Myśliwy zabił człowieka. Znowu chce polować

Autor: Erka 23.03.2018 Nr: 12/2018
– Nie chodzi nam o kary, tylko o normalne ludzkie podejście ze strony sprawcy tragedii jaka nas dotknęła – mówią rodzice Darka
– Nie chodzi nam o kary, tylko o normalne ludzkie podejście ze strony sprawcy tragedii jaka nas dotknęła – mówią rodzice Darka

Jak tu wierzyć w sprawiedliwość – pytają rodzice Dariusza, który przed 11 laty zginął od myśliwskiej kuli w lesie niedaleko swojego domu. Sprawca został skazany, ale dwuletniej kary pozbawienia wolności do dziś nie odbył. Na dodatek znowu chce zostać myśliwym. W tym samym kole, do którego należał, gdy doszło do nieszczęśliwego wypadku.

- Wracanie do tragedii nic nie daje, tylko odnawia ból. Trudno jednak pogodzić się z tym, że myśliwy, który pomylił człowieka z dzikiem i śmiertelnie go postrzelił znowu chce polować. Jak zrozumieć kogoś, kto pójdzie obok miejsca, w którym doprowadził do tragedii z bronią gotową do strzału. Jak przejść do porządku nad tym, że skazany do więzienia nie trafia. Zapewniają, że żyjemy w państwie prawa, a sprawiedliwość jest jedną z najważniejszych wartości. Nam trudno w to uwierzyć -  Anna i Bogdan Szady z

Sośnicy nie mogą powstrzymać łez. Tragiczna śmierć ich syna znowu powraca.

 

Pomylił człowieka ze zwierzęciem

Jedenaście lat temu, 22 lutego 2007 r. w lesie koło Korczowej znaleziono ciało Darka. Wezwany lekarz stwierdził zgon z przyczyn naturalnych. Dopiero później okazało się, że mężczyzna został śmiertelnie postrzelony. Wlot kuli odkryto pod lewym ramieniem. – Nagła śmierć młodego, zdrowego mężczyzny, a na miejscu zdarzenia nie pojawia się prokurator. Przyjeżdża tylko lekarka – zastanawiają się rodzice. Przypominają, że Darek miał 40 lat. Był zawodowym żołnierzem. Kilka miesięcy przed zdarzeniem wrócił z misji w Kosowie.

   Sprawa jednak trafia do prokuratury. Okazuje się, że młody mężczyzna zginął od kuli wystrzelonej przez Henryka W., osoby wysoko postawionej w służbach celnych i dobrze znanej w regionie. Myśliwy tłumaczył, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Pomylił postać między drzewami z sylwetką dzika.

 

Wyrok

Sprawca tragedii został uniewinniony, ale w powtórnym rozpatrzeniu sprawy sąd uznał, że jest winny nieumyślnego spowodowania śmierci. Zapadł wyrok. Henryk W. został skazany na dwa lata więzienia. Miał także zapłacić najbliższym nieżyjącego 50 tys. zadośćuczynienia oraz pokryć koszty sądowe. Po apelacji sąd utrzymał karę pozbawienia wolności, ale zwolnił oskarżonego z kosztów oraz zadośćuczynienia. Jednak Henryk W. do więzienia nie poszedł. Odraczano mu odbycie kary. Do dzisiaj nie odsiedział ani dnia.

 

 Dlaczego?

- Dlaczego tak różnie traktuje się ludzi. Jedni są karani szybko i ostro. Inni potrafią uniknąć odpowiedzialności. To bulwersuje. Gdyby ten człowiek, co syna nam zabił, przyszedł do nas. Porozmawiał, to nam byłoby lżej. Myślę, że jemu też. Nie chcemy żadnego zadośćuczynienia. Syna nic już nam nie wróci. Lżej jednak by było, gdybyśmy porozmawiali – mówi matka Darka.

  Rodzicom zabitego nie chodzi, o to, by sprawca trafił za kratki. Bulwersuje ich jednak to, że jak mówią, to on sprawia wrażenie poszkodowanego. Teraz dodatkowo pojawiają się obawy. Pomylił się raz. Kto zagwarantuje, że znów nie odczyta błędnie postaci zauważonej w lesie.

 

Nie wziąłbym broni do ręki

- Jeśli  mnie zdarzyłby się taki przypadek, to już nigdy broni do ręki bym nie wziął. Zrobiłbym też wszystko, co mógłbym, by wesprzeć poszkodowaną rodzinę – mówi myśliwy Tomasz Kulesza. – W Polskim Związku Łowieckim przestrzegamy prawa. Jeśli o przyjęcie stara się osoba, która spełnia warunki. Nie możemy jej odmówić. W tym przypadku mam jednak bardzo duże wątpliwości, czy starający się dostanie pozwolenie na broń – dodaje już jako przewodniczący Zarządu Okręgu PZŁ w Przemyślu.

 

Komentarze
Popularne
Najnowsze na Forum