Mamy już dość tego smrodu!

Autor: 16.12.2016 Nr: 50/2016
Mieszkańcy Leżachowa nie chcą smrodu i innych uciążliwości, które miałyby pochodzić z planowanych tutaj inwestycji. Na spotkaniu pojawili się m.in. przeciwnicy takich działań.
Mieszkańcy Leżachowa nie chcą smrodu i innych uciążliwości, które miałyby pochodzić z planowanych tutaj inwestycji. Na spotkaniu pojawili się m.in. przeciwnicy takich działań.

Kilkaset podpisów pod petycją do burmistrza Adama Wosia złożyli mieszkańcy miasta i gminy Sieniawa oraz Manasterza w gm. Wiązownica. Sprzeciwiają się mającym tutaj powstać kurzym fermom i innym śmierdzącym inwestycjom, których i tak mają wystarczająco. Nie chcą „nowego” zakładu utylizacji ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego oraz padłych zwierząt, który właściwie od lat daje się wszystkim we znaki. Wszystko to było tematem niedzielnego spotkania w Domu Ludowym w Leżachowie, z udziałem władz miasta, przedstawicieli istniejących zakładów i mieszkańców.

Mieszkańcy w petycji piszą do Burmistrza o jego działaniach zmierzających do totalnego zatrucia im życia, również w dosłownym znaczeniu tego słowa oraz o tym, że nie mogą pozostać obojętni wobec tych bezprawnych działań, z których konsekwencjami już przyszło im się zmierzyć. Zarzucają Burmistrzowi, że proces administracyjny związany z kolejnymi inwestycjami odbywa się po cichu, a sprawy są „przepychane”, podczas gdy nikt nie liczy się ze społeczeństwem. Mają dość smrodu i trucia oraz mydlenia oczu, że inwestycje zawsze wiążą się z miejscami pracy, bo tych jest jak na lekarstwo. Nie chcą narażać siebie i swoich rodzin.

Do smrodu, który u nas jest, nie można dokładać kolejnego, bo ten nigdy nie zostanie ograniczony, choćby ze względu na to, że wszystkie planowane inwestycje należą do grupy najbardziej uciążliwych źródeł emisji odorów – grzmieli mieszkańcy. 

   Największy sprzeciw jest skierowany na fermy brojlerów, których kumulacja w jednym miejscu na pewno będzie miała negatywne skutki.

Jeden kurnik czy dwa, może i nie stanowią problemu, ale dwadzieścia dwa, to już duże stężenie i za chwilę wszyscy będziemy to wąchać. Jak na inwestycję o takich rozmiarach, to jest to zdecydowanie zbyt blisko domów – mówił młody mieszkaniec gminy.

   Obawiają się też mającego powstać nowego zakładu Farmutil, zajmującego się głównie utylizacją odpadów pochodzenia zwierzęcego. Zakład istnieje w Leżachowie od 50 lat, zmieniając jedynie nazwy. Wielu mieszkańców smród z zakładu zna od dziecka.

Zakład w chwili obecnej ma moc przerobową 30 ton na dobę, a nowy według założeń 20 ton na godzinę, więc to, jakie będzie jego oddziaływanie odorowe, można sobie tylko wyobrazić – mówiła mieszkanka gminy.

   Nie miało również śmierdzieć z kompostowni odpadów biodegradowalnych położonej przy drodze 865. Obiecywano supernowoczesny, spełniający standardy zakład. A co wyszło? Smród przez całe lato, dokuczał nie mniej, niż ten z Farmutilu.

   Mieszkańcy zarzucili też, że nie mogli wnieść żadnych uwag w przypadku uzgadniania inwestycji – kompostowni czy pierwszej fermy brojlerów, przed wydaniem ostatecznych decyzji. W przypadku fermy, informacja o prowadzonym postępowaniu, pojawiła się w BIP-ie 77 dni po terminie, kiedy było już za późno na cokolwiek. Wytknęła to jedna z mieszkanek. Z kolei była radna miejska, Lidia Mróz przypomniała, że wnioskowała w 2011 r. na sesji miejskiej, aby wszelkie ogłoszenia, zawiadomienia etc. dotyczące poszczególnych wsi, znalazły się na tablicach ogłoszeń w sołectwach, bowiem nie każdy ma lub potrafi korzystać z Internetu czy odwiedza Urząd. Mimo poparcia pomysłu, nie znalazł on odzwierciedlenia w rzeczywistości.

   Konsultacji nie pamięta nawet były sołtys Ryszard Szozda, dodając, że śladem po nich byłby jakiś protokół.

 

Burmistrz Adam Woś: „Niczego przed wami nie ukrywałem!”

Burmistrz nie krył rozczarowania postawą mieszkańców, twierdząc, że na temat wszystkich dotąd planowanych  inwestycji rozmawiał z mieszkańcami. W Leżachowie również. Nie wie, dlaczego właśnie teraz pojawił się wśród ludzi protest.

   Ustosunkował się w pierwszej kolejności do budowy nowego zakładu, który miałby raz na zawsze uciąć dokuczliwy problem zapachowy, co miałaby gwarantować jego nowoczesna technologia.

Pisząc protest, podejmując takie działania nawet nieświadomie, możecie udaremnić znakomity plan, który pozbawi was nieszczęścia. Innej drogi nie ma. Prawo nie dopuszcza likwidacji zakładu. Jedynie przez wybudowanie nowego i całkowitej likwidacji obecnego, ta zmora może się skończyć! To nigdy nie stanowiło dla was tajemnicy. Kompostownia odpadów biodegradowalnych również nie powstała pod przykrywką, o czym państwo wiedzieliście. Nie rozumiem tych zarzutów – odpierał burmistrz. – Wszystkie nasze kroki mają ślad na tablicy ogłoszeń, na BIP-ie, co zresztą wynika z prawa. Jeśli macie państwo wiedzę, dowody, że coś jest nie tak, należy to zgłosić do organów ścigania i nie ma dwóch zdań, żeby ktoś za to nie poniósł konsekwencji.

   Stanowisko Burmistrza uzupełnił dyrektor Farmutilu Robert Zdanowicz, próbując uspokoić mieszkańców gminy.

Znając sytuację, podjęliśmy decyzję o budowie nowego zakładu, nowoczesnego z technologią światową, gdzie gazy nieskraplające się będą dopalane w odpowiednich urządzeniach i zamieniane w parę wodną. Gwarantuję państwu, że wówczas nie będzie absolutnie uciążliwości zapachowych, a obecny zakład zostanie zamknięty – mówił.

A. Woś mówi o nowym obiekcie „zakład-kosmos”, z technologią amerykańsko-kanadyjską. Choć na początku planowano modernizację obecnie istniejącego, to właściciel zdecydował się na budowę od nowa. Nie ukrywał, że jeśli ten miałby z różnych przyczyn nie powstać, smród pozostanie „do końca świata i jeden dzień dłużej”.

   Wyjaśnień udzielił także Dyrektor Kompostowni Odpadów Biodegradowalnych, bo i w jej kierunku padały zarzuty.

Zakład powstał w ubiegłym roku. Początkowo mieliśmy okres rozruchu aż do końca sierpnia, wtedy były czynione wszelkie ustawienia i wtedy mogły wystąpić jakieś niedogodności – przekonywał dyrektor Bogusław Lach. – W tej chwili zakład pracuje pełną parą, mieliśmy trzy kontrole Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Sanepidu i Wojewódzkiego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych i niczego nie wykazały.

Dodał również, że zakład ma najnowocześniejszą technologię w Europie z bioreaktorami zamkniętymi i gdzie wszystko jest hermetyzowane. Kilku mieszkańców rzeczywiście potwierdziło, że zapach szczególnie dokuczał latem, a teraz nie występuje.

 

Res-Drob przenosi się prawdopodobnie pod Mielec, o fermach na razie cisza

Ta jedyna wypowiedź mogła w niedzielne popołudnie uspokoić mieszkańców gminy Sieniawa.

W Wylewie kurniki nie powstaną, bo mamy studium, gdzie jest zapisane, że nie można wykonać na tym obszarze żadnej zabudowy kubaturowej. I o to jestem spokojny – mówił A. Woś. – Wracając do kwestii Leżachowa, nie mam od dłuższego czasu kontaktu z właścicielami Res-Drobiu z Rzeszowa, którzy tutaj chcieli przenieść swój zakład. Mam prawo zakładać, że chyba jednak zdecydowali przeniesienie swoich planów w okolice Mielca, gdzie zakupili około 100 hektarów gruntów. A chodziło przecież o to, żeby zakład i kurniki były w jednym miejscu. Jeśli nie będzie jednego, to drugiego też nie. Choć mają pozwolenie na budowę na pierwszą fermę, nie podjęli nawet próby budowy, bo nie mieli pewności, co do budowy fabryki. Więc temat, przynajmniej na razie, jest zamknięty – dodał.

   Czy to rzeczywiście uspokoiło mieszkańców, którzy rozpaczliwie boją się smrodu i wszelkich uciążliwości? Tak czy inaczej, decyzja o budowie pierwszej fermy zapadła. Nie pozostaje im nic innego, jak śledzić poczynania w Urzędzie.

   Inna kwestia odnośnie wniesionego protestu dotyczy dołączonych do niego podpisów. Według samorządowców istnieje podejrzenie, że podpisy (przynajmniej niektóre) zostały sfałszowane, stąd sprawa prawdopodobnie znajdzie finał w prokuraturze.

Komentarze
Popularne
Komentowane