Zabił Sebastiana, bo w czasie jazdy korzystał z telefonu

Autor: 15.06.2018 Nr: 24/2018
Przed Sądem Rejonowym w Przeworsku rozpoczął się proces w sprawie potrącenia ze skutkiem śmiertelnym niespełna dziesięcioletniego Sebastiana. „Gdyby Dawid K. nie zajął swojej uwagi telefonem, miał możliwość wyhamowania i uniknięcia wypadku” – czytamy w ak
Przed Sądem Rejonowym w Przeworsku rozpoczął się proces w sprawie potrącenia ze skutkiem śmiertelnym niespełna dziesięcioletniego Sebastiana. „Gdyby Dawid K. nie zajął swojej uwagi telefonem, miał możliwość wyhamowania i uniknięcia wypadku” – czytamy w ak

Mija rok od tragicznego wypadku, w którym pod kołami samochodu zginął wracający ze szkoły 9-letni Sebastian z Gniewczyny Łańcuckiej. Kierujący pojazdem Dawid K. stanął w poniedziałek, 4 czerwca przed sądem. Przyznał się do winy. Grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Był 14 czerwca 2017 r. Sebastian wracał ze szkoły z kolegą, a niespełna 100 metrów za nim mama z siostrą. Do domu miał już niedaleko. Pozostało jeszcze przejść przez jezdnię. Bardzo ruchliwą. Chłopiec nie wszedł od razu. Czekał. Kiedy w końcu zdecydował się przejść, został potrącony przez daewoo tico, którym kierował 22-latek, pracownik jednej z firm gastronomicznych. Zginął na miejscu. Za kilka dni obchodziłby swoje 10 urodziny.

To był bardzo rozsądny chłopiec, zastanowił się dziesięć razy, zanim coś powiedział czy podjął decyzję. Na pewno nie wszedł bezmyślnie na jezdnię – mówiła zaraz po wypadku jego nauczycielka.

   Dawid K. stanął przed przeworskim sądem 4 czerwca br. Prokuratura zarzuciła mu, że naruszył zasady bezpieczeństwa – prowadził samochód z niebezpieczną prędkością, nie obserwował należycie drogi, a przy tym korzystał z telefonu komórkowego. Kierujący nie podjął również działań obronnych – manewru hamowania oraz ominięcia pieszego z prawej strony. Całe zdarzenie zarejestrował monitoring.

   Oskarżony tamtego feralnego dnia wiózł zamówienie do klienta do Gniewczyny. Pisał wiadomości kilkukrotnie i kilkunastokrotnie je odbierał. Dawid K. początkowo nie przyznawał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa i odmówił składania wyjaśnień. Przyznał się dopiero później. Potwierdził, że korzystanie przez niego z telefonu, przyczyniło się do tego, iż nie dostrzegł wcześniej chłopca. Zobaczył go w ostatnim momencie, kiedy już znajdował się przed maską samochodu.  

Nie widziałam samego zdarzenia. Szłam z tyłu i rozmawiałam z córką – opowiadała w sądzie mama Sebastianka, nie kryjąc emocji na wspomnienie wypadku. – Usłyszałam nagle huk. Początkowo myślałam, że pękła opona w samochodzie. Po drugiej stronie ulicy zobaczyłam kolegę syna, a jego nigdzie nie było. Docierało do mnie, co się mogło stać. Z samochodu wysiadł kierowca i złapał się za głowę. Zobaczyłam pod lewym tylnym kołem samochodu stopy mojego syna, w skarpetkach, bez butów, po tym poznałam, że to on. Byłam w szoku, klęczałam i wołałam syna, mając nadzieję, że się ruszy, że się podniesie. Błagałam ludzi, by go ratowali. Podeszła do mnie jakaś dziewczyna, objęła mnie ramionami i zasłaniała oczy, żebym nie patrzyła. Później tylko pani z karetki uklękła przede mną, złapała za ramiona i powiedziała, że bardzo chciałaby syna ratować, ale on zginął na miejscu.

   Z opinii biegłego wynika, że gdyby Dawid K. nie zajął swojej uwagi telefonem, miał możliwość wyhamowania i uniknięcia wypadku. Według prokuratury chłopiec przechodził w miejscu niedozwolonym, nie zachował szczególnej ostrożności i nie ustąpił pierwszeństwa nadjeżdżającemu pojazdowi, przez co również przyczynił się do wypadku.

Synek przeszedł tamtędy, bo nie było innej drogi do domu. Przejście dla pieszych jest przy szkole, ale po drugiej stronie nie ma chodnika. Dlatego szedł chodnikiem najdłużej jak się da. Zawsze wybierał najbezpieczniejszą drogę – tłumaczyła mama Sebastiana.

Do sądu zabrała ze sobą zdjęcie syna. Chciała, by oskarżony zobaczył, jak wyglądało jej ukochane dziecko.

   W trakcie rozprawy młody mężczyzna przeprosił rodziców chłopca i złożył kondolencje. Tłumaczył też nie był w stanie zrobić tego wcześniej. Przeżył całe zdarzenie, twierdził, że nękają go koszmary i że musiał też podjąć leczenie. Te słowa podważył pełnomocnik rodziców i oni sami.

Mamy dowody na to, jak naprawdę oskarżony się zachowywał po wypadku. Jest piłkarzem i już dwa tygodnie po wypadku i osiem dni po pogrzebie syna grał w meczu, później również w innych. W grudniu zorganizował sobie imprezę urodzinową. Nie wyglądał na przybitego całym wydarzeniem – mówiła matka Sebastianka.

Wspomina też, że dopiero po ośmiu miesiącach, kiedy gotowy był akt oskarżenia, zadzwoniła matka oskarżonego, z prośbą o spotkanie, by mogli złożyć kondolencje. Zasugerowała wtedy, że ich syn też nie był bez winy.

   Oskarżony chciał dobrowolnie poddać się karze, jednak prokurator i rodzice nie wyrazili na to zgody. Prokurator złożył wniosek o karę 3 lat bezwzględnego pozbawienia wolności oraz odebranie prawa jazdy na 7-8 lat. Rodzice Sebastiana, jako oskarżyciele posiłkowi, domagają się 4 lat bezwzględnego pozbawienia wolności, odebrania uprawnień na 10 lat oraz 100 tys. zł zadośćuczynienia. Sąd wyznaczył termin kolejnej rozprawy na 3 lipca.

 

Komentarze
Popularne