Płacz niemowlęcia doprowadził do zwłok 26-latki

Autor: 03.08.2018 Nr: 31/2018
26-letnią Katarzynę pożegnała rodzina, znajomi, przyjaciele. Wszyscy są wstrząśnięci jej śmiercią. Grób szybko pokryły białe kwiaty.
26-letnią Katarzynę pożegnała rodzina, znajomi, przyjaciele. Wszyscy są wstrząśnięci jej śmiercią. Grób szybko pokryły białe kwiaty.

Ciało 26-letniej Katarzyny S., mieszkanki powiatu łańcuckiego ujawniono w porzuconym w lesie luksusowym samochodzie. Przy młodej kobiecie leżało niemowlę. Do tego szokującego znaleziska dotarli pilarze, których zaniepokoił płacz dziecka.

Był piątek, 20 lipca. Pilarze pracujący przy wycince drzew w lesie w Hadlach Szklarskich usłyszeli płacz dziecka, który zaprowadził ich do luksusowego SUVa. W środku zobaczyli niemowlę i młodą kobietę. Nie żyła prawdopodobnie już od kilku godzin. Maleństwu nic się nie stało. Było zdrowe i nie doznało żadnych obrażeń. Płakało zapewne z głodu. Maluszkiem zaopiekowali się w szpitalu lekarze i już nazajutrz wróciło z ojcem do domu.

 

Morderstwo czy samobójstwo? Prokuratura prowadzi śledztwo

Sprawą zajęła się przeworska policja pod nadzorem prokuratury. Ciało 26-latki poddano sekcji zwłok. Śledczy z uwagi na wczesny etap postępowania i dobro prowadzonych czynności, nie chcą udzielać żadnych informacji. Choćby na temat wstępnej przyczyny zgonu.

 

Wieś jest w szoku

We wsi po wieści o śmierci pani Katarzyny przecierali oczy ze zdumienia.

Piękna ona, piękny on. A tragedia tak ogromna – kiwa głową pan spod sklepu. – Pani, to aż trudno uwierzyć. Zamożna rodzina, niczego im nie brakowało. Ślub był taki z pompą, wesele huczne. Mieszkam dobry kawałek od nich, ale znałem ich. Właściwie to wszyscy chyba ich tu znają. Normalni ludzie, widać było szczęście między nimi. Dziecko przyszło na świat, ale ona później miała jakieś kłopoty. Tak mówili – urywa nasz rozmówca.

   Od mieszkańców słyszymy, że kobieta unikała od jakiegoś czasu miejsc publicznych i że miała prawdopodobnie problem z depresją, która pojawiła się po urodzeniu chłopca.

Coś z nią się działo, przestało się ją widywać. Ludzie myśleli, że po prostu zajęta dzieckiem. Ale to o coś więcej chodziło. Może depresja poporodowa? Może brała leki, może sobie nie radziła. Trudno powiedzieć. I wciąż nie wiadomo, co tak naprawdę tam się wydarzyło – słyszymy od młodej kobiety, spacerującej z wózkiem nieopodal miejsca zamieszkania rodziny S.

   Tamtego jednak dnia Katarzyna wyszła z domu. Wyjechała luksusowym SUVem razem z czteromiesięcznym maleństwem. Przejechała ponad 20 kilometrów. Dlaczego obrała taki właśnie kierunek, nie wiadomo. Droga do lasu była rozmokła po deszczach, trudno dojechać osobówką. SUV sobie poradził. To, co stało się w lesie, zbadają śledczy.

 

Komentarze
Popularne
Najnowsze na Forum