Pomagają robić film

Autor: bk 20.10.2017 Nr: 42/2017 2
Stanisław Albert gości w swoim gospodarstwie Nadira – konia, który pojawi się w nagrywanym w okolicach Pruchnika filmie.
Stanisław Albert gości w swoim gospodarstwie Nadira – konia, który pojawi się w nagrywanym w okolicach Pruchnika filmie.

Mieszkańcy Pruchnika i okolicznych miejscowości mieli okazję na własne oczy przekonać się, jak wygląda realizacja filmowych scen. W ich mieście pojawiła się bowiem ekipa, która pracuje nad najnowszym dziełem wybitnego reżysera Jana Jakuba Kolskiego. Niektórzy z mieszkańców wnieśli swoją małą cegiełkę do wielkiej produkcji.

– Od trzech dni u nas są. Gościmy opiekuna wraz z koniem, który gra w filmie. Są tam sceny, gdzie jest wóz i koń używany. Trzeba było ich gdzieś umieścić i padło na nasze gospodarstwo – mówi Stanisław Albert, właściciel gospodarstwa agroturystycznego w Pruchniku. – My zajmujemy się agroturystyką, ale mamy też odpowiednie stajnie z poidłem i lizawką dla konia. Jego opiekun śpi za ścianą, mają odpowiednie warunki i wyżywienie – dodaje.

   S. Albert zdradza, że to członkowie ekipy poszukując odpowiedniego miejsca dla konia i jego opiekuna odezwali się do niego.

– Przyjmujemy wycieczki szkolne, turystów z różnych części Polski to czemu nie mielibyśmy przyjąć członków ekipy filmowej? – mówi pan Stanisław. Podkreślając, że zarówno opiekun, jak i koń maja w jego gospodarstwie wszystko czego im potrzeba, aby odpocząć po pracy na planie.

– Nie jest to typowo koń filmowy. Nie jest to jednak też nasza pierwsza produkcja filmowa, w której bierzemy udział – mówi Bartosz Nogacz, właściciel i opiekun Nadira – konia, którego oglądać będziemy mogli w nagrywanym w Pruchniku filmie. Zdradza, że choć poprzedni film, w tworzeniu którego brali udział był produkcją znacznie mniejszą, to zasady pracy są podobne.

– Zajmuję się końmi od lat. Najważniejsze jest to, że moje konie mnie słuchają i robią to czego od nich oczekują. Koń ma się ze mną przyjaźnić, ale ma też być posłuszny – podkreśla B. Nogacz.

 

Strażacy na pomoc

– Przedstawiciele filmowców odezwali się do nas ok. 2 miesięcy temu. Obiecaliśmy wtedy, że jak będzie taka potrzeba to pomożemy im, jak tylko będziemy mogli – mówi Stanisław Szkoła, naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej Pruchnik nr 3. Dodaje, że podczas kręcenia scen w Pruchniku filmowcy mieli do dyspozycji budynek i plac remizy OSP. To na nim stanęły autobusy i wozy ekipy, która nieopodal kręciła sceny w jednym z dawnych drewnianych domów.

– Jednego dnia poproszono nas także o pomoc w przygotowaniu odpowiedniej scenerii potrzebnej do zdjęć – zdradza Naczelnik. Chodziło o dostosowanie stanu jednej z polnych dróg do tego co przewidywał scenariusz. – Chodziło o polanie drogi wodą. W scenariuszu była mowa o błocie, którego przy obecnej pogodzie nie było. Poproszono więc o pomoc nas – dodaje S. Szkoła. Zaznacza przy tym, że jednostka jest w gotowości i czeka na ewentualne kolejne prośby i zadania ekipy filmowej.

– Jesteśmy prężną jednostką, mamy wielu młodych członków. Zawsze można liczyć na naszą pomoc czy to w sytuacjach zagrożenia czy przy takich niecodziennych okazjach jak kręcenie filmu – podkreśla Naczelnik OSP.

 

Dom jak z filmu

– To miłe, że film jest kręcony właśnie w należącym do nas domu. To nietypowe wydarzenie, które pewnie już się nam więcej nie przydarzy. A przynajmniej ja nie pamiętam, żeby coś takiego działo się w Pruchniku – mówi Zdzisław Wojdyła, właściciel domu, w którym powstają niektóre sceny filmu. Dodaje, że ekipa filmowa odezwała się na przełomie maja i czerwca.

– Przyjechali, obejrzeli dom, porobili zdjęcia wnętrza i powiedzieli, że być może będą tu kręcili film – mówi mieszkaniec Pruchnika. – Mówili, że dom im odpowiada, jednak potem sprawa ucichła. Aż kilka tygodni temu odezwali się ponownie i poinformowali, że będą u nas film rzeczywiście kręcili. Potem pojawili się członkowie ekipy, żeby dostosować budynek do własnych potrzeb. – dodaje. Opowiada również, że niewiele brakowało, a jakiś czas temu dom przestałby istnieć.

– Jakiś czas temu zastanawialiśmy się z synem czy nie rozebrać tego domu, żeby oczyścić działkę – mówi pan Zdzisław. Ostatecznie zrezygnowali z tego pomysłu. Dom został i "zagra" w filmie. Jego właściciel przyznaje, że obejrzenie gotowego już filmu, a szczególnie scen kręconych w należącym do niego budynku, będzie ciekawym doświadczeniem.

   Więcej o powstającym na ziemii pruchnickiej filmie przeczytać można w znajdującym się obok artykule "Jan Jakub Kolski nagrywa swój nowy film w Pruchniku"

Komentarze
Popularne