Podpalili mi dom - podejrzewa pan Piotr

Autor: MS 26.04.2019 Nr: 17/2019
Podpalili mi dom - podejrzewa pan Piotr

Gdy ogień obejmował dom pana Piotra większość mieszkańców Pawłosiowa była na niedzielnej sumie. On sam był w delegacji. - Pożar rozwijał się błyskawicznie. Szyby strzelały. Styropian spływał z elewacji - wspomina jeden z gaszących. Pożar zauważył sąsiad. Natychmiast zawiadomił straż pożarną. Wcześniej widziano, że koło pustego, oddalonego od zabudowań wsi domu ktoś się kręcił.

- Zawiadomienie o pożarze otrzymaliśmy w niedzielę, 14 kwietnia około godz. 12. Z wstępnych ustaleń wynika, że ogień pojawił się w przybudówce  z drewnem opałowym - informuje Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu. Trwa postępowanie wyjaśniające.

Właściciel, który ze względu na charakter pracy rzadko przebywał w domu ma podejrzenia, że pożar nie był dziełem przypadku. W przeznaczonej na drewno przybudówce nie było instalacji elektrycznej. - Skąd, więc wziął się ogień - zastanawia się. Jego podejrzenia potwierdza sąsiad, który zwrócił uwagę na postać kręcącą się rankiem koło domu. Sam czas pożaru też zastanawia. Dom zaczął płonąć w Niedzielę Palmową w czasie mszy św. Jakby ktoś liczył, że pożar zostanie późno zauważony. Dom był oddalony od innych zabudowań. To podsyca podejrzenia.

 

 Dom stanął w płomieniach.

W niedzielę 14 kwietnia w Pawłosiowie doszło do poważnego pożaru domu. Płomienie objęły całą elewację i strych. Spłonęły deski, krokwie łącznie z wełną mineralną, także instalacja elektryczna. Szyby w oknach strzelały od wysokiej temperatury. Ogień rozwijał się błyskawicznie. Jedynie betonowy strop na piętrze uchronił budynek przed całkowitym spaleniem. Ściany w środku są czarne od sadzy. Wszędzie unosi się zapach spalenizny. Nie da się tu przebywać.

 

Pożar zauważył mieszkający nieopodal sąsiad, kiedy wrócił z niedzielnej sumy. W pierwszym odbiorze, myślał że ktoś rozpalił ognisko w pobliżu domu. Jak się zorientował, co się dzieje wezwał straż pożarną. W chwili tragedii budynek stał pusty. Właściciel był w pracy w delegacji. Z tragiczną informacją zadzwoniła do niego siostra. W pierwszej chwili nie mógł uwierzyć że pali się jego dom - dorobek życia. 

- Zostawiłem pracę i przyjechałem pierwszym pociągiem. Byłem dopiero po 22.00 – opowiada. - A teraz niewiadomo co zrobić . Cała więźba i dach do odbudowy. Elewacja do zrobienia. Nie wiem jak pozbyć się wszechobecnej sadzy i tego zapachu spalenizny - żali się pan Piotr.

Popiół jest na ścianach, meblach, łóżkach, przeniknął nawet do ubrań, pościeli. Bardzo trudno się go usuwa, nawet mocne środki nie dają sobie rady z nim. Panu Piotrowi pomaga najbliższa rodzina mama, siostra i znajoma. Był również pracownik gminy - Przyjechał tylko zobaczyć -zaznacza właściciel. Pomógł też miejscowy biznesmen udostępniając pojazd z podnośnikiem koszowym. Trzeba było poukładać zdartą podczas akcji gaśniczej blachę.

Dom nie był ubezpieczony.-  Pracy jest ogrom. Kosztów remontu nawet nie liczę – opowiada poszkodowany. - On tego jeszcze nie przeżył, ciągle jest oszołomiony tym co się stało – mówi znajoma pana Piotra.

 

Robota podpalacza

Właściciel zastanawia się dlaczego doszło do zapalenia się domu. - Przecież nikogo tu nie było. Czy budynek sam może się zapalić? I to jeszcze z zewnątrz? Obok niego stała drewniana komórka, ale bez instalacji elektrycznej. Nie było w niej nic, co by mogło stanowić źródło ognia. To właśnie tam prawdopodobnie doszło do zapalenia - analizuje. Pan Piotr podejrzewa podpalenie. W dniu pożaru rano ktoś kręcił się koło budynku. - To wiem od pobliskiego sąsiada - mówi właściciel.

Policja prowadzi dochodzenie. Ustalenia pozwolą na stwierdzenie, co było przyczyną pożaru. Do sprawy wrócimy

 

 

Komentarze
Popularne
Komentowane