Problemy z dojazdem przy pojarlanowskich budynkach

Autor: erka 30.11.2018 Nr: 48/2018 2
Jan Walter mówi o obawach dotyczących funkcjonowania sklepu przy kłopotach z dojazdem.
Jan Walter mówi o obawach dotyczących funkcjonowania sklepu przy kłopotach z dojazdem.

W sąsiedztwie budynku administracyjnego i tzw. konfekcji pozostałych po upadłym Jarlanie można było jeździć jak kto chce i tak samo parkować. Wyłączony był tylko obszar odgrodzony przez zakłady Lear. Dzisiaj już takiej samowoli nie ma. Miedzy wieżowcem a zakładem pojawiły się słupki uniemożliwiające przejazd. Są też znaki zakazujące parkowania. Budzi to obawy części najemców i właścicieli pojarlanowskich powierzchni.

Wszystko zaczęło się, gdy lokalna firma Apis wykupiła znaczną część nieruchomości po byłych zakładach odzieżowych.

- W wieżowcu administracyjnym mamy 2 piętra na 9, więc jesteśmy jednym z większych udziałowców. Poza nami jest jeszcze dwóch większych udziałowców, reszta udziałów jest rozdrobniona. W budynku tzw. konfekcji mamy ok. 90% udziałów. Współdzielimy budynek z mieleckim oddziałem Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. Apis Polska wraz z ARP Mielec wynajmuje Lear powierzchnię. ARP całość czyli ok. 1000m2, my ok. 1200 m2 - tłumaczy Piotr Kuchta, pełnomocnik Zarządu Apis ds. nieruchomości. Firma stała się też właścicielem działek sąsiadujących z budynkami. Problem w tym, że biegnie przez nie dojazd dla innych właścicieli. Tych zajmujących części pojarlanowskiego budynku oraz mających nieruchomości w sąsiedztwie bez innej możliwości przejazdu.

 

Konflikt, ale do rozwiązania

- Jest konflikt - przyznaje Jan Walter, właściciel powierzchni w budynku administracyjnym, w których prowadzi sklep z częściami m.in. do Uazów. Ze względu na rodzaj towaru odwiedzają go klienci z całego regionu. Problemy z dojazdem mogą odbić się na funkcjonowaniu sklepu. - Boimy się o swoją przyszłość - mówi także w imieniu innych właścicieli. - Korona się odgrodziła, ale jest przychodnia, dojazd do sali zabaw, są inni, którzy nie mają innej możliwości. Postawili zakaz. Na razie nie egzekwują go, ale słychać zapowiedzi, że chcą unormować przejazd i parkowanie. Mamy służebność przejazdu i będziemy się o nią upominać - zapewnia. 

P. Kuchta przyznaje, że w akcie notarialnym zapisana jest służebność. - Jest tylko dla niektórych właścicieli działek w okolicy. Wpisana służebność niestety nie przebiega po drodze przed budynkiem konfekcji tylko po chodniku łączącym wieżowiec z ulicą 3-go Maja. Ten chodnik jest również naszą własnością - wyjaśnia. - W tym momencie sytuacja jest taka, że jesteśmy właścicielami większości działek w okolicy budynku, na których to głównie są parkingi, ale nie możemy wraz z pracownikami z tych parkingów korzystać. Dlatego, że na naszym terenie samochody stawiają pracownicy Lear. Tych kilka tysięcy pracowników i tak nie mieści się na naszym terenie więc parkują gdzie im się podoba. Auta tarasują nam drogi transportowe, wjazdy do miejsc magazynowych do załadunku i rozładunku towarów. Ponadto wspólnota wieżowca ma przed budynkiem ok. 10 miejsc parkingowych. Samochodów jest pewnie więcej niż wspomniane 10 miejsc i siłą rzeczy także parkują na naszym terenie. To nam odmawia się prawa do dysponowania naszą własnością zgodnie z naszym interesem - mówi P. Kuchta zaznaczając, że doszło do kuriozalnej sytuacji, w której wszyscy chcą korzystać z działek za wyjątkiem właściciela. Wyjaśnia, że o zakazie parkowania Apis informował dyrekcję Leara, ale to nic nie dało. Dlatego zamierzają wprowadzić identyfikatory określające kto z dróg i miejsc postojowych może korzystać. Rozpoczęli też konsultacje z udziałowcami. - Nikomu też nie odmawiamy prawa dojazdu do budynku wspólnoty. Znak został postawiony na naszej działce przy naszej drodze tylko i wyłącznie dla udrożnienia dla nas terenu i udostępnienia go naszym pracownikom. Zakaz ruchu, który obowiązuje czasowo zostanie zastąpiony innymi znakami. Z ARP jesteśmy na etapie wstępnych rozmów dotyczących możliwości przejeżdżania przez ciężki transport Lear przez nasze działki. Do czasu zakończenia rozmów zawarliśmy dżentelmeńską umowę, że nie będziemy utrudniać wyjazdu ciężkiego transportu z Lear. Jednakże te pojazdy będą musiały przestrzegać pewnych reguł, które terenie wprowadzimy - tłumaczy P. Kuchta. Przypomina przy okazji, że doszło do sytuacji, iż kierowca wyjeżdżający z Leara nie mogąc złamać zestawu zadzwonił po policję, żeby zabrali samochód pracownika Apisu prawidłowo parkujący na chodniku należącym do firmy.

 

Jest rozwiązanie

- Mamy dużo dobrej woli i empatii dla użytkowników okolicznych lokali ale jeszcze raz podkreślę, że nikt nie może nam kazać rezygnować z gospodarowania własnym terenem tylko dlatego, że tak się wcześniej przyzwyczaił. Kupiliśmy budynek, żeby zorganizować w nim produkcję i dróg potrzebujemy do obsługi tej produkcji. Chcemy też, aby okolica i budynki się zmieniły w szczególności ich stan techniczny. Marzymy o tym, żeby miały ładną elewację, żeby wokół teren był zagospodarowany z ładem i ze smakiem. Myśleliśmy, że taka duża korporacja jak Lear będzie w tym partycypować. Niestety spotkaliśmy się z odmową, dlatego zmuszeni będziemy zmieniać okolicę samodzielnie co potrwa na pewno dłużej - mówi P. Kuchta. Apis chce dojść do porozumienia. Jednak by je osiągnąć konieczna jest pomoc władz miasta. Chce przeorganizować ruch tak, by wszyscy byli zadowoleni. Chodzi o przywrócenie szerokiemu i praktycznie nieużywanemu chodnikowi łączącemu budynek administracyjny z ul. 3 Maja funkcji jaką ma wpisaną w mapach. Jest tam zaznaczona droga, której przywrócenie rozładowałoby problemy. Apis liczy na współprace z burmistrzem, tym bardziej, że słychać iż miasto chce ściągnąć z zewnątrz inwestora gotowego zatrudnić około 200 osób. Takie podejście władz daje nadzieję, że stawiająca na rozwój lokalna firma też znajdzie ich poparcie.

 

Dlaczego Apis przyszedł do Jarlanu?

- Zakupiliśmy budynek konfekcji m.in. z powodu przedłużających się procedur na wydanie warunków zabudowy na budowę nowej fabryki (trwają już pewnie ze 3 lata). Zobaczyliśmy, że do czasu wydania tejże decyzji i zarazem wybudowania zakładu minie jeszcze kilka lat i dlatego chcąc się rozwijać musimy znaleźć nową lokalizację, najlepiej w dzielnicy przemysłowej, w której nie będziemy przeszkadzać sąsiadom. Wybór padł na budynek po byłym Jarlanie. Wraz z budynkiem nabyliśmy okoliczne działki na których są drogi dojazdowe do wspomnianego już wieżowca i innych pomniejszych - wyjaśnia pełnomocnik Apisu, lokalnej firmy zajmującej się m.in. budową placów zabaw, siłowni zewnętrznych, urządzeń do wodnych placów zabaw oraz zagospodarowaniem terenu i rewitalizacjami.

Komentarze
Popularne