Region przeworski pełen duchów i demonów

Autor: 23.11.2018 Nr: 47/2018
W powiecie przeworskim wierzono, że zioła poświęcone w święto Matki Bożej Zielnej miały chronić dziecko przed złymi mocami. Wkładano je pod poduszkę, podobnie jak i ostre przedmioty. Na zdj. etnograf Katarzyna Ignas.
W powiecie przeworskim wierzono, że zioła poświęcone w święto Matki Bożej Zielnej miały chronić dziecko przed złymi mocami. Wkładano je pod poduszkę, podobnie jak i ostre przedmioty. Na zdj. etnograf Katarzyna Ignas.

Dusze, duchy i demony – czy trzeba się bać? Opowieści o płamytniku, co rozpędza chmury, o niechrzczeńcu – latawcu, co lata z wiatrem, o topcu, co topił parobków i o błędzie, co się czepia w lesie. Choć minęły lata i ludzie generalnie przestali wierzyć w wyimaginowane zjawiska, to w powiecie przeworskim wciąż są miejsca, które w niektórych do dziś budzą strach...

Dzidko, niechrzczeniec, płamytnik, topiec, światełko, błąd, bożek, chowaniec, mamuna, boginka, gniotek – macek, upiór czy czarownica – to istoty demoniczne i półdemoniczne znane w regionie przeworskim. Na wystawie prezentowanej w galerii „Magnez” w Przeworsku pt. „Topiec, błąd, lizibożek i dzidko. Relikty ludowych wierzeń demonologicznych w okolicach Przeworska” przedstawiony został ich wygląd, miejsca występowania, działanie czy sposoby ochrony. Co przyprawiało o trwogę dawnych przeworszczan? Czy demony przeszłości towarzyszą im dziś? Czy jest się czego bać?

 

Dzidko, niechrzczeniec, mamuna...

Z Gaci pochodzi przekaz o wierze w dzidko, czyli demoniczne uosobienie wiru powietrza.

Istoty demoniczne zaklęte w wietrze były niewidzialne, widoczne były jedynie skutki działania niszczycielskiej siły wiatru – opowiada Katarzyna Ignas, etnograf z przeworskiego muzeum. – Aby uchronić się przed demonicznym wichrem padano na twarz, przysiadano, kryto się. Towarzyszyły temu opluwania i klątwy.

Demona przeganiano też trzymając w ręce czosnek bądź szczyptę świńskiego kału. Demony te miały się wywodzić z dusz potępionych osób zmarłych śmiercią samobójczą przez powieszenie. Do dziś zresztą się mówi, że jak zerwał się silny wiatr, to znaczy, że ktoś się powiesił.

   Wierzono także w mamuny – demony żeńskie, żony diabłów. Mamuny podmieniały dziecko – zabierały zdrowe i podrzucały odmieńca – brzydkiego, płaczącego. W celu „przywrócenia” dziecka stosowano sposoby polegające na biciu i głodzeniu dziecka. Demony widząc płaczące swoje dziecko, miały oddać matce jej własne. W Gorliczynie znany był sposób odczarowania polegający na tym, że na drogach krzyżowych matki deptały kwiatki o północy, żeby nikt nie widział. I dziecku te czary odeszły. Dla ochrony przed podmianą wkładano do kołyski czosnek, bukiet ziół czy ostry przedmiot, np. siekacz do kapusty,  albo wieszano szmaciane laleczki w oknach głową w dół. Mamuna ukręcała im główki i przestawała prześladować dzieci.

   Z kolei dusze dzieci zmarłych nazywano niechrzczeńcami, które przybierały np. postać ptaka – gołębia czy kukułki. W opowieściach wierzeniowych z Sieteszy dusze tych dzieci siedziały na olbrzymich drzewach koło dworu. Obecne były nie tylko tam.

Opowiadała mi kobieta, że jej dziadek miał pole przy cmentarzu cholerycznym w Studzianie i tam widział białe gołąbki, które jak mu się wydawało, wołały „Krztu, krztu”. Po usłyszeniu takiego zawodzenia wywiedział słowa „Ja cię chrzczę w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Jakeś pan, niech ci będzie Jan, jakeś panna niech ci będzie Anna”. Po tych słowach, płacz dziecka milknął – przytacza K. Ignas.

 

Błąd dokuczał w lesie. Domów strzegły bożki

Jest też wierzenie, że jak ktoś idzie np. do lasu zbierać grzyby, to czepia się go błąd – duch leśny, który powoduje omanienie i nie pozwala wrócić do domu. Błąd chwytał m.in. przy Jeziorku Kotlińskiego, przy drodze przed Wojciechówką. Przechodzący tamtędy zawsze odmawiali pacierz.

Żeby błąd odszedł, trzeba było czekać do nocy bądź usiąść i przypomnieć sytuację ze śniadania wielkanocnego, jak się z kimś „zadzielało” jajkiem, kto z kim siedział przy stole. Po odtworzeniu takiej idealnej sytuacji, zgody – błąd miał odejść – przybliża K. Ignas.

Miejscem związanym z działaniem błędu jest krzyż na skraju lasu przy drodze z Zalesia do Zarzecza. Gospodarza wracającego do domu we mgle chwycił tam błąd. Nie wiedząc, gdzie jest, wjechał końmi na pole i czekał do rana. Gdy się rozwidniło i mgła opadła, ruszył dalej. Na pamiątkę, w miejscu tego zdarzenia, w 1895 r. ów gospodarz postawił krzyż.

   Nie brakowało także dobrych duszków – bożków, które opiekowały się domem, zapewniały dostatek, ale należało o nie dbać. Niezadbane, potrafiły czynić szkodę. Z Sieteszy pochodzi opowieść o istotach szkodzących w nocy – np. rozchlapujących ciasto z dzieży, co było skutkiem nieprzeżegnania znakiem krzyża zaczynionego na chleb ciasta.

 

W Ujeznej gromadziły się czarownice

W powiecie przeworskim jest wiele miejsc, gdzie miały pojawiać się demony. W Ujeznej jest cmentarz choleryczny z pierwszej połowy XIX w. gdzie według dawnych wierzeń, podczas największej ulewy, gromadziły się czarownice. Chodziły po polach i zbierały łajna krów, których później używały do złych czarów.

  Natomiast w miejscu gdzie Mleczka wpada do Wisłoka, czaiły się topielce. Topielec czy topiec wciągał do wody osoby, które chodziły się kąpać przed dniem świętego Jana Chrzciciela. Miejscem kojarzonym z obecnością topielca była studnia. W Sieteszy, Gorliczynie, Urzejowicach, Świętoniowej, Kisielowie i Dębowie zanotowano przestrogi kierowane do dzieci, by nie zaglądały do studni, bo je wciągnie topiec. Wierzenie to funkcjonuje w wielu miejscach po dziś dzień.

   W Gaci jest słynny na cały powiat dzwon przeciwburzowy w wieży kościoła parafialnego, używany w momencie, gdy zbierają się gradowe chmury. Dźwięk dzwonu potrafi skutecznie przegonić chmury. To zabieg praktykowany do dziś. Wierzenia związane są z Płamytnikiem, który miał moc przeganiania burzowych chmur.

 

Wystawa i niszowy jej temat

Wystawa etnograficzna ukazuje świat nadzmysłowy, przybliża postaci demoniczne z rodzimego folkloru stojące w opozycji do postaci fantastycznych z gier komputerowych czy kultury amerykańskiej, popularyzowanych np. podczas Halloween.

Ludowe wierzenia, określane współcześnie zabobonami, funkcjonujące obok chrześcijaństwa, składały się na system moralny, porządkujący życie duchowe i codzienne. Ludzie dawniej bali się kary Bożej lub tego, że coś może im zaszkodzić, dlatego byli ostrożni – wyjaśnia Katarzyna Ingas, etnograf z przeworskiego muzeum, jednocześnie autorka wystawy i koordynatorka całego projektu. 

   Wystawa powstała w oparciu o archiwalne wywiady pochodzące z badań etnograficznych przeprowadzonych w 1965 roku przez Muzeum Etnograficzne w Rzeszowie oraz wywiady prowadzone współcześnie we wsiach regionu przeworskiego. Wystawie towarzyszą prace malarskie Marii Szumierz z Łopuszki Wielkiej i prace graficzne Sylwii Zawiślak z Olimpowa, a także wybrane prace plastyczne uczniów przeworskich szkół. Ekspozycję można oglądać do 30 listopada.

 

Choć świat ludowych demonów należy do przeszłości, warto o nich pamiętać. Raczej nikt już dziś nie wierzy w czarownice, topców czy wyłaniające się z jeziora upiory. Czasem może jeszcze chwyci kogoś błąd, czasem ktoś może rzuci urok. Ale to już bardzo rzadko spotykane zjawiska i dedykowane tylko wybranym.

 

Komentarze
Popularne