U nich już po wyborach

Chociaż do wyborów samorządowych mamy jeszcze trochę czasu część kandydatów na radnych już może cieszyć się ze zwycięstwa. To ci, którzy byli samotni i nie mieli z kim walczyć. Taka sytuacja zdarzyła się aż w 13 gminach na 22 samorządy tworzące powiat jarosławski i przeworski. 53 kandydatów już może się mianować radnymi.  Wśród ubiegających się o funkcję wójta też mamy gminy, gdzie obecnie rządzący nie mają przeciwnika.

 Nadchodzące wybory są na pewno inne niż wszystkie, jakie do tej pory mieliśmy. Po pierwsze chociaż są samorządowe pokażą, jaką drogę wybiera cały kraj. Po drugie pokażą, jak zagłosujemy w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Po trzecie i najważniejsze pokażą co zwyciężyło u zwykłego wyborcy. Na razie ścierają się emocje z logiką, przyzwyczajenia z chęcią czegoś nowego, zamknięcie z otwarciem, nadzieja na dobre dziś z nadzieją na dobre życie. Dochodzi wybieranie miedzy historią właściwą i zakłamaną, uczciwością samą w sobie a uczciwością interesowną. Za dużo tego i dlatego staliśmy się smutnym i rozgoryczonym narodem. - Nasza historia pełna jest tragedii. Choćby holokaust - tak tłumaczył naszą postawę przypadkowo spotkany mężczyzna w średnim wieku. Na stwierdzenie, że inne narody też nie miały lepiej, a holokaust najbardziej dotknął Żydów stwierdził - Może i tak, ale Żydów mało zostało i się rozjechali po świecie. Nie wiem jak to rozumieć, bo bezpośrednio wynika, że naród weseleje gdy jest go mniej i żyje na emigracji.

   Wracając do wyborów. Dla części ludzi są one najważniejszą sprawą. Innych nie bardzo interesują. Przynajmniej to jest normalne. Ważne są dla tych, którzy liczą, że coś na nich ugrają. Zwykły człowiek potrzebuje najpierw chleba. Potem igrzysk. Niestety kampania wyborcza bardziej przypomina popisy krasomówstwa niż prezentowanie tego co faktycznie jeden czy drugi kandydat chce zrobić. Przyzwyczailiśmy się do tego. Co najwyżej zastanowimy się czasem - po co to. Mogłoby być przecież normalnie. Widocznie jednak normalność nie ma nic wspólnego z polityką. Nawet na poziomie samorządowym.

   Patrząc na okręgi i gminy, w których wybory już same się dokonały można wysnuć różne wnioski. Możliwe, że mieszkańcom już tak to wszystko obrzydło, że doszli do wniosku niech sobie gmina żyje swoim życiem, a my zajmiemy się swoimi problemami. Równie dobrze uważają, że spadło na nich tak wielkie szczęście i wybrali sobie wcześniej najlepszych samorządowców. Teraz tylko pozostaje im nie przeszkadzać i cieszyć się z drogi jaką prowadzą całą gminę. Możliwe, choć mało prawdopodobne, że lokalne powiązania wyeliminowały konkurencję. Dla odmiany mamy też okręgi, gdzie aż roi się od chętnych. Taka ta nasza demokracja. Ze skrajności w skrajność.

Jeszcze jedno spostrzeżenie. Jeśli uważamy, że każdy kandydat rzeczywiście chce zostać radnym lub burmistrzem albo wójtem, to niestety jest trochę inaczej. Startują, bo trzeba było spełnić wymogi ordynacji lub pokazać, że ugrupowanie jest znaczące. Na mandat nie liczą, ale spodziewają się wkręcić na jakiegoś prezesika, dyrektorka albo ostatecznie urzędnika. To czasem lepsze niż funkcja z wyboru. Spójrzmy dookoła ilu takich się przy każdych wyborach kręci, a ilu mamy takich, że bez względu na wynik wyborów zawsze czeka na nich dobra posada.

Czyli wybory wyborami, a żyć trzeba. Zresztą, jak mówią światli ludzie - gdyby wybory mogły coś zmienić wśród żyjących z polityki, to już dawno by z nich zrezygnowano.

 

Komentarze
Popularne