Piaskownica

Z okazji Dnia Dziecka dużo zdrowia i ogromnego poczucia humoru dla wszystkich. Patrząc na kolejne zawirowania w jarosławskim szpitalu bez końskiego zdrowia będzie trudno. Przyglądając się rzeczowo działaniom samorządowców, można bardzo szybko wylądować w drugiej placówce przy ul. Kościuszki. Nie pozostało nic innego, jak śmiać się i liczyć, że choroby nas ominą.

Fatum wiszące nad Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu znowu dało znać o sobie. Wcześniej dokuczało rękami ludzi, którym daliśmy wyborczy mandat. Teraz przyszło w formie nieszczęśliwego zdarzenia. Dyrektorowi życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. Szpitalowi chcielibyśmy życzyć, by w końcu się pozbierał, ale mało to realne. W szpitalu jest tak, że gdy przychodzą lepsze lata, to zaraz pojawiają się specjaliści spychający go na dno. Jeśli trafił się szef z prawdziwego zdarzenia, to zaraz wymieniają go na swojego. A ten okazuje się specjalistą innego wymiaru. Możliwe, że bogowie losem naszym władający uznali, że ich starania dążące do poprawy sytuacji są tak sprawnie bojkotowane, iż dali sobie spokój. Podobnie jest z jarosławskim PKS. On też ciągle walczy o złapanie oddechu i jest coraz bliżej ostatniego zaczerpnięcia powietrza.

Ze zdrowiem duszy i ciała trzeba uważać. By dostać się do specjalisty chorób cielesnych, trzeba czekać co najmniej pół roku, a choroba nie czeka. Można iść prywatnie. Wtedy jest z marszu, tylko pojawia się pytanie gdzie podziewają się pieniądze, jakie na opiekę zdrowotną płacimy. Można też szukać pocieszenia u sił nadprzyrodzonych, ale tu też kolejka. Mszy, chociażby za szybkie opamiętanie, nie zamówimy z dnia na dzień. Tu nawet za pieniądze swoje trzeba odczekać. Wszystkim rządzi kasa, a wynikiem wyborów w szczególności. 

W poprzedniej kadencji warto było posłuchać obrad rajców z gminy Radymno. Był ubaw po pachy. Wydawało się, że nikt ich nie przeskoczy, aż wzięła się do roboty miejska rada w Jarosławiu.

W sumie śmieszno dla patrzących z boku, a straszno dla mieszkańców kiedyś znaczącego grodu. Patrząc na ich erudycję i elokwencję trudno się przyczepić. Przygotowania merytorycznego nie oceniajmy, bo to w sumie reprezentanci jarosławian. Parę kwiatków można jednak dorzucić. Tak dla ubarwienia miejsca zabaw. Ostatnio spierali się, szukając patrona dla ronda. Zahaczyło to o megalomanię, bo skrzyżowanie jest bardziej pawłosiowskie niż jarosławskie, a mimo to miejscy rajcowie czuli się upoważnieni jako pierwsi głos zabrać. Słuchając ich, przychodzi jeden wniosek. Nazwijcie jak chcecie, ale z daleka od osób i wydarzeń godnych uhonorowania. Nie wystawiajcie ich na pośmiewisko. Tym bardziej, że ustalali patrona dla kawałka ronda.

Jeden z radnych stwierdza, że straż miejska upomina i karze więc nie będzie lubiana przez mieszkańców. Jak tego nie robi, to też wzbudzi niechęć, bo nic nie robi. Mówi to na poparcie tezy, że trzeba ją rozwiązać. Trudno też pojąć jak przytaczany przez burmistrza argument, że pracownicy monitoringu nie reagowali na dewastację, przemawia za rozwiązaniem formacji. Bardziej chyba uderza w nadzór nad funkcjonariuszami. Ludziom z reguły nie chce się robić, a mimo to firmy nie upadają. Natomiast wyjście z założenia, że likwidujemy jednostkę, bo mieszkańcom się nie podoba, może mieć opłakane skutki. Część jarosławian nie tylko na strażników patrzy z niechęcią.

Komentarze
Popularne
Komentowane