Na drodze szklanka. Dzieciom pozostała tylko modlitwa

Autor: erka 30.11.2018 Nr: 48/2018
Nie trzeba zbytniego wysiłku, by wyobrazić sobie co dzieje się na takiej drodze pokrytej warstwą lodu.
Nie trzeba zbytniego wysiłku, by wyobrazić sobie co dzieje się na takiej drodze pokrytej warstwą lodu.

Było lodowisko. Wiedziałem, że decydując się na jazdę z dziećmi, biorę na siebie całą odpowiedzialność. Z drugiej strony, jeśli nie przyjadę, to nie dostaną się do szkoły. Pojechałem. By pokonać zakręty i zjazdy w Cieszanowie Wielkim wysłałem kolegę, który wstrzymał ruch. Dojechałem z duszą na ramieniu. Czy tak powinno być? - zastanawia się pan Leszek, kierowca autobusu szkolnego dowożącego uczniów z Malenisk, Szczytnej i obu Cieszacinów do szkoły.   

- Na drodze była szklanka. Ślizgające się samochody stawały w poprzek jezdni. Zablokowały obydwa pasy. Ruch został sparaliżowany. Stworzył się korek. Mnie też zatrzymał. Przede mną było 31 samochodów, które nie mogły ruszyć. Zjechałam w boczną drogę i pieszo udałam się do pracy - wspomina Iwona Lenar, dyrektor Szkoły Podstawowej w Cieszacinie Wielkim.

Tak było we wtorek, 20 listopada. Ślizgawica była nie tylko tam. Oblodzenie dało się we znaki kierowcom w gminie Pruchnik, Rokietnica i Roźwienica oraz na podjazdach w gminie Pawłosiów. Uczniowie, którzy w końcu dojechali do szkoły w Cieszacinie Wielkim, byli przerażeni. Wspominali, że gdy kierowca wolno pokonywał wzniesienie w pobliżu szkoły, część z nich się modliła.

Władze szkoły postanowiły kolejny raz zareagować na niedbałość zarządcy drogi. Zawiadomiły starostę jarosławskiego o zaniechaniu obowiązków przez Powiatowy Zarząd Dróg w Jarosławiu. - W godzinach 6 - 8.30 droga powiatowa w Cieszacinie Wielkim była całkowicie nieprzejezdna. Nie pojawiła się żadna piaskarka, a na poboczach nie było piasku, by jezdnię posypać - informuje dyrektor szkoły starostę. - Jesteśmy gotowi sami posypywać drogę pod warunkiem, że zarządca ustawi pojemniki z piaskiem - zapewnia I. Lenart.  - Szkoła leży w niecce pomiędzy dwoma stromymi wzniesieniami i jakikolwiek manewr autobusu był niemożliwy - przypomina.

Skierowane do starosty zawiadomienie oprócz dyrekcji i grona pedagogicznego podpisali też reprezentanci rodziców.

 

Będą skrzynie z piaskiem

- Jeszcze w tym tygodniu powinny pojawić się skrzynie z piaskiem do posypywania oblodzonych odcinków dróg powiatowych. Będą w tych miejscach gdzie, szczególnie na ukształtowanie terenu, oblodzenie jest szczególnie niebezpieczne - zapewnia Janusz Obłoza, dyrektor PZD.

- Stan dróg sprawdzałem we wtorek o godz. 4.10. Kontaktowałem się wtedy także z dyżurnym. Obaj uznaliśmy, że cztery dyżurujące piaskarki wystarczą. Na drogach nie było źle. Około godz. 6 zrobiła się szklanka. Uruchomienie większej ilości piaskarek wymaga czasu - tłumaczy szef powiatowych drogowców zaznaczając, że taka sytuacja była tylko w części powiatu. J. Obłoza zgadza się z tym, że część kierowców mogła odnieść wrażenie, że zima znów zaskoczyła drogowców. - Mój błąd. Uwierzyłem w prognozy pogody, które przewidywały tylko drobne opady śniegu. Trzeba było zabezpieczyć 14 piaskarek, a nie 4. W Jarosławiu nie było problemów. Okazało się, że kilka kilometrów dalej warunki są całkiem inne. Należy jednak przyznać, że kierowcy podeszli do problemu ze zrozumieniem. Informowali o oblodzonych odcinkach, ale od razu nie przeklinali służb drogowych - mówi dyrektor PZD.

J. Obłoza zwraca uwagę na postępowanie policjantów z Pruchnika. Gdy okazało się, że ciężarówki nie mogą pokonać odcinka drogi zwanej "brama na bieszczady" i tarasują przejazd, funkcjonariusze zamknęli na niej ruch do czasu przyjazdu piaskarki. Tym samym nie dopuścili do zakorkowania. - Mamy takie newralgiczne wzniesienie w Tuligłowach. Tam podpisaliśmy umowę z jednym z rolników i on posypuje około 2 kilometrowy odcinek górki. Jest to najlepiej utrzymany podjazd w całym powiecie. Niestety, nie możemy sobie pozwolić na takie rozwiązanie we wszystkich stwarzających zimowe problemy miejscach - mówi J. Obłoza. Zwraca uwagę, że z jednej strony PZD stara się jak najszybciej usuwać zimowe utrudnienia, z drugiej musi dbać o wydatki z tym związane, a dyżurujące pługi i piaskarki generują koszty nawet wtedy, gdy nie ma potrzeby, by wyjeżdżały.

- Machina zaskoczyła. Teraz już będzie sprawniej - zapewnia.

Zapasy piasku przy miejscach, gdzie w zimie najczęściej dochodzi do problemów z przejazdem, powinny pomóc kierowcom przy nagłym ataku śnieżycy lub przy gołoledzi. Służby powiatowe mają 6 godzin, by usunąć zagrożenie. Drogowcy zwracają uwagę, że początkiem ubiegłego tygodnia, gdy doszło do paraliżu drogowego na niektórych odcinkach większość pojazdów miała jeszcze letnie opony, a technika jazdy części kierowców też do najlepszych nie należała.

Komentarze
Popularne