Jestem dumny, że jestem jarosławianinem

Autor: ts 20.01.2017 Nr: 3/2017
Bogdan Zając z żoną, synami i narzeczoną syna Mateusza.
Bogdan Zając z żoną, synami i narzeczoną syna Mateusza.
Fot. archiwum Bogdana Zająca

Rozmowa z Bogdanem Zającem, II trenerem reprezentacji Polski, honorowym obywatelem miasta Jarosławia, wychowankiem JKS-u Jarosław, między innymi byłym piłkarzem krakowskiej Wisły. 


Mówi się, że Bogdan Zając jest bardzo zapracowanym człowiekiem. Podczas przerwy świąteczno-noworocznej miał Pan czas na odpoczynek. Jak Pan spędził święta i sylwestra?

 Bogdan Zając: Faktycznie sporo pracuję, ale z drugiej strony w pracy realizuję swoje pasje. Dzięki temu i w pewnym stopniu samozaparciu dotarłem do miejsca w którym teraz jestem. Terminarz mam napięty, ale zawsze staram się znaleźć czas zarówno na odpoczynek jak i różnego rodzaju inicjatywy. Duża w tym zasługa również mojej żony „Dorci”, która niczym menadżer skutecznie kieruje naszym życiem rodzinnym. Okres świąteczno-noworoczny wraz z synami tradycyjnie już spędziliśmy w naszych rodzinnych stronach, czyli w Jarosławiu i Chotyńcu, skąd pochodzi żona. Było trochę odpoczynku, ale aktywnego, przeplatanego pracą. Tuż przed nowym rokiem prowadziłem kursokonferencję w Jarosławiu dla około 150 trenerów. Wcześniej był miły dzień, z rodziną i ze znajomymi, gdy odbierałem Tytuł Honorowego Obywatela Jarosławia. Sylwestra natomiast spędziłem z żoną w Arłamowie, a w Nowy Rok o 12 w południe wraz z Robertem Korzeniowskim (też Honorowy Obywatel Jarosławia – przyp. red.) uczestniczyliśmy tam w Biegu Noworocznym.

 

Tym razem również spotkał się Pan z kolegami na tzw. gierce w siatkonogę przed wigilią?

 B.Z: Oczywiście. To już nasza tradycja. Od kilkunastu lat wraz z kolegami z lat młodzieńczych, a teraz już także z naszymi dziećmi oraz naszym wychowawcą ze szkoły - Jurkiem Strączkowskim przed wigilią spotykamy się w hali sportowej Zespołu Szkół Budowlanych i Ogólnokształcących. Gramy, rozmawiamy, wspominamy. Myślę, że to fajna inicjatywa, którą chcemy podtrzymywać. Śmiejemy się teraz i żałujemy, że na samym początku nikt z nas tego wydarzenia nie archiwizował na fotografiach, dopiero od niedawna to robimy. Szkoda, bo chociaż nasze pesele się nie zmieniają, to my już zdecydowanie tak.  

 

Calość rozmowy w papierowym wydaniu GJ

Komentarze
Popularne
Komentowane
Najnowsze na Forum