Wiejskie klimaty, czyli czy świnia musi śmierdzieć?

Autor: BK 25.09.2015 Nr: 38/2015 3
– Życie z uciążliwą chlewnią za płotem to nic przyjemnego – żalą się mieszkańcy Boratyna.
– Życie z uciążliwą chlewnią za płotem to nic przyjemnego – żalą się mieszkańcy Boratyna.

Tym razem ze specyficznym zapachem (bezskutecznie?) walczymy w Boratynie. Schemat znany z sytuacji opisywanej kilka tygodni temu, jaką mieliśmy, a w zasadzie nadal mamy, na terenie Widnej Góry. Mowa tu o hodowli trzody chlewnej, która powoduje śmierdzącą uciążliwość dla mieszkańców wsi.

Zapachy związane z hodowlą zwierząt towarzyszą mieszkańcom terenów wiejskich od stuleci. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że większość z nich, nie tylko się do nich przyzwyczaiła, ale nawet jest w stanie je tolerować. Jednak w opisywanej poniżej sytuacji jest nieco inaczej.

– Smród jest nie do wytrzymania, nie możemy już tego znieść – skarżą się osoby mieszkające w samym środku Boratyna. W tej części miejscowości znajduje się Wiejski Dom Kultury, przy nim plac zabaw, niedaleko jest kościół. W pobliżu są również sklepy i dom Sołtysa. Jednym słowem centrum, serce miejscowości, gdzie mieszka i przychodzi wiele osób. Z relacji mieszkańców wynika jednak, że zapachy bardziej niż z sercem kojarzyć mogą się z inną częścią organizmu.

– Ciężko jest wyjść z dzieckiem na spacer, czy urządzić grilla ze znajomymi. O mieszkaniu i wdychaniu tego smrodu na co dzień nie ma w ogóle co mówić – skarżą się mieszkańcy.

   Powodu zmartwień doszukują się w jednym z gospodarstw. Według ich szacunków prowadzona jest tam hodowla, która liczyć ma ok. 100 świń. Mieszkający najbliżej sąsiedzi podkreślają, że ich zdaniem warunki, w jakich trzymane są zwierzęta nie są odpowiednie dla tak dużej liczby zwierząt.

– Nie wiemy już co robić. Nie da się żyć z takimi zapachami tuż za oknem – podsumowuje Krzysztof Starzec, mający hodowlę tuż za płotem. Zgadzają się z nim inni mieszkańcy, podkreślając, że coś z tym nieprzyjaznym klimatem trzeba wreszcie zrobić.

– Dostaję tego typu sygnały od mieszkańców – przyznaje Bogusław Dańczuk, sołtys Boratyna, który mieszka w okolicy problematycznej hodowli. Podkreśla on jednak, że stara się zrozumieć zarówno mieszkańców, którym przeszkadza nieprzyjemny zapach, jak i przedsiębiorcę, który żyje z hodowli.

– Mam nadzieję, że uda się znaleźć jakiś kompromis, który pozwoli rozwiązać tę sytuację – zapewnia Sołtys. Dodaje ponadto, że jak udało mu się dowiedzieć, w niektórych hodowlach stosowane są specjalne preparaty podawane z paszą, które pozwalają zmniejszyć intensywność zapachów.

 

„Miastowe nosy”

Właśnie w nowoczesnych paszach przyczyny problemu doszukują się mieszkańcy.

– Niektórzy mówią, że kiedyś każdy hodował na wsi świnię i nikomu to nie przeszkadzało, a teraz nam śmierdzi. Twierdzą, że to jedynie nasze fanaberie. Znaczy to jednak, że nie mieli oni do czynienia z prowadzonymi na tak dużą skalę hodowlami – zauważają. Porównują obecne hodowle do fabryk produkujących mięso, w których zwierzęta karmione są specjalnymi paszami, które umożliwiają bardzo szybki wzrost. Ma to jednak, ich zdaniem, swoją cenę w zapachach, zupełnie innych niż przy tradycyjnych sposobach hodowli.

– Zapachy te są nieporównywalne z tym, co było kiedyś. I to ta zmiana jest przyczyną takich sytuacji – przekonują.

 

Śmierdzi, ale zgodnie z normami

Z zastrzeżeniami, co do hodowli, mieszkańcy zwrócili się również do władz Gminy. Jednak, jak informuje Andrzej Czyż, wójt Gminy Chłopice, samorząd nie ma prawnych możliwości kontroli tego typu hodowli. Dodaje on, że w rozmowach z Powiatowym Lekarzem Weterynarii udało się ustalić, że gospodarstwo w Boratynie spełnia wymagane normy.

   Potwierdza to również Roman Strokoń, powiatowy lekarz weterynarii w Jarosławiu, informując, że podczas przeprowadzonych kilka miesięcy temu kontroli nie stwierdzono przekroczeń norm stężenia gazów określonych w przepisach. Nadzór weterynaryjny sprawdzał także warunki bytowe zwierząt. W tym względzie również nie naruszono przepisów.

   Na pytanie, czy właściciel gospodarstwa zechce ulżyć mieszkańcom i postara się zmniejszyć intensywność wydzielanego przy hodowli zapachu, nie udało nam się uzyskać odpowiedzi. Telefon, o numerze podanym nam jako kontakt do gospodarza, odebrał mężczyzna, który na wieść, że dzwonimy z Gazety z refleksem odpowiedział, że to pomyłka. Przekazywane, za pośrednictwem osób znających właściciela, prośby o kontakt z Redakcją przez ponad dwa tygodnie pozostały także bez odzewu.

 

Komentarze
Popularne
Komentowane
Najnowsze na Forum