Stójkowi źle się kojarzą

Likwidacja Straży Miejskiej była jednym z haseł wyborczych obecnego burmistrza Jarosławia. Mimo podchodów nic z tego nie wyszło. Straż została, jednak wszystko wskazuje, że robi, co może, by swojego wizerunku nie polepszać. Tworzenie złego odbioru to z kolei najlepsza droga, by nikt się za nimi nie ujął, gdy odrodzi się myśl o likwidacji.

 Jarosławska policja municypalna przetrwała próby przeniesienia do niebytu, ponieważ burmistrz podchodził do likwidacji jak pies do jeża. Zawsze trafiał na nastroszone kolce. W końcu dał sobie spokój. Strażnicy zostali. Na początku niepewni swoich losów. Teraz już bardziej pogodzeni z tym, co ich czeka, choć nadal nie mający pojęcia, co to może być.

   Zmieniali im się komendanci, a niedawno część funkcjonariuszy i pracowników monitoringu, którzy też w strukturach straży są poskarżyło się na szefa. Czas pokaże, co z tego wyniknie, bo sprawa jest badana przed komisje. Komendant nie każdemu musi się podobać, ale jego rozkazy należy wypełniać. Takie zasady panują w formacjach mundurowych.

   Strażnicy realizują, więc wytyczne i ich głównym zadaniem jest pilnowanie najbliższych okolic ratusza. Rozliczają parkujących nie tam gdzie trzeba. Niestety nie ma większego wpływu na bałagan wśród zostawiających swoje pojazdy. Za to budzi frustracje. Strażnik miejski zaczyna kojarzyć się ze stójkowym pilnującym kierowców. Z kimś porównywalnym z obsługą parkingu. Porządku i tak nie zaprowadzi, bo tu uwiera brak dobrego planu komunikacyjnego na rynku. Zbuduje za to niezbyt pochlebne zdanie o funkcjonowaniu tej formacji w mieście. Możliwe, że o to właśnie chodzi. Jeśli strażnicy zaczną kojarzyć się tylko z rynkiem i upominaniem parkującym w jego obrębie, to mieszkańcy sami dojdą do wniosku, że trzeba Straż Miejską rozwiązać.

   Strażnicy, podobnie jak policjanci powinni służyć ludziom nie tylko w najbliższym sąsiedztwie komendy, czy posterunku, ale wszędzie. Bo o tym, czy jest bezpiecznie nie świadczy ilość komisariatów, tylko codzienna praca funkcjonariuszy.

 

W Gminie Tryńcza chcą koniecznie mieć swój posterunek policji. Argumentują tym, że kiedyś był. Przekonają, że wtedy funkcjonariusze będą aktywniejsi oraz obecni i przywiązani do terenu. Jarosławscy strażnicy już są obecni i przywiązani do terenu. Może nawet przesadnie przywiązani. Co najmniej dyskusyjne, że dzięki temu jest lepiej.

   W Trynczy uważają inaczej. Wychodzą z założenia, że będzie swój funkcjonariusz, więc spokój zapanuje. Nie trafiają do nich argumenty, że gmina nie odstaje od innych pod względem bezpieczeństwa, czy że przez dwa lata pełnionego wcześniej dyżuru zgłosiła się tylko jedna osoba.

   Znamy z historii czasy, gdy stójkowi wspomagani współpracownikami byli wszędzie. Może nie warto do tamtych dni wracać. Dziś policja jest mobilna, a rozmieszczenie jednostek pozwala na szybkie dotarcie do każdego miejsca. Domagający się powrotu posterunku liczą na lepszą prewencję. Nie wiem, czy dyżurujący w biurze policjant lepiej ją zapewni, natomiast dla poruszającego się po gminie patrolu wszystko jedno, czy po służbie melduje się w Tryńczy, czy niedalekiej Sieniawie. Dążenie do ciągłej obecności policjanta w gminie świadczy też o tym, że władze niezbyt ufają swoim mieszkańcom i przejeżdżającym przez okolicę. Doświadczenie pokazuje, że aż tak źle nie jest i nie trzeba ich pilnować na okrągło.

 

Komentarze
Popularne
Komentowane
Najnowsze na Forum