Co się stało z naszą wnuczką?

Autor: bk 19.05.2017 Nr: 20/2017
– Nikola przygotowywała się do Pierwszej Komunii Świętej. Tak się cieszyła z nadchodzącej uroczystości. Teraz nawet nie wiemy, co się dzieje z naszą wnuczką – mówi Beata Dypa, babcia dziewczynki.
– Nikola przygotowywała się do Pierwszej Komunii Świętej. Tak się cieszyła z nadchodzącej uroczystości. Teraz nawet nie wiemy, co się dzieje z naszą wnuczką – mówi Beata Dypa, babcia dziewczynki.

– Nikola przygotowywała się do Pierwszej Komunii Świętej. Bardzo cieszyła się ze zbliżającej się uroczystości. Teraz nie wiemy nawet gdzie jest i czy wszystko z nią w porządku – mówi Beata Dypa, babcia 9-letniej dziewczynki, która kilka dni temu została odebrana rodzicom przez ojca.

Sytuacja dotycząca niespełna 9-letniej Nikoli jest skomplikowana, a jej losy opisywaliśmy kilka lat temu.

– Ledwie zdążyliśmy się pogodzić ze śmiercią córki, a znów spada na nas tragedia – mówił w 2011 r. pan Janusz, dziadek Nikoli. Rok wcześniej jego córka Adrianna – mama Nikoli, zginęła w wypadku samochodowym. Auto, którym wracała ze znajomymi z Radymna uderzyło w drzewo. Dziewczyna poniosła śmierć na miejscu.

   Kiedy pierwszy raz rozmawialiśmy z panią Beatą i panem Januszem, dziadkami Nikoli skarżyli się oni, że mimo, iż dziewczynka jest zżyta z nimi, zna ich i z nimi się wychowywała sąd przyznał prawo do opieki nad Nikolą jej ojcu, który na stałe mieszka w Niemczech.

„– Do tej pory wszyscy byli zgodni, że Nikola powinna zostać z nami – mówią dziadkowie. Pokazują dokumenty. Kurator sądowy, biegli, opieka społeczna, centrum pomocy rodzinie, zespół psychologów i pedagogów z rzeszowskiego Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego - pokaźny zbiór. Według wszystkich specjalistów wychowaniem dziecka zająć powinni się dziadkowie, z którymi jest ona emocjonalnie związana. Kompetencje rodzicielskie jej ojca, są zdaniem psychologów niewystarczające, aby sprawował on opiekę nad córką - Dlaczego tych opinii nie wzięto pod uwagę? - nie mogą pogodzić się z wyrokiem.

    Dziadkowie uważają, że dla dobra małej powinna ona pozostać w rodzinnym domu, wśród ludzi z którymi od urodzenia się wychowuję. - Tutaj ma kochającą rodzinę. Dlaczego sąd chce przekazać naszą Nikolę obcemu człowiekowi?” – tak pisaliśmy w 2011 r. („Chcą nam zabrać dziecko”, GJ nr 42/2011).

 

Wieloletnia walka o dziecko

Przez ostatnie lata sytuacja toczyła się z dala od medialnego szumu, a dziadkowie nadal starali się udowodnić sądom, że to oni powinni zająć się dziewczynką, której - ich zdaniem -  nie łączy żadna więź z ojcem.

– Ojciec Nikoli ma przyznane prawa do opieki nad nią. Jednak my ciągle staramy się zmienić decyzję sądów. Nie poddajemy się bo jesteśmy przekonani, że nasza wnuczka powinna wychowywać się w domu, który zna i wśród ludzi, którzy od zawsze byli z nią – mówią dziadkowie dziewczynki.

   Przekonani o słuszności swojego postępowania nie podporządkowali się wyrokom sądu i nie zdecydowali na przekazanie Nikoli ojcu. Biorąc na siebie ewentualną odpowiedzialność karną.

Gdybyśmy widzieli, że przez ten czas ojciec stara się nawiązać więź, nauczyć kontaktów z Nikolą. Gdybyśmy uwierzyli, że będzie on potrafił odpowiednio się zająć naszą wnuczką. Wtedy na pewno znaleźlibyśmy wspólnie jakieś rozwiązanie tej sytuacji – mówią. Dodając przy tym, że niestety od początku relacje z ojcem dziewczynki nie były łatwe.

 

Odebranie przy użyciu siły?

Już w 2011 r. dziadkowie Nikoli skarżyli się, że ojciec próbował siłą odebrać im wnuczkę, jeszcze przed uprawomocnieniem się wyroku w sprawie przyznania mu praw rodzicielskich.

Zarzucali mu również, iż nie interesuje się on dzieckiem, a chęć sprawowania nad nim opieki może mieć podłoże materialne.

   W ubiegłym tygodniu dziadkowie Nikoli zgłosili się do naszej Redakcji po raz kolejny. Prosząc o pomoc.

– W czwartek, 4 maja zostaliśmy napadnięci. Nikola wychodziła z kościoła ze spotkania związanego z przygotowaniami do Pierwszej Kominii Świętej. Zostaliśmy napadnięci przez grupę 10 może nawet 15 osób, które pomagały ojcu dziewczynki ją nam odebrać – relacjonuje B. Dypa. Opowiada o szarpaniu, użyciu gazu łzawiącego.

– Ja i córka, która była ze mną jesteśmy poobijane. Szwagier, który próbował nam pomóc został zaatakowany gazem. Najgorsze jest to, że agresja osób, które nas napadły odbiła się także na Nikoli – mówi pani Beata. Płacząc opowiada, że według niej 9-latka została zabrana nieprzytomna.

   Dziadkowie Nikoli podkreślają, że do podobnego zdarzenia doszło w lutym, na terenie szkoły, do której uczęszczała dziewczynka. Wtedy też miało dojść do użycia siły, jednak dziewczynka ostatecznie wróciła z dziadkami do domu.

 

Sprawą zajmuje się policja i prokuratura

– 4 maja policjanci z Komisariatu Policji w Radymnie interweniowali na miejscu w Skołoszowie ustalili świadków, a także osoby pokrzywdzone w tym zdarzeniu – przyznaje podkom. Marta Gałuszka, oficer prasowy KPP w Jarosławiu. Wyjaśnia, że funkcjonariusze sprawdzają okoliczności, w jakich doszło do przejęcia opieki nad dzieckiem.

– W tej sprawie prowadzone jest dochodzenie dotyczące pobicia kilku osób. Zebrane materiały zostały już przesłane do Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu – dodaje M. Gałuszka.

   Oficer Prasowy KPP informuje również, iż policjanci prowadzą także czynności dotyczące uprowadzenia rodzicielskiego osoby małoletniej.

– Z ustaleń wynika, że ojciec dziecka posiada prawo do opieki. Przedmiotem tych czynności jest m.in. uzyskanie informacji o miejscu pobytu dziecka – dodaje M.Gałuszka.

 

– Nie rozumiemy, jak można w taki sposób potraktować własne dziecko. Użyć siły wobec niego. Wyrwać ze środowiska, które zna. Tuż przed komunią do której Nikola tak się przygotowywała, tak się cieszyła. Chcielibyśmy wiedzieć, jak ona się czuje, czy nic się jej nie stało i jak razi sobie z tą trudną sytuacją – martwią się dziadkowie dziewczynki.

 

Komentarze
Popularne