Mamusiu, wróć do nas!

Autor: 19.01.2018 Nr: 3/2018
To ostatnie rodzinne zdjęcie Marszałków sprzed dwóch lat. W twarz ukochanej mamy, żony i córki wszyscy patrzą z tęsknotą i nadzieją, że znów będą w komplecie.
To ostatnie rodzinne zdjęcie Marszałków sprzed dwóch lat. W twarz ukochanej mamy, żony i córki wszyscy patrzą z tęsknotą i nadzieją, że znów będą w komplecie.

Tej pustki nie da się niczym wypełnić. Pozostają współczujące spojrzenia, szepty za plecami, przeraźliwy ból i tęsknota. I pytania. Czy żyje? Czy cierpi? Gdzie jest? Od zaginięcia Moniki Marszałek z Gaci minęły dwa miesiące. Mimo intensywnych prac policji, straży i rodziny, dotąd nie udało się odnaleźć zaginionej kobiety. Gdy prowadzone poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów, bliscy zwrócili się o pomoc do jasnowidza. Nie jednego, a czterech. Mimo to przełomu w sprawie nadal nie ma.

W domu pustka i tęsknota, trudno znaleźć sobie miejsce. Dzieci nie mogą spać, są nerwowe, synek budzi się w nocy i woła mamę. Innym razem pyta mnie: „Tata, a jak będę miał 9 lat, to będziesz? Bo mamy nie ma” – mówi Krzysztof Marszałek, mąż zaginionej kobiety. Głos więźnie mu w gardle. Pokazuje o kilka rozmiarów za duży sweter, bo w ciągu tych ostatnich dwóch miesięcy stracił 24 kilogramy.

   Rodzina Marszałków żyje w stanie ciągłego zawieszenia. To dla nich nowa rzeczywistość, ale przyzwyczaić się do niej nie sposób.

 

4 listopada 2017 r., sobota – dzień zaginięcia

Zwyczajna rodzina, szanowana. W domu nie brakowało niczego. Marszałkowie żyją z gospodarstwa rolnego, dodatkowo Monika Marszałek pracowała na basenie w Łańcucie. Tamtego pamiętnego dnia miała pojechać z 5-letnim synkiem Piotrusiem na targ do Przeworska, żeby kupić kurtkę. O godz. 13.00 umówiła się z rodzicami w Łańcucie, a na 14.00 miała dojechać do pracy na tamtejszym basenie. Za kilka dni zaplanowała urlop, bo córka złamała rękę i miały jechać ściągnąć gips. Urlop miała zaplanowany również na święta.

W piątek wieczorem jeszcze normalnie rozmawialiśmy, mówiła o swoich planach. Zachowywała się normalnie, naturalnie. Nawet do swojej mamy dzwoniła ok. 22.00 żeby potwierdzić, że przyjedzie – opowiada K. Marszałek. – Nazajutrz, ok. 6.00 przyszedł do mnie synek i powiedział, że mamy nie ma i samochodu również. Myślałem, że pojechała do sklepu, pół godziny później dzwoniłem do niej, ale telefon miała wyłączony. W domu zostawiła okulary, które zakładała jedynie do jazdy samochodem. Dzwoniłem też do pracy, bo może ktoś pilnie potrzebował się zamienić i dlatego tam pojechała, ale powiedziano mi, że nie było żadnych zmian. Zacząłem dzwonić do rodziny, ale nikt nic nie wiedział. Po 12 godzinach zgłosiłem na Policję jej zaginięcie.

   Jak zarejestrowała kamera sklepu sąsiadującego z domem Marszałków, zaginiona wyjechała samochodem marki Honda Jazz z posesji o godz. 6.06. Pokazała go również kamera miejska w Przeworsku, a osoba kierująca miała czerwoną kurtkę. Policja już wieczorem około 19.00 miała informacje o tymże pojeździe, pozostawionym przy rzece San w Ubieszynie. Tutaj rozpoczęły się pierwsze poszukiwania. Przeszukano teren wzdłuż rzeki, okoliczne pola, ale bez śladu. Również nazajutrz rano prowadzono poszukiwania na wodzie. Poszukiwania były prowadzone przez policję i straż wielokrotnie, sprawdzano szpitale i inne placówki, ale bez skutku. W domu został dowód osobisty kobiety, nie miała też aktualnego paszportu. Ostatnie logowanie telefonu było w rodzinnych stronach.

 

Nadzieja umiera ostatnia. Po pomoc do jasnowidza

Po trzech tygodniach od zaginięcia rodzina ze strony p. Moniki zwróciła się po pomoc do najsłynniejszego polskiego jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego. Mąż p. Moniki przekazał mu wszystkie informacje dotychczas ustalone w sprawie.

Jasnowidz poinformował nas, że popełniła samobójstwo i wskazał miejsce na korycie rzeki San. Strażacy przeszukali teren, ale informacja nie potwierdziła się. Po kilku dniach wskazał inne miejsce i tutaj również strażacy z sonarem przeprowadzili poszukiwania, ale i tym razem nie znaleziono ciała. Rodzice żony dodatkowo wynajęli ekipę płetwonurków do sprawdzenia jeszcze większego zakresu koryta rzeki, ale i ci na nic nie natrafili – mówi K. Marszałek.

   Rodzina zwróciła się również o pomoc do pani Franciszki z Turkowic pod Hrubieszowem, również znanej z daru jasnowidzenia.

Tym razem usłyszeliśmy, że żona żyje, ukrywa się i że Bóg musi chcieć pokazać gdzie. Powiedziała, że nie widzi jej w gronie zmarłych – opowiada p. Krzysztof.

   Mąż pani Moniki był też z polecenia u wróżki w Rzeszowie. Usłyszał, że żona żyje i się ukrywa.

Powiedziała mi, że żeby jej głowa zaczęła myśleć o córce, musi ktoś umrzeć – siwa głowa, w rodzinie mojej bądź żony. Miesiąc po zaginięciu Moniki, do domu w rodzinie małżonki przyszedł mężczyzna i umarł. Miał stwierdzony guz mózgu. Może to zbieg okoliczności, a może przepowiednia? – zastanawia się.

   Kontaktował się także z jasnowidzem ze Szczecina, który wskazywał miejsce znalezienia zwłok poszukiwanego od maja 2015 roku przez kilka miesięcy przedsiębiorcy spod Oleszyc.

Wysłałem do niego ciuch żony i poinformowałem, że zdjęcie może znaleźć na stronie policji. Powiedział, że żona nie żyje, ale ciało nie jest w wodzie – przedstawia p. Krzysztof.

   Ów jasnowidz skontaktował się z nim w minioną środę, 10 stycznia. Jako miejsce, gdzie ma się znajdować ciało, wskazał biały budynek gospodarczy w niezamieszkałym gospodarstwie w Ubieszynie. W środku miała znajdować się rama roweru bądź motoroweru.

Byłem tam z policją w czwartek rano, wszystko się zgadzało, tylko nie było ciała. Ma powiedzieć więcej, jak będzie miał wizję. Zastrzegł, że może widzieć w odbiciu lustrzanym. Mógł też widzieć zupełnie inne ciało zmarłej osoby, bo świeżych śladów nigdzie nie było – słyszymy. Rachunek jasnowidzów wychodzi dwa do dwóch, z tym, że ja nadal szukam żony, nie ciała.

   Monika Marszałek nie miała konta na portalu społecznościowym, a mąż nie zauważył w jej zachowaniu niczego niepokojącego. Planowali nawet kolejne dziecko. Święta Bożego Narodzenia były w rodzinie bardzo smutne. 9-letnia córka Kinga, która w tym roku ma przystąpić do Pierwszej Komunii i 5-letni Piotruś, nie są w stanie zaakceptować domu bez mamy. 

W ogródku kwitnie teraz jej róża, zakwitła tak, jak świętej Ricie. Myślę, że to znak, że odnajdzie się. My nie tracimy nadziei – kończy p. Krzysztof.

 

Policja wciąż szuka

4 listopada ub.r. zaginęły 3 osoby na Podkarpaciu i 12 w Polsce. Moniki Marszałek z Gaci w dalszym ciągu szuka Policja i inne organizacje, choćby ITAKA.

Policjanci sprawdzają każdy otrzymany sygnał o miejscu, gdzie może przebywać zaginiona – mówi rzecznik prasowy KPP w Przeworsku mł. asp. Renata Jaremko. – Żadna z informacji, która została przekazana funkcjonariuszom nie potwierdziła się, a kobieta do dnia dzisiejszego nie nawiązała kontaktu z rodziną.

 

Policjanci poszukują zaginionej Moniki Marszałek, lat 35, mieszkanka Gaci k. Przeworska. 4 listopada między godz. 5.00 a 6.00, zaginiona wyjechała z domu samochodem marki Honda Jazz, nie informując domowników o celu swojej podróży. Podczas prowadzonych poszukiwań policjanci odnaleźli samochód przy rzece San w Ubieszynie (gm. Tryńcza).

Rysopis zaginionej:

wzrost 175 cm, waga około 70-80 kg, średniej budowy ciała, twarz owalna, włosy blond, długie, proste. Ubrana była w czerwoną kurtkę.

Wszystkie osoby mogące posiadać informacje na temat miejsca pobytu zaginionej proszone są o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Przeworsku tel. (16) 641 23 10, (16) 641 24 26 lub telefon alarmowy 997.

 

Galeria artykułu
Komentarze
Popularne
Najnowsze na Forum