył w terenie – jak widział lub jak mu wskazano, naniósł i... okazało się po kilku latach, że granice biegną inaczej. I tutaj zrodził się problem.

– W tej sytuacji, jaka jest teraz, tam nie ma granic scaleniowych z 1993 r., one zostały uchylone – choć są na aktualnej mapie widoczne – wyjaśnia M. Sochacki. – Tam teraz należy wprowadzić nowe granice ewidencyjne. Tylko pytanie jest, jakie? To staramy się ustalić i wprowadzić w ewidencję. W terenie był geodeta, zastabilizował graniczniki wg granic z 1976 r. My tak naprawdę byliśmy gotowi na każdą granicę, tylko strony się odwoływały.

   Geodeci mogliby wyznaczyć między działkami skłóconych sąsiadów granicę, określoną jako sporną – by domknąć mapę. Chyba, że Ci się porozumieją

   Temat muru oporowego jest otwarty, ale Starostwo Powiatowe uznaje, że to nie należy do ich zadań. Owszem, służyliby pomocą, ale budowa na nie ich własności, nie wchodzi w grę. Inaczej, gdyby było to po scaleniu. Wówczas można to uczynić jako zagospodarowanie po scaleniu.

Mur powinien budować ten, kto wyrządził szkodę, kto spowodował problem – uznaje M. Sochacki.

   Sprawę załatwiłaby prawdopodobnie jedna „gruszka”. Koszty w zasadzie nie za wysokie w obliczu poważnego zagrożenia dla domu, ale pokryć je trzeba będzie samemu. I taka oto rzeczywistość – ktoś zawinił i powinien ponieść odpowiedzialność, ale to prosty człowiek, po 15 latach włóczenia się od urzędu do urzędu, sprawę będzie musiał załatwić sam. O ile jeszcze sąsiad na mur przystanie, bo nie wiadomo, czy gdzieś się nie odwoła.

 

Komentarze
Popularne
Komentowane