Inaczej o spowiedzi

Autor: MS 19.04.2019 Nr: 16/2019
W chrześcijaństwie najważniejsza jest relacja mówi o. Tomasz Rojek OP z Jarosławia.
W chrześcijaństwie najważniejsza jest relacja mówi o. Tomasz Rojek OP z Jarosławia.

Rozmowa z o. Tomaszem Rojkiem, dominikaninem z Sanktuarium Matki Bolesnej w Jarosławiu.

M.S. - Czym jest spowiedź?

T. R. - Łatwiej jest mówić o spowiedzi, jeśli przyrównamy ją do jakiejś sytuacji z życia.

Są to po prostu przeprosiny, kiedy przychodzi się do Kogoś, Kogo się kocha, a komu się wyrządziło przykrość. Po to żeby powiedzieć: przepraszam, jestem, wracam. Tym Kimś jest oczywiście Bóg.

 

M.S. -  Czyli można niewłaściwie rozumieć czym ona jest?

T. R. - Tak, wiele osób myli spowiedź ze szczerą rozmową, a ta jest raczej modlitwą, używając już języka teologicznego. Często w rozmowach pytam ludzi po co przychodzą do spowiedzi. I tak jedni mówią, że po to, aby się lepiej poczuć. Przecież można znaleźć inny sposób aby poczuć się lepiej. Można na przykład pójść do lekarza albo do siłowni! Inni, że chcą być innym człowiekiem, a wtedy chce mi się zażartować, że maszyny do transformacji w innych ludzi są w kościele obok. Jeszcze inni, że chcą się oczyścić, ale wanna znacznie lepiej się do tego nadaje. W końcu inni przychodzą ze względu na tradycję lub aby ten jeden raz przyjąć komunię. Jeśli człowiek czegoś nie rozumie, to tego nie robi. To tłumaczy, dlaczego wielu ludzi tak rzadko przychodzi do spowiedzi. Przypomnienie sobie tego co najważniejsze sprawia, że wiemy dlaczego i po co przychodzimy, a wówczas chcemy to zrobić.

 

M.S. Jaka jest dobra postawa kiedy zdecydujemy się na spowiedź?

T. R. Trzeba sobie przypomnieć i uświadomić, że chodzi o prawdziwą Osobę, która na mnie czeka. Przychodzę do Kogoś kto mnie kocha. Wracam nie po to, aby w magiczny sposób zostać odmienionym, ale przede wszystkim by z Nim być. Dobrym przykładem będzie dziecko, które wpada w złość, bo nie radzi sobie ze sznurówkami. Robi w domu z tego powodu karczemną awanturę. Ale gdy odtaje, przeprosiny nie sprawią, że już będzie umiało wiązać buty! Ale będzie wiedzieć, że rodzice zawsze je kochają, akceptują i wspierają, a jeśli będzie chciało, pomogą nadrobić tę nieumiejętność.

 

M. S. A co ze skrupulantami?

T. R. Oni są strasznie biedni, bo rozliczają się ze wszystkiego, nazbyt dokładnie. Dla Was mam taką nowinę: Bóg jest normalny i kocha Was bez względu na Wasz strach. Przypomnijcie sobie normalną domową sytuację: czy chcielibyście, by ktoś każde zdanie rozmowy z Wami zaczynał od przeprosin? Czy chcecie by przyjaciel, zamiast powiedzieć, o tym co go trapi, przez cały czas przepraszał Was za to, co moglibyście sobie pomyśleć? Czy Bóg nie jest tym, który Was zna i rozumie najlepiej?

 

M. S. Jak to jest ze spowiedzią świąteczną?

T. R. Najpierw trzeba wrócić do sensu spowiedzi: przepraszamy wtedy kiedy trzeba, a nie czekamy z tym do świąt. Szczególnie że wtedy jest najmniej czasu na porządną spowiedź z powodu tłumów. To tak jakbym skrzywdził przyjaciela i powiedział mu: „już za trzy tygodnie będą święta, więc wtedy przyjdę cię przeprosić”. Każda minuta zwłoki pogłębia przecież zranienie.

Natomiast święta to czas, by zająć się innymi rzeczami. A mianowicie celebrowaniem mojej bliskości z Bogiem.

 

M. S. Co daje nam relacja z Bogiem?

T. R. To bardzo dobre pytanie. Parafrazując je i przekładając na codzienność: „co mi daje to że mam żonę, jakie mam z tego korzyści”? Miłość jest raczej dawaniem siebie tej drugiej osobie, niż braniem. Oczywiście na początku są korzyści: jest zakochanie i masa przyjemnych uczuć. Ale one są dopiero zaproszeniem do prawdziwej głębokiej miłości, która po latach staje się więzią, opartą na zaufaniu, wspólnym doświadczeniu i bezpieczeństwie. Jeden z moich braci w zakonie powiedział kiedyś: moje uczucia religijne umarły dawno temu i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.

 

M. S. Czy wystarczy niedzielna Msza św. i spowiedź raz na rok przed świętami?

T. R. Znów przełożę to pytanie na język rodzinny: „czy wystarczy usiąść z żoną do stołu raz w tygodniu i jeszcze przy tym nic nie jeść”? Proszę sobie wyobrazić jak mąż mówi wtedy do żony: wiem, że się napracowałaś, ale jestem tylko człowiekiem i nie jestem godzien by z tobą jeść. Pójdę później z kumplami coś wtrąbić.

Jak wygląda spowiedź raz w roku, przed świętami z perspektywy małżeńskiej? To tak, jakby zadać pytanie czy zadowala żonę to że, mąż przyjdzie raz w roku i powie: Sorry stara, nie interesuje się tobą. Nie chce mi się z tobą rozmawiać. Przychodzę, żeby to ofiarować w intencji babci, bo są święta. Jest taka tradycja, więc ci to powiedziałem, do zobaczenia za rok. Aaa, i jak chcesz, to możemy teraz razem zjeść ciastko i napić się herbaty.

 

M. S. Czy taka spowiedź może być nieważna?

T. R. Gdy ktoś przychodzi i załatwia swoje sprawy ale tak naprawdę nie przeprasza i nie wraca? To jest tylko poinformowanie, że nie zależy mi na byciu z tą drugą osobą. Powiedzenie drugiej osobie, że się źle postępuje i nadal się będzie trzymać od niej z daleka to nie przeprosiny, tylko wyrządzenie przykrości. Czegoś takiego nie można nazwać spowiedzią, więc nie zachodzi.

 

M. S. No dobrze, ale jak ktoś chce się dobrze przygotować do spowiedzi to jak to zrobić? Czy przydatna jest książeczka z litanią grzechów.

T. R. Ja nie jestem fanem książeczek, które przypominają bardziej rozliczenia podatkowe.

Podsumowując tę naszą rozmowę: najpierw trzeba sobie przypomnieć kim dla mnie jest Bóg. Jeżeli zacznę na Niego patrzeć jak na kogoś kto mnie niezmiernie kocha, to będę wiedział po co wracam. Jeżeli jest coś, co mnie od Niego oddziela, będę mógł mu to oddać. Gdy zaniedbam relację z przyjacielem nie przychodzę i nie recytuję formułek z podstawówki: „garbiłem się, mówiłem brzydkie wyrazy i przechodziłem na czerwonym świetle…”. Tylko zaczynam od tego, co muszę powiedzieć: „przepraszam, zaniedbałem cię, wracam, jestem”. Konkretne nazwanie zła, które się wydarzyło oddaje władze nad nim Chrystusowi, a dla nas jest wskazówką, co będę musiał nadrobić. Jeśli nie zrobiłem nic naprawdę złego, a to w życiu się często zdarza, to można zobaczyć, czy mogłem bardziej kochać i bardziej się dawać? Czy zdarzyło się, że zaniedbałem jakieś dobro i talent? Dobrze jest mieć cały czas przed oczami Chrystusa, bo w jego człowieczeństwie i Jego miłości możemy się przejrzeć. A wtedy, czy kluczem rachunku sumienia będzie przykazanie miłości, czy hymn z pierwszego listu do Koryntian – i tak punktem odniesienia będzie relacja Syna do Ojca. A więc i moja do Boga.

 

 

 

Komentarze
Popularne
Komentowane