Przeworszczanie niosą Matce Bożej wota

Autor: 26.02.2016 Nr: 8/2016
Obraz Matki Bożej Pocieszenia z głównego ołtarza, jeszcze z mosiężnymi koronami.
Obraz Matki Bożej Pocieszenia z głównego ołtarza, jeszcze z mosiężnymi koronami.

Cudowny obraz Matki Bożej Pocieszenia z Dzieciątkiem Jezus z głównego ołtarza, kościoła oo. Bernardynów w Przeworsku, już wkrótce otrzyma nowe korony. Wierni, pełni wdzięczności za dotychczasowe łaski, chcą mieć udział w tym dziele, dlatego niosą złoto i srebro na ich wykonanie. Gwardian Klasztoru jest ogromnie rad z ich postawy.

Historia związana z koronami dla obrazu Matki Bożej Pocieszenia ma swój początek w latach 1924-1927, kiedy gwardianem był o. Tadeusz Ukleja. Gwardian wraz ze współbraćmi chciał wtedy dokonać uroczystej koronacji obrazu. Korony, które ostatecznie obraz zyskał jeszcze przed II wojną światową, wykonane zostały z mosiądzu i nie przedstawiały żadnej wartości materialnej. Szczególnie trudny okres w historii spowodował, że nie doszło nawet do uroczystej koronacji.

 

Skąd pomysł na koronację po latach?

Parafia niedawno świętowała jubileusz 550 lat obecności Bernardynów na ziemi przeworskiej. Obecny Gwardian o. Marceli Gęśla, który wnikliwie przeglądał kroniki parafialne, wyczytał w nich, że nigdy nie było tutaj uroczystej koronacji, a fakt istnienia mosiężnych koron, potwierdził nawet konserwator zabytków.

Wtedy pojawiła się myśl, aby podziękować za wszystkie łaski otrzymane od Matki Bożej Pocieszenia i doprowadzić do uroczystego aktu koronacji – mówi o. Marceli. – Związane z tym jest właśnie ufundowanie koron dla Matki Bożej i Dzieciątka Jezus. W dzień Niepokalanego Poczęcia, 8 grudnia ub. r. taką myśl ogłosiłem. Choć kazanie miałem przygotowane z tej okazji inne, to kiedy szedłem od zakrystii do ambonki, słyszałem wewnętrzny głos, który mówił mi: „Powiedz im o koronach!”. I powiedziałem.

   Odzew pojawił się bardzo duży – nie tylko od przeworszczan, ale i ludzi z okolic. Do tej pory pojawili się ofiarodawcy również z Jarosławia, Przemyśla, Rzeszowa, Leżajska, Kańczugi, Krakowa również z zagranicy – Francji czy Irlandii.

 

Cząstka swojego życia ofiarowana Matce Bożej

Ofiarodawcy od pierwszego dnia po ogłoszeniu, przychodzili do zakrystii, ściągali swoje własne obrączki, albo przynosili cenne pamiątki z domów.

Fakt, że ludzie coś przynoszą i darują, ma wymiar nie tylko materialny, który jest jedynie wyrazem zewnętrznym. W ofiarowanej obrączce czy innym wotum, zawiera się część ludzkiego życia, czyjaś miłość, radość, smutek czy wspomnienie – i ta znajdzie się w koronach – wyjaśnia Gwardian. – Tak naprawdę, to Matka Boża ani Dzieciątko Jezus nie potrzebują koron. To nam potrzebne jest to, abyśmy mieli udział w tak wielkim dziele.

   Wśród wotów znalazły się obrączki po zmarłym współmałżonku. Są też te, od żyjących współmałżonków, którzy np. ofiarowali swoje obrączki, jako dziękczynienie za 27 lat szczęśliwego małżeństwa. Obrączki od ślubu zastąpią na ich palcach kopie.

Po 32 latach pani przyniosła przeciętą, srebrną zaręczynową obrączkę, należącą do jej syna, który zginął w wypadku kolejowym. Była przechowywana w domu jak relikwie, jak najcenniejszy dar – wspomina o. Marceli.

   Gwardian podkreśla, że spotkania z ludźmi, za każdym razem są niesamowite. Ich pojedyncze historie oraz ich chęć zawierzenia Matce Bożej Pocieszenia, utwierdzają w przekonaniu, że warto było podjąć się takiego zadania.

   Według szacunków, do wykonania koron na obrazie, potrzeba około 1 kg złota i srebra. W Księdze Wotów, będącej dla przyszłych pokoleń wyjątkową pamiątką, zapisanych zostało do tej pory 346 ofiarodawców. Zbiórka potrwa jeszcze do końca Wielkiego Postu.

Jeżeli jest to Sprawa Boża, to uzbieramy – mówi pełen nadziei Gwardian. – Gdyby to była sprawa ludzka, nie warto byłoby zawracać sobie tym głowy. Dziękuję już teraz ludziom za ich ofiary oraz za wiarę.

   Po świętach Wielkanocnych, Gwardian wybierze się do nowego Arcybiskupa przemyskiego, który zaproponuje, kiedy miałoby dojść do uroczystej koronacji.

I przy okazji ostatnich doniesień dementuje, jakoby podczas włamania do kancelarii, które jest niestety faktem, miało dojść do kradzieży pieniędzy czy czegokolwiek innego.

Zapewniam, że nic nie zginęło – uspokaja. – Zawsze, kiedy dzieją się dobre rzeczy, diabeł miesza. Dla mnie jest to jedynie potwierdzenie, że to, co się robi, ma sens i idzie w dobrym kierunku.

 

Komentarze
Popularne