Cudowne garnki, czyli jak stracić głowę i duże pieniądze

Autor: 19.05.2017 Nr: 20/2017 1
– Zaproszenie i prezent gwarantowany może skusić każdego – Henryk Majcher z Przeworska, który był na niejednym pokazie garnków i pościeli, przestrzega przed pochopnym kupowaniem. Zwłaszcza emerytów, którym często brakuje na leki, a łatwo wpadają w pułapkę
– Zaproszenie i prezent gwarantowany może skusić każdego – Henryk Majcher z Przeworska, który był na niejednym pokazie garnków i pościeli, przestrzega przed pochopnym kupowaniem. Zwłaszcza emerytów, którym często brakuje na leki, a łatwo wpadają w pułapkę

Kilka tygodni temu w jednym z lokali w Przeworsku odbył się pokaz garnków. Swoje produkty oferowała jedna z firm, zajmująca się sprzedażą bezpośrednią. Cudowne naczynia o wartości bagatela 10 tys. zł wylosował tego dnia pewien „szczęściarz”, który tylko dzięki czujności znajomego, nie dał się wplątać w ich zakup.

Przeworszczanin Henryk Majcher wie, co w trawie piszczy. Na pokazy jeździ chętnie, bo jak mówi, ma czas i przy okazji posłucha tego i owego o naczyniach, pościelach, sprzęcie AGD, bo różne produkty oferuje się klientom. Prezenty za kilkanaście złotych go nie kuszą, ale lubi spotkania z ludźmi.

Kiedyś zostawiłem jednej firmie mój numer telefonu, więc teraz do mnie wydzwaniają za każdym razem. Na ten pokaz w Przeworsku, to telefon miałem już w marcu i zgodziłem się. Miałem też zaprosić kilka osób. Przyszła moja znajoma, jej siostra z mężem i jeszcze jedna koleżanka – opowiada pan Henryk.

   Uczestników do udziału w spotkaniu zachęca się gwarantowanym prezentem, wystarczy przyjść, nic więcej. Przyszło około 50 osób, głównie starszych. Tych z reguły łatwiej do czegokolwiek nakłonić. Stół z naczyniami i urządzeniami – osiemnaście w komplecie. Prezenterka elegancka, pewna siebie. Przez blisko dwie godziny przekonywała potencjalnych klientów o nadzwyczajnych właściwościach produktów, które prezentowała. Mówiła, że zagwarantują im długie życie w zdrowiu i że właśnie zdrowie powinni stawiać ponad wszystko, bo ono nie ma ceny. Sprzedawcy, którzy próbują wcisnąć klientom cudotwórcze materace i pościel opanowali techniki manipulacji do perfekcji i tutaj było podobnie.

   Pani Danuta, którą przyprowadził p. Henryk zapytała o cenę garnków. Kiedy padła kwota 10 tysięcy złotych, zaśmiała się nie dowierzając własnym uszom.

Prowadząca ostro do mnie przystartowała „Co się pani śmieje??”, a ja na to – śmiać się nie można? I co rusz miała jakieś uwagi, a bo ktoś przysypiał, a to sugerowała oburzona: „Tylko po prezenty przyszliście?” – dodaje p. Danuta.

   Kiedy skończyła prezentację naczyń, rozdała wśród zebranych kilka „numerków” i zaczęło się losowanie. Numerek, który wyciągnęła z koperty i który pokrywał się z tym, który był w posiadaniu osoby z widowni, wygrywał naczynia i dodatkowo wyciskarkę lub komplet sztućców. Szczęśliwy tego dnia numerek miał szwagier i siostra p. Danuty.  

Zaproszony na środek, oklaskiwany przez prezenterów, jakie to miał szczęście, został zaproszony do stolika, gdzie młoda kobieta poprosiła go o dowód osobisty i wypełnienie papierów. Wierzył, że wygrał, że ma jedynie podpisać odbiór nagrody – opowiada p. Henryk.

   Co wygrał naprawdę? Nie darmowe naczynia, ale atrakcyjny upust, dzięki któremu naczynia mógł kupić nie za 10 a za jedyne 6 tysięcy złotych, ale tego nie wytłumaczył nikt, ani nie dał czasu na zastanowienie. Mężczyzna nie dysponował gotówką, więc zaoferowano mu zakup w systemie ratalnym.

Widząc co się dzieje, poinstruowana przez Henryka podbiegłam do szwagra i mówię mu, żeby odszedł, że nie ma pieniędzy, bo spłaca inne dwie pożyczki. Pani przy stoliku do mnie skoczyła, żebym się nie wtrącała, zaczęła wypytywać, kim ja jestem dla tych ludzi. Mówię, że siostrą, i że oni tego nie podpiszą. Wtedy od drugiej, która przyszła koleżance ze wsparciem, usłyszałam, że nie dostanę prezentu. A ja mówię, że nie po prezent przyszłam, tylko posłuchać. To ona znów do mnie, że mnie wyrzuci. Powiedziałam, że sama wyjdę, choć dostałam zaproszenie – opowiada.

   Z pomocą p. Danucie przyszedł p. Henryk. Wstał i zapytał przed wszystkimi, dlaczego wciskają ludziom towar i kredyty, jak ktoś ich nie chce. Wtedy również został zapytany, po co przyszedł na spotkanie. Pokazał zaproszenie, a i tak usłyszał, żeby opuścił salę. Takiego braku kultury nie mógł zrozumieć.

Wyszliśmy w piątkę, wtedy jeszcze szwagier usłyszał od jednej z kobiet, żeby za chwilkę wrócił sam, bez żony i szwagierki – dodaje p. Danuta. – Wierzyły, że jego samego omotają.

Pan Henryk zrobił później kalkulację zaproponowanych mężczyźnie rat.

Garnki ponoć za 6 000 zł, ale miesięczna rata 130 zł na 5 lat, daje wynik 7800 zł! Czy to jest tyle warte? – zastanawia się.

   Pani Danuta pamięta, że kiedy szwagier poszedł do stolika, na pytanie skierowane do sali, kto jeszcze chce garnki, dwie albo trzy bardzo młode kobiety, zgłosiły się, że chcą. Inni zgłosili się, że już mają. Wydawało jej się podejrzane, czy aby nie są przypadkiem przedstawione przez firmę. Po powrocie do domu, p. Danuta otrzymała telefon od siostry i szwagra z podziękowaniem, że uniknęli założenia sobie pętli na szyję.

 

Problem na ogromną skalę

Manipulacyjne chwyty i sztuczki z zakresu socjotechniki, granie na emocjach klientów sprawiają, że ludzie są w stanie kupić wszystko. Dopiero po fakcie często okazuje się, że zakupione produkty nie są takie cudowne, garnki jednak się przypalają, potrawy smakują nie inaczej niż dotychczas, materac jest wcale nie lepszy od poprzedniego, a produkty, które miały działać leczniczo, jakoś efektu nie przynoszą.

   Powiatowy rzecznik konsumentów przy Starostwie Powiatowym w Przeworsku, mecenas Joanna Litwin, mówi o ogromnej skali problemu. Ponad 30 procent osób, które przychodzą do rzecznika, to osoby z pokazów, albo te, którym „wciśnięto” coś przy okazji. Podkreśla, że to proceder, który trwa od lat, a niewiele można zrobić, bo firmy działają legalnie.

W świetle ustawy z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta każdy, kto zawarł umowę poza siedzibą przedsiębiorstwa, może w terminie 14 dni odstąpić od niej bez podawania przyczyny i bez ponoszenia kosztów. Są firmy, które załączają formularz oświadczenia o odstąpieniu od umowy, inne na ostatniej stronie umowy drobnym druczkiem piszą o możliwości odstąpienia, czego ludzie nie widzą i o tym nie wiedzą – podkreśla mec. J. Litwin.

   Jak się okazuje, najczęściej konsumenci proszą o pomoc w wypełnianiu tych oświadczeń, bo boją się już sami cokolwiek podpisywać.

Gdy osoba pojawia się w okresie do 14 dni, często przestraszona, bo i tak już „narozrabiała”, wypełniamy oświadczenia i zwykle nie ma większych problemów ze zwrotem produktu. Problem pojawia się, gdy minie 14 dni, wtedy pomagamy napisać do sądu pozew o uznanie czynności prawnej za bezskuteczną – chodzi tutaj o zawarcie umowy pod wpływem błędu czy podstępem. Niestety, ludzie często nawet tych pism nie zanoszą, bo boją się sądów jak ognia – dodaje.  

   Problem ze zwrotem może pojawić się wówczas, gdy firma zmienia siedzibę i adres, tak by klientowi było trudno we właściwe miejsce przesłać wypowiedzenie umowy. Wystarczy, że adres siedziby i biura jest inny. W takiej sytuacji klient się miota, czas płynie, a umowa wchodzi w życie. Zdarzają się też sytuacje, kiedy firma nie chce przyjąć zwrotu, bo pudełko z produktem zostało otwarte i przyjmuje, że produkt był używany. Wszystko trzeba wziąć pod uwagę.

   Pułapek nie brakuje, a najbardziej narażone są na nie osoby starsze i te najczęściej są zapraszane na pokazy. Rzecznik praw konsumentów przestrzega, aby ludzie roztropnie podchodzili do zaproszeń, jakie otrzymują. Często zwabieni darmowym podarunkiem, okazją do wyjścia elegancko ubranym na spotkanie, zostają wplątani w pułapkę przeszkolonych osób, które skutecznie potrafią zrobić „pranie mózgu”. Warto się zastanowić dwa razy, nie działać pod wpływem impulsu. Najlepiej skonsultować zakup z rodziną, bo towar, który jest dostępny dziś, będzie dostępny także jutro. Warto też sprawdzić ceny w Internecie, bowiem okazuje się, że to samo można kupić za o wiele niższą cenę.

 

Komentarze
Popularne
Najnowsze na Forum