115 dni na Najpiękniejszej Drodze Świata

Autor: 12.02.2016 Nr: 6/2016
Jakub Żak zagrał dla wszystkich swoje najpiękniejsze melodie z podróży.
Jakub Żak zagrał dla wszystkich swoje najpiękniejsze melodie z podróży.

Prawie 4 tysiące kilometrów przebytej drogi, 115 dni wędrówki, dziesiątki europejskich miast, niezliczona ilość kropel potu i łez, godzin modlitwy, miliony myśli. O wyjątkowej pielgrzymce do Santiago de Compostela, a przede wszystkim podróży w głąb siebie, opowiedział podczas spotkania w przeworskim ratuszu, 27 stycznia Jakub Żak, 26-letni mieszkaniec Jawornika Polskiego.

Jakub Żak po raz pierwszy o Drodze św. Jakuba usłyszał sześć lat temu i tyleż czasu dojrzewał do decyzji o wyruszeniu na szlak. Mieszkał wtedy w Krakowie. Przeczytał gdzieś, że z Camino wraca się lepszym, że w Santiago de Compostela „umiera stary człowiek i rodzi się nowy”. Poczuł, że to coś dla niego. Zostawił wszystko. Dom, rodzinę, dotychczasowe życie. Spakował plecak i wyruszył. W poszukiwaniu Boga, przyjaciół i siebie.

Nikt się wtedy nie bał o mnie tak, jak mama, ale z drugiej strony, nikt mnie tak nie wspierał, jak ona i cała rodzina – podkreślił na wstępie Jakub.

   Wyruszył 8 sierpnia 2015 r. z domu w Jaworniku Polskim. Pierwszy odcinek, 30 km, przebył w 40 stopniach Celsjusza. Pierwsze zmęczenie, szok dla organizmu i... dalsza, niezłomna chęć pielgrzymowania. Rzeszów, Kraków, Olkusz, Oława, Zgorzelec, a na trasie sami życzliwi ludzie.

Kiedy trzy tygodnie szedłem drogą krajową 94, kierowcy samochodów zatrzymywali się i pytali dokąd idę, bo widzieli mnie np. kilka dni temu, 150 km stąd. Zresztą wyglądałem charakterystycznie, stąd ich zdziwienie – wspomina Jakub.  

   Jakub nie zaplanował ani jednego dnia swojej wędrówki, nie wiedział, co będzie mijał po drodze, gdzie będzie spał i co jadł. W Polsce, nocleg znajdował najczęściej przy kościołach i klasztorach, na Zachodzie również w prywatnych domach. Na poszczególnych etapach podróży systematycznie „odchudzał” plecak, zostawiając tylko niezbędne rzeczy. Zawsze miał jednak przy sobie gitarę, na której grał ludziom, u których zostawał na nocny spoczynek.

Najtrudniejsze były pierwsze dni w Niemczech i we Francji. Pojawiła się bariera językowa, więc dogadywałem się po angielsku, w jedynym języku obcym jaki znałem. I w ogóle bałem się wiele razy, były takie dni, kiedy najzwyczajniej w świecie nie wiedziałem, co robić, albo nie dawałem rady, albo gubiłem drogę etc. Kiedy byłem już w jakimś miasteczku i wchodziłem na rynek, ludzie czasem patrzyli na mnie, ja na nich i zastanawiałem się, kto kogo bardziej się boi – wspomina dziś z uśmiechem.

   Na całym szlaku spotkał wielu ciekawych ludzi z całego świata i zawarł nowe przyjaźnie. Wszyscy, tak jak on, szukali na tej drodze spotkania z Bogiem. Kolejne przemierzane kilometry pokazywały, jak piękna jest Europa. Wsie, miasta, lasy, pola, łąki, bezdroża. Hiszpania oprócz pięknych widoków pokazała dodatkowo, jak bardzo przygotowana jest na przyjęcie pielgrzymów.

   22 listopada 2015 r. Jakub napisał na swoim FB: „Jutro chcę dojść do Monte do Gozo – Góry Radości. 5 km przed Santiago. Tam, po raz pierwszy, w oddali, oczom ukazuje się katedra. We wtorek wejdę do katedry i uklęknę przed grobem św. Jakuba. Nie wiem, kto kogo mocniej będzie trzymał. Czy ja te kamienie? Czy to te kamienie mnie? Chcę wejść do katedry i uklęknąć przy Twoim grobie. Potrzebuję ciszy, więc niech będzie tam cicho – tylko ja i Ty. Chcę Ci w ciszy powiedzieć – kim jestem, skąd przyszedłem, co Ci przynoszę, dlaczego tu jestem. Przeszedłem długą drogę. Idę do Ciebie od 8 sierpnia”.

  Próg Katedry Jakub przekroczył z wielką radością. Tu, uklęknął przed grobem swojego patrona, św. Jakuba i oddał się modlitwie. Czuł wielką radość i spokój. Wychodząc z domu wiedział, że Santiago de Compostela jest bardzo daleko, ale każdy dzień przybliżał go do celu

Po przebyciu takiej drogi, każdy reaguje inaczej, bo jest ona dla każdego inna. Pamiętam, że poczułem ulgę, tęskniłem za domem. Dziś chciałbym wrócić na tę drogę, chciałbym ją pokazać innym młodym ludziom, choćby z mojej wsi, gdzie tak niewiele się dzieje.

   Jakub przekonywał, że w takiej samotnej podróży, słyszy się więcej. Codzienny pęd życia zagłusza wiele rzeczy, a jak zostawi się wszystko i wyruszy w daleki świat, można odkryć to, co w życiu ważne. Co zmieniło się w jego życiu po tej wędrówce?

Na pewno jestem silniejszy – wyznaje Jakub. – Gdy człowiek robi coś pierwszy raz, boi się. Dziś piesza droga do Hiszpanii nie jest dla mnie straszna. Dostałem też wyjątkową lekcję historii i geografii czterech krajów.

   Jakub dotarł nie tylko do Santiago, ale i nad sam brzeg oceanu, na Finisterę. Kiedyś pielgrzymi wierzyli, że tu jest „Kraniec świata”. Palili swoje szaty, zabierali muszlę na znak, że „byli i widzieli” i jako nowi ludzie wracali do domu.

 

Jakub Żak przyjacielem Via Regia

J. Żak, podczas spotkania w ratuszu otrzymał certyfikat Bractwa św. Jakuba Apostoła przy Sanktuarium Grobu Bożego w Przeworsku, potwierdzający, że dołączył do zacnego grona „Przyjaciół Podkarpackiej Drogi św. Jakuba Via Regia”.

   Bractwo zawiązało się kilka lat temu i dziś liczy 24 członków. Organizuje „Niedzielne Pielgrzymowanie”, promuje Drogę poprzez wystawy i spotkania. Prezesem Kapituły Bractwa jest Łukasz Mróz. Podczas spotkania opowiedział zebranym o genezie powstania Drogi św. Jakuba w Polsce i jej rozwoju.

 

Komentarze
Popularne
Komentowane