400 zł za godne odejście na wieczny spoczynek?

Autor: 25.11.2016 Nr: 47/2016
Kiedy kondukt żałobny dotarł na cmentarz na bramie wisiała kłódka, a żałobnicy, aby wejść na cmentarz, musieli przeciskać się przez małą bramkę. Trumnę ledwie tędy „przeciśnięto”.
Kiedy kondukt żałobny dotarł na cmentarz na bramie wisiała kłódka, a żałobnicy, aby wejść na cmentarz, musieli przeciskać się przez małą bramkę. Trumnę ledwie tędy „przeciśnięto”.

Złośliwość, zawiść, chęć zysku, a może ochrona własnego interesu? Co kierowało grabarzem z podprzeworskich Gorzyc, który nie otworzył cmentarnej bramy na ceremonię pogrzebową zmarłego parafianina. Kondukt, by wejść na cmentarz, przeciskał się przez małą bramkę boczną. Będąca w żałobie rodzina nie może się pogodzić z tym, że ktoś nie uszanował ostatniej drogi na wieczny spoczynek ich Bliskiego, a jej zadał dodatkowy ból i upokorzył.

Pani Krystyna z Gorzyc nie może spokojnie mówić o tym, co się stało. Pierwszy raz w życiu ktoś tak bardzo upodlił jej rodzinę – człowiek, który nota bene, powinien wiedzieć, jaki ból i smutek towarzyszą ludziom, kiedy odchodzi od nich kochająca osoba. Brat pani Krystyny zmarł w nocy 8 listopada, o czym powiadomiła ją bratanica.

Do pełnej obsługi pogrzebu, włącznie z kopaniem grobu, wybraliśmy firmę z Przeworska, która już kilka razy wcześniej obsługiwała w naszej rodzinie pochówki. Córki zmarłego ustaliły formalności z księdzem proboszczem, a ja udałam się do firmy pogrzebowej, ustalić resztę spraw. Od właściciela firmy usłyszałam, że mamy się niczym nie martwić, a jego pracownicy załatwią wszystko, co trzeba. Włącznie z odebraniem kluczy do bramy cmentarnej, które posiada na co dzień miejscowy grabarz – opowiada p. Krystyna.

   Pracownicy firmy udali się kopać grób, a wcześniej wstąpili do miejscowego grabarza, by wziąć od niego klucze do bramy. Jak się okazało, grabarz za klucze i otwarcie bramy zażądał od nich 400 zł. Ci o zaistniałej sytuacji powiadomili szefa, rychło też wiadomość dotarła do proboszcza. Ostatecznie, to zakład pogrzebowy miał tę sprawę załatwić z grabarzem, nie niepokojąc pogrążonej w żałobie rodziny.

–  W dniu pogrzebu, 10 listopada, zadzwoniłam jeszcze do właściciela zakładu z zapytaniem o klucze do bramy. Usłyszałam, że grabarz nadal podtrzymuje swoje żądanie 400 zł, a firma nie da tych pieniędzy, bo on nie ma prawa ich żądać, a gdyby się nawet na to zgodzili, dodatkowymi kosztami obciążono by nas, rodzinę. Zapewnił mnie jednocześnie, że jakoś sobie poradzą i są przekonani, że brama zostanie otwarta – kontynuuje kobieta.

   Grabarz był nieprzejednany, upierał się przy kwocie, dlatego pracownicy zakładu udali się tuż przed godz. 13.00, na którą zaplanowana była Msza św. pogrzebowa, do proboszcza.

Zaproponowaliśmy ze swojej strony dla załagodzenia sytuacji, że damy ostatecznie grabarzowi 200 zł, i poprosiliśmy księdza o taką prośbę do grabarza „na piśmie”, na karteczce, żeby przyjął te pieniądze – słyszymy od właściciela zakładu pogrzebowego. – Jednak i tym razem odmówił. Wierzyłem mimo wszystko do ostatniej chwili, że otworzy ją. Mieliśmy już tutaj pochówki i jeszcze się nie zdarzyła podobna sytuacja.

   Żałobnicy, którzy dotarli na cmentarz oniemieli na widok na widok zamkniętej bramy. Każdy z uczestników pogrzebu był zaskoczony, ludzie patrzyli między sobą i dziwili się, nie rozumiejąc sytuacji.

Kiedy zobaczyłam, że na bramie wisi kłódka, zamarłam. Pomyślałam, że to nie dzieje się naprawdę. Czy jeden człowiek może decydować o tym, czy godnie „wpuścić” zmarłego na cmentarz? Czułam wstyd i upokorzenie, podobnie jak cała moja rodzina. Ksiądz przeszedł przez bramkę, chorągwie, wieńce... – pani Krystyna nie może opanować łez. – Zastanawiałam się, czy ktoś jeszcze tę kłódkę przetnie, ale nikt nic nie zrobił. Trumnę „przeciśnięto” przez bramkę przechylając ją jeszcze, bo nie chciała zmieścić.

   W taki obrót spraw nie wierzył nikt, stąd i komentarzy nie brakowało. Jak można znieważyć ostatnią drogę zmarłego, rodzinę, jak można po katolicku się tak zachować? – pytano dookoła. I nawet pisemna prośba księdza proboszcza o otwarcie bramy nie pomogła. Grabarz nawet proboszcza zlekceważył, pokazując, „kto tu rządzi”. Sytuacja powtórzyła się 14 listopada przy okazji kolejnego pochówku tej samej firmy. Grabarz znów zażądał 400 zł, ale i tym razem „dla świętego spokoju” zaproponowano mu 200 zł. Ostatecznie przyjął pieniądze i brama została otwarta.

 

Pierwszy taki przypadek w historii parafii

Właścicielem cmentarza w Gorzycach jest Parafia Rzymskokatolicka p.w. Najświętszego Serca Jezusowego. Administratorem cmentarza jest proboszcz parafii, który zarządza nim samodzielnie lub przez pełnomocnika (pełnomocnikiem księdza proboszcza jest osoba pełniąca funkcję grabarza).

   Proboszcz parafii ks. Marian Jagieła w sytuacji, kiedy stanął przed zamkniętą bramą cmentarną, znalazł się po raz pierwszy, a proboszczem w Gorzycach jest od 2005 roku. Brakuje mu słów na to, co się wydarzyło.

Słysząc o zajściu, na prośbę firmy, napisałem tuż przed mszą karteczkę z prośbą o otwarcie bramy i nie mogę uwierzyć, że grabarz tego nie uczynił. Byłem osłupiały na widok zamkniętej na kłódkę bramy. To pierwszy taki przypadek w historii naszej parafii – przyznaje Proboszcz.

   Zapytany o to, czy nie mógł wykonać jakichś innych kroków, np. telefonu do grabarza, wyznaje, że miał „nóż na gardle” i myślał o nabożeństwie, które miało zaraz się zacząć. Był przekonany, że jak kondukt dotrze do cmentarza, brama będzie otwarta. Nie dopuszczał innej sytuacji. W jego odczuciu zdarzyło się coś karygodnego. Stąd też podjął decyzję, aby to Rada Parafialna, której zebranie zwołano na niedzielę, 20 listopada, zadecydowała co dalej z tym faktem uczynić.

 

Chciał mieć monopol na kopanie grobów

Grabarz z Gorzyc, jednocześnie właściciel zakładu pogrzebowego, zapytany o kwotę 400 złotych, jakiej żądał od pracowników zakładu wynajętego przez rodzinę p. Krystyny, odpowiedział krótko, że skoro został powołany do swojej funkcji, to chciałby tę pracę wykonywać.

Nie zabraniam innym firmom pochówków, ale skoro ja jestem grabarzem, to ja powinienem wykopać grób i otrzymać za to zapłatę. Ja tam sprzątam, koszę, maluję siatkę i wykonuję inne prace. Skoro inny zakład będzie tam zarabiał, to po co ja tam jestem potrzebny, tylko do sprzątania? Mnie nie chodzi o pochówki, tylko o grabarstwo! Skoro jest grabarz, to grabarz ma kopać, to jest moja praca – podkreślał w rozmowie z nami tydzień po całym zajściu grabarz.

Zaznaczył, że część otrzymywanej za kopanie grobów kwoty jest jego zarobkiem, a część przeznacza na utrzymanie cmentarza w tym sprzątanie.

   Jak ustaliliśmy, jedyną  opłatą ustaloną kiedyś przez Radę Parafialną była ta, za wjazd na cmentarz w kwocie 50 zł, w sytuacji, kiedy firma przyjeżdża wykonywać prace np. przy budowie pomnika. Zdarza się, że zostawia bałagan i ta opłata ma być przeznaczana na wydatki bieżące przy porządkowaniu cmentarza. O żadnej innej opłacie nikt nigdy nie słyszał.

   Ponadto, w regulaminie cmentarza w Gorzycach nie ma zapisu mówiącego, że tylko i wyłącznie wyznaczony grabarz może dokonać wykopu grobu. Nie ma w ogóle takiego zapisu.

 

Otwarty rynek usług

Należy pamiętać, że cmentarz nie jest własnością administratora, a wykopanie mogiły to usługa cmentarna, która powinna funkcjonować na rynku na takich samych zasadach jak wszystkie inne. Zresztą, prawo antymonopolowe określa fundamentalne zasady konkurencji na poszczególnych rynkach wymiany dóbr i usług. Ani gmina ani kościelny zarządca cmentarza nie mogą utrudniać dostępu do kopania i budowy grobów. Zarządcy czy administratorowi cmentarza nie wolno także narzucać tego, kto zajmie się pochówkiem zmarłego. Obowiązuje bezwzględny zakaz ograniczania przedsiębiorców w świadczeniu usług związanych z pochówkiem i obsługą ceremonii pogrzebowych. Czynności związane z chowaniem zmarłych – przygotowanie zwłok, miejsca na cmentarzu – spoczynku ciała, wykonywanie – kopanie i zasypywanie grobu, transport i pochówek z asystą pogrzebową, uformowanie grobu, ekshumacja zwłok i szczątków ludzkich – stanowią rynek otwarty na konkurencję.

 

Grabarz traci posadę

Zgodnie z zapowiedzią, posiedzenie Rady Parafialnej odbyło się w minioną niedzielę i wtedy zapadła decyzja o tym, że dotychczasowy grabarz nie będzie już pełnił swojej funkcji. Ks. proboszcz ogłosi tę informację podczas Mszy świętych.

Komentarze
Popularne
Komentowane