Dwie historie, dwie niepełnosprawności. Jeden cel

Autor: bk 25.05.2018 Nr: 21/2018
Dwie historie, dwie niepełnosprawności. Jeden cel

Historię zmagającej się z niepełnosprawnością rodziny i codzienne życie borykającego się z porażeniem mózgowym chłopaka połączył jeden impuls. Odruch, który dał siłę obydwu stronom i zatrał granicę między tymi, którzy pomagają, a tymi którzy pomocy wymagają.

 Pani Krystyna i Kamil

 

Spotkanie

– Jesteśmy w przychodni. Naraz, wstaje chłopak... w wieku Kamila, może trochę starszy. Ruchowo ma jeszcze gorzej niż mój syn... poprosił innych pacjentów, żeby Kamila przepuścili, bo on oddaje mu swoją kolejkę – pani Krystyna Kielar opowiada o pierwszym spotkaniu z Marcinem. – Powiedział, że chce pomóc mojemu synowi. Że wcześniej jemu ludzie pomogli, a teraz on pomoże nam – mówi kobieta. Nie kryjąc, że ze zdziwieniem przyjęła ofertę pomocy od osoby, która sama jej potrzebuje.

 

Początek

“Baba! Niuniu kocha!” Pani Krystyna wspomina pierwsze zdania, jakie jej syn, niespełna trzylatek, mówił do swojej babci. Wspomina radość, jaką te słowa wywoływały. Pochwały i zachwyt, jaki to z Kamilka śliczny chłopczyk. 

– Rozwijał się normalnie. Chodził. Zaczynał ładnie, wyraźnie mówić. Do około trzeciego roku życia nie dało się zauważyć nic niepokojącego – mówi mama chłopaka.

 

Koniec

– Cieszyliśmy się tak bardzo z syna. Potem, w trzecim roku życia zaczęło się z nim coś dziać – mówi pani Krystyna. I choć początkowe objawy były niepokojące, ale niejednoznaczne, chłopczyk zaczął się coraz wyraźniej zmieniać. Jakby cofał się w rozwoju. Nauka mówienia stanęła w miejscu, pojawiły się trudności z poruszaniem, kontrolą wypróżnień. Pierwsze osłabione napady epilepsji. I diagnoza: podkorowy zanik mózgu.

 

Codzienność

– Kamil ma teraz 25 lat. Od siedmiu zmagamy się z dystomią. Jeden z najcięższych przypadków, jak mówią lekarze. Syn ma gorsze i lepsze dni. W te złe ma trudności z jedzeniem. Wszystkie czynności przy nim wykonuję ja. Karmię. Ubieram. Myję. Zmieniam pieluchy i podcieram – mówi pani Krystyna patrząc na zdjęcie małego, jeszcze całkiem zdrowego Kamila.

 

Samotność

– Mąż uciekł już dawno. Wybrał alkohol. Rodzina się odwróciła. Moi rodzice już długo nie żyją. A ja muszę być w pogotowiu przez cały czas. Reagować, pomagać, wspierać. W dzień i w nocy. Czasami chiałoby się od tego choćby na jeden dzień odpocząć. Pojechać na wycieczkę. Gdyby przynajmniej był człowiek, z którym możnaby porozmawiać... – mówi kobieta.

 

Dom

– Kilka lat temu pisałam o lokal socjalny. Dostałam odpowiedź, że mój dom nadaje się do remontu – mówi pani Krystyna. Wraz z synem utrzymuje się z renty, jaką ma Kamil (ok. 740 zł) oraz pozostałych świadczeń, które otrzymuje jako jego opiekun (ok. 1 400 zł). 

– Ja nie siedziałam bezczynnie. Żyjemy skromnie. Dużo pieniędzy idzie na leki. Ale wymieniłam okna. Mam kilkaset pustaków, stemple, płyty. Blisko 20 tys. zł oszczędności. Szukałam kogoś kto pomoże – mówi kobieta pokazując dziurawy dach i przechylające się ściany ponad stuletniego drewnianego domu. Mówi o wodzie zalewającej łóżko podczas ulew i braku odzewu na prośby pomocy od premiera i charytatywnych instytucji tak świeckich, jak i kościelnych.

 

"Wymodliłam"

–  Ja się nie żaliłam. Nie szukałam rozgłosu. Ten chłopak – Marcin, zainteresował się. Poinformował media. Założył zbiórkę... Prosiłam Boga o interwencję. Żeby się ktoś znalazł, żeby pomógł. I spotkałam Marcina. Sam ma problemy z poruszaniem się, swoje ograniczenia i trudności. Ale obiecał, że pomoże – dodaje pani Krystyna.

 

Marcin

 

Spotkanie

– Pamiętam ten dzień. Byłem pierwszy w kolejce. Czekałem już blisko 3 godziny. Ludzie zaczynali się schodzić. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Jak zobaczyłem tego chłopaka to sobie uświadomiłem, że moje życie z porażeniem to jest pikuś – moment pierwszego spotkania wspomina Marcin Góral, z Łowiec. – Poinformowałem pozostałych pacjentów, że choć sam jestem niepełnosprawny, przepuszczam Kamila w kolejce. Zwróciłem się też do jego mamy. Zapytałem czy mają skądś pomoc. Zaczęliśmy rozmawiać – dodaje.

 

Decyzja

– Na początku nie miałem pewności z kim mam do czynienia. Później były ciężkie rozmowy. Dowiedziałem się, że pani Krystyna wychowuje syna samotnie. Zobaczyłem w jakiej są sytuacji, jak wygląda ich dom. Postanowiłem coś zrobić – mówi chłopak.

 

Wojownik

Zmagający się z własną niepełnosprawnością Marcin postanowił sytuacją samotnej matki opiekującej się synem zainteresować media. 

– Zacząłem źle – ocenia opowiadając, jak historią Kielarów z Jodłówki chciał zainteresować ogólnopolską telewizję.  

– Oni nas zlali. Nie doczekałem się ani oczekiwanego odzewu, ani zrozumienia. Ale ja mam duszę wojownika. Powiedziałem sobie: nie! Tak nie będzie. Góral się nie poddaje. Odezwałem się do Życia Podkarpackiego – wylicza Marcin.

 

Rozczarowania

– Poszedł pierwszy artykuł. Liczyłem, że odezwie sie jakaś firma budowlana, że będzie jakaś pomoc. Przeliczyłem się – mówi chłopak. Później, korzystając z doświadczeń zdobytych przy zbieraniu pieniędzy na własne potrzeby, zakłada Kamilowi zbiórkę na portalu pomagam.pl. Po kolejnej publikacji, tym razem w ogólnopolskim Fakcie wpłaty na rzecz pani Krystyny i Kamila zaczynają rosnąć. Jednak po pewnym czasie (i uzbieraniu ok. 14 tys. zł od ok. 240 wspierających) tempo wpływu pieniędzy znacznie spada.

 

Lansujesz się?

Po raz kolejny Marcin uznał, że nie można się poddawać. Wykorzystując zainteresowanie mediów postarał się o kolejne artykuły. O domu Kamila pisał Onet.pl, Nowiny, i Gazeta Wyborcza. A do Marcina zaczęły dochodzić pogłoski, że wykorzystuje sytuację rodziny, żeby się przy tej okazji “wylansować”. 

– Zobaczyłem chłopaka w podobnym wieku. Chcę mu pomóc i prędzej czy później pomogę – odpowiada.

 

Rozumiem i doceniam

– Sytuacja Kamila uświadomiła mi, że moja własna nie jest wcale taka zła. Jego mama mówiła o tym, że jej syn nie ma przyjaciół, znajomych. Nikt go nie odwiedza. Po kontakcie z Kamilem wyczułem, że on taki kontakt lubi. Wiadomo, że nigdy nie będzie taki jak pan, czy jak ja. Ale widać, że tego kontaktu mu brakuje – mówi Marcin. Wyjaśniając, że sam musiał zmagać się z samotnością mimo, że może sam się poruszać, podejmować decyzję, a Kamil zawsze zdany będzie na opiekę innych.

 

Wymodliła

– Jeszcze raz podkreślam: ja nie wiem co we mnie wstąpiło, czemu tak zareagowałem. Po prostu wstałem i zaproponowałem pomoc – mówi Marcin. – Pani Krystyna uważa, że sobie mnie wymodliła. To dziwne. To mógł być każdy. Prawnik, lekarz, ktokolwiek. A jestem ja – dodaje chłopak. Sam zwracając uwagę na przewrotność losu i zaistniałej sytuacji, w której pomocy i wsparcia nie potrafiła zapewnić społeczność czy państwowy system, a dać ją chce przypadkowo spotkany młody człowiek zmagający się z własną niepełnosprawnością.

 

Apel

– Nie ważne jak widzicie całą sytuację, panią Krystynę czy cokolwiek innego. Popatrzcie na Kamila. To on jest pokrzywdzony. Żyje ze swoją niepełnosprawnością. W domu, w którym nie ma nawet łazienki – podkreśla Marcin.

 

Dżem

– Będę pomagał. Jest taki chłopak – Michał, któremu chciałbym też pomóc. Mam czym wypełniać swój czas. Uwielbiam książki, pasjonuje mnie szczególnie tematyka wydarzeń na Wołyniu. Lubię też muzykę. Mam wszystkie płyty Dżemu. Marzy mi się ich koncert zagrany dla mnie – mówi Marcin pytany o to co będzie, kiedy uda się spełnić marzenie Kamila i jego mamy o nowym domu.

 

Konkrety

Każdy kto chciałby wesprzeć prowadzoną przez Marcina zbiórkę wszystkie niezędne informacje (również dokumenty potwierdzające stan zdrowia Kamila) znajdzie na stronie pomagam.pl/kamilkielar.

Osoby zainteresowane mogą również kontaktować się w sprawie pomocy bezpośrednio z panią Krystyną pod numerem jej komórki: 782 782 038.

   Pomoc obiecała również gmina. Burmistrz Pruchnika Wacław Szkoła poinformował, że pani Krystyna otrzyma lokal socjalny. Na ten cel samorząd zakupił używany budynek, który wcześniej przejść musi jednak remont.

 

Otwarte oczy

Do momentu zamknięcia aktualnego numeru GJ, Marcinowi udało się uzbierać już ok. 46 tys. zł (zbiórkę wspiera ponad 600 osób) i pokazać, że niepełnosprawność i zmagania z własnymi słabościami mogą być siłą, która pozwala lepiej dostrzegać potrzeby innych, doceniać dobre strony własnego życia  i rozumieć sens pomagania. Marcin uważa, że dobro do nas wraca.

Galeria artykułu
Komentarze
Popularne
Komentowane
Najnowsze na Forum