Ratownicy medyczni: Walczymy o godne „jutro”

Autor: ek 14.07.2017 Nr: 28/2017
Ratownicy medyczni w całej Polsce zapowiadają zaostrzenie protestu.
Ratownicy medyczni w całej Polsce zapowiadają zaostrzenie protestu.

Codziennie walczą o nasze życie, często narażając swoje. Ratownicy medyczni stanowią jedną z najbardziej pomijanych grup zawodowych na przestrzeni ostatnich lat, która w ostatnim czasie zjednoczyła siły i walczy o godne życie dla siebie i swoich rodzin.

Praca ponad siły, niskie pensje, zatrudnienie na umowach śmieciowych i brak statusu funkcjonariuszy publicznych – to główne, choć nie jedyne postulaty, którym chcą przeciwdziałać ratownicy medyczni.

   Protest trwa już od kilku miesięcy i ma charakter ogólnopolski. Z każdym dniem przybiera na sile. Dołączają do niego kolejne osoby. Nie pomogły polubowne rozmowy, oflagowane karetki i szpitale, jak również ostatnia manifestacja, która odbyła się w Rzeszowie. Choć nie jednemu z nich, nie łatwo było przełamać barierę wstydu, to wielu wyszło na ulice, by w ten sposób zamanifestować, że chcą zmian w systemie ratownictwa i godziwego wynagrodzenia za ciężką i odpowiedzialną pracę, jaką na co dzień wykonują.

– Byliśmy w Rzeszowie, jeśli będzie trzeba udamy się również do Warszawy. Oczywiście nie wszyscy, bo ktoś musi pracować. Nie wyobrażamy sobie sytuacji, w której karetki mogłyby nie wyjechać – mówią ratownicy.

   Choć stanowią niezbyt liczną grupę i pojawiają się jedynie w momencie, w którym ktoś potrzebuje pomocy, to zauważyć należy, że to od nich zależy nasze życie. To oni w sytuacji zagrożenia życia, są zawsze pierwsi na miejscu zdarzenia. Wyruszają na akcje, choć tak naprawdę nigdy do końca nie wiedzą co tam zastaną.

– Jesteśmy świadkami wielu ludzkich nieszczęść, które niejednokrotnie odbijają piętno na naszej psychice. Pracujemy w niedziele i święta, często ponad miarę, a w porównaniu do innych służb, nie jesteśmy traktowani jak funkcjonariusze publiczni. Nie mamy dostępu do psychologa z urzędu. Nie mówiąc już o odpowiedzialności zawodowej, którą ponosimy. Jakże często słyszymy o przypadkach kolegów, którzy są szarpani za błahe sprawy w procesach, które ciągną się latami – mówi Tomasz Pelc, ratownik z wieloletnim stażem.

Innym dość powszechnym zjawiskiem, na jakie zwracają uwagę jest agresja, którą często spotykają na wyjazdach.

– Często jeździmy do pijanych i naćpanych. Zdarzają się i tacy, którzy notorycznie wzywają karetkę po spożyciu alkoholu – mówi Sławomir Aksamit, pełniący służbę w Pogotowiu.

Do tego dochodzi ciężki sprzęt, który muszą zabrać ze sobą i wnieść na piętro. W drodze powrotnej niekiedy trzeba znieść także pacjenta. A pracują zazwyczaj w dwuosobowych zespołach. Niekiedy brakuje rąk do pracy, na co chcą również zwrócić uwagę. Na terenie powiatu stacjonują dwie karetki podstawowe liczące dwóch ratowników medycznych zlokalizowane w Jarosławiu i w Pruchniku oraz dwie karetki specjalistyczne „S” z trzyosobową załogą, uprawnioną do wykonywania czynności medycznych, w skład której wchodzi lekarz. Wysyłane są w stanach nagłego zagrożenia życia. Stacjonują one w Jarosławiu i w Radymnie.

   Gra toczy się o wysoką stawkę. Dla większości z nich wykonywany zawód, to prawdziwa pasja. Chcą go nadal wykonywać, jednak w godnych warunkach i za godziwe wynagrodzenie. Sytuacja, w jakiej się znaleźli, to zaległości powstałe na przestrzeni wielu lat. Wiele rzeczy jest do zrobienia i wiele do poprawienia.

– Nie przystajemy na propozycję, jaką oferuje rząd. Proponowana podwyżka ma być wypłacana jako dodatek do pensji i nie satysfakcjonuje nas – mówi Jacek Kłak, ratownik medyczny.

   Rząd Rzeczypospolitej zaproponował 800 zł brutto podwyżki. Czterysta złotych miałoby być wypłacane już od lipca tego roku, a kolejne czterysta od stycznia przyszłego roku. Jednak ratownicy nie przystają na tę propozycję i zapowiadają zaostrzenie strajku. Planowane są kolejne manifestacje, które miałyby się odbyć już przed ministerstwem zdrowia. Nie wykluczają również protestu głodowego.

 

Komentarze
Popularne
Komentowane
Najnowsze na Forum