Wszędzie widzą kukurydzę

Autor: dp 10.05.2019 Nr: 19/2019 4
Pani Anna i Helena są sąsiadkami. Teraz, gdy kukurydza jest jeszcze mała, problemu nie ma. Wkrótce, gdy podrośnie, nie będą się mogły zobaczyć ze swoich podwórek.
Pani Anna i Helena są sąsiadkami. Teraz, gdy kukurydza jest jeszcze mała, problemu nie ma. Wkrótce, gdy podrośnie, nie będą się mogły zobaczyć ze swoich podwórek.

Mieszkańcy kilku domów od lat zmagają się z problemem uprawy co rok w ich pobliżu kukurydzy. Choć zdają sobie sprawę z tego, że prawem gospodarza jest uprawa tego, co chce, jednak zwłaszcza w lecie, sąsiedztwo kukurydzianych pól bardzo im doskwiera. Jak mówią, nie widzą nawet domu stojącego obok. Boją się, że kiedyś ktoś z nich może potrzebować pomocy, a bliski sąsiad nawet nie usłyszy ich wołania.

W jednym domu mieszka pani Anna Wojciechowska z siostrą Zofią. Obok sąsiadka, Helena Rachwał z mężem. Jak mówią, próbowały już poruszać problem, który ich dotyczy, na spotkaniu sołeckim, nie został on jednak tam potraktowany poważnie.

Dopóki ktoś sam tego nie doświadczy, nie wie, jakie jest to uciążliwe – mówią kobiety.

Boją się, bo są osobami starszymi, a gdy kukurydza rośnie, zasłania im praktycznie cały widok na świat. Kukurydza jest za ich domem od 6 lat, a między domami od 12. W czasie upału na ich podwórku nie ma wiatru, powietrze stoi i nie ma czym oddychać. Wieczorami z kolei, gdy pole kukurydzy szumi i rzuca złowrogie cienie, boją się, co może w nim czyhać: dziki albo chuligani szukający zaczepki. Nie wiadomo, co gorsze. Wabione sąsiedztwem kukurydzy dziki już zniszczyły im, niewielkie, ale zawsze, uprawy.

Posadziliśmy ziemniaki, a na drugi dzień wszystko było wyorane. Posadziliśmy znowu i historia się powtórzyła. Nawet drzewka owocowe usychają, być może od stosowanych nawozów – opowiadają.

Kobiety zdają sobie sprawę, że rolnik ziemię uprawiać musi, zadają jednak pytanie, czy zawsze musi to być właśnie kukurydza? Czemu chociaż jeden rok nie jest to np. pszenica? Chcą tak normalnie, po ludzku, spróbować dogadać się i nie wadzić sobie wzajemnie. Jak opowiadają, kukurydzę za oknami mają często aż do grudnia, bo dopiero wtedy jest tu koszona. Sąsiadki niby mają do siebie blisko, ale przez kukurydzę nie widzą siebie wzajemnie. Nie widzą, czy nie stało się coś złego, czy sąsiad nie potrzebuje właśnie pomocy albo nie jest właśnie napadany. Na razie na szczęście, nie doszło do takiej sytuacji, ale nikt nie powiedział, że nie dojdzie. Czują się, jakby mieszkali w lesie, na pustkowiu, a tak przecież nie jest, bo trzy domy stoją na odcinku ok. 30 metrów.

Czasem śmieję się do sąsiadki, że jeszcze ją widzę, ale to taki trochę śmiech przez łzy, bo sytuacja śmieszna dla nas nie jest. Codziennie patrzymy, jak ta kukurydza rośnie i zastanawiamy się, co będzie dalej. Już teraz miedza się aż przewraca, kukurydza jest coraz bliżej, dobrze że mamy ogrodzenia, bo nie wiadomo, czy nie mielibyśmy jej też na podwórku. Musimy starać się coś zmienić, nie możemy tak dalej mieszkać – dodają na koniec mieszkanki Gniewczyny.

Dla innych być może ten problem wydaje się śmieszny lub błahy, jednak nikt pewnie nie chciałby sam mieszkać w takim sąsiedztwie. Kobiety wierzą, że ich problem zostanie wreszcie potraktowany poważniej i coś się w tej kwestii zmieni.

 

Komentarze
Popularne
Komentowane