O psie, który przeszedł przez komin

Autor: MS 21.06.2019 Nr: 25/2019
Ratunek nadszedł w samą porę. Pupil już bezpieczny w rękach wybawiciela.
Ratunek nadszedł w samą porę. Pupil już bezpieczny w rękach wybawiciela.

Psiak wszedł do komina w piwnicy. Próby wydostania skończyły się niepowodzeniem. Właściciel przeczekał noc i z samego rana poprosił strażaków o pomoc. Ci namierzyli psa na wysokości 6 metrów. Udało się go wyciągnąć. Psiak nie ucierpiał.

- Żona usłyszała piski w piwnicy i zawołała mnie żebym przyszedł poszukać psa, bo gdzieś się zapodział – opowiada pan Bogdan właściciel psa. Okazało się że psotny zwierzak wyszarpał kratkę wentylacyjną i wszedł do kanału w kominie. Niepowodzeniem zakończyła się próba dostania go ręką. Wtedy gospodarz postanowił wykuć większy otwór. Jednak to działanie pogorszyło jeszcze położenie szczeniaka. Odgłosy kucia wystraszyły zwierzę, na tyle że powędrowało wyżej. Sytuacja na tą chwilę stała się patowa, nie było żadnych szans na ratunek. – W pewnej chwili ku przerażeniu dotarło do mnie, że nic się nie da zrobić, i że szczeniak będzie musiał spędzić noc w kominie – opowiada właściciel. I z taką myślą udał się na nocny spoczynek. – Na początku silne emocje i natłok myśli nie pozwalały zasnąć. Ale okazało się, że to był czas na przemyślenie całej sytuacji, żeby zaraz z rana podjąć właściwe decyzje. Rozważałem różne rozwiązania. Chciałem uratować psiaka. O wrzuceniu kuli kominiarskiej od góry, nie było mowy, bo to by go zabiło. Wtedy najbardziej prawdopodobne wydawało się kucie komina. Byłem gotowy na poniesienie kosztów tej dewastacji. Tylko gdzie kuć. Komin przecież wysoki. Całego przecież nie rozkuję. Pomyślałem, że będzie potrzebna specjalna kamera termowizyjna. Postanowiłem z rana zapytać w Straży Pożarnej czy taką posiadają kontynuuje.

 

Nadchodzi ratunek

- O 6:37 rano otrzymaliśmy zgłoszenie, że w przewodzie kominowym znajduje się pies. Po przybyciu na miejsce i rozpoznaniu, nasi stwierdzili, że jest na wysokości sześciu metrów – mówi rzecznik prasowy Powiatowej Komendy Straży Pożarnej Zygmunt Jasiłek. Mając podstawowe informacje ekipa strażaków musiała podjąć odpowiednie działanie. Sprawę utrudniał fakt, że w dotychczasowej pracy nie spotkali się z takim przypadkiem. Wszelkie błędne decyzje i realizacja mogły bowiem zabić szczeniaka. Dzięki kamerze poznali nie tylko dokładne położenie zwierzaka ale także to jak się usadowił w przewodzie. W końcu po konsultacjach wybrano pewne rozwiązanie. – Wyszli na komin. Spuścili obok psa łańcuszek do samego spodu. Tam przez otwór wentylacyjny zaczepili do niego szczotkę do czyszczenia komina. To co dzieje się z psem w trakcie akcji  obserwowali przez wpuszczoną do środka kamerę.  I tak ciągnęli łańcuszek, aż szczotka znalazła się na wysokości zwierzęcia. Dalej przyrządy zadziałały jak winda. Wydostanie szczeniaka zakończyło się sukcesem – opowiada Z.Jasiłek. – Był cały i zdrowy. Od razu okazał wdzięczność za ratunek, merdając ogonem – podsumowuje pan Bogdan. Tylko do tej pory zastanawia mnie jedna rzecz. Jak ten pies wytrzymał całą noc w kominie? Ile musiał mieć samozaparcia, woli życia i siły w łapkach. Przecież wszelka rezygnacja spowodowałaby jego spadnięcie w dół – zastanawia się gospodarz.  

 

Psi żywot

Ale zacznijmy opowieść od początku. Suczka Majka rasy pekińskiej pilnuje na co dzień posesji państwa Agaty i Bogdana na Widnej Górze. Ale jak to często bywa w poczciwym psim żywocie zdarzyło się jej mieć dwoje młodych. Gdy nadszedł czas rozwiązania, to zwierzęta właściciel ulokował w swojej przestronnej piwnicy. I tam młode pieski z każdym dniem rosły. Stawały się coraz bardziej żywe i psotne, także po kilku tygodniach zamieniły całą piwnice w plac zabaw. Na porządku dziennym były rajdy przez wszystkie pomieszczenia piwnicy. Nie pomagało stawianie przeszkód albo zagradzanie wnętrz. Przeskakiwały je albo rozszarpywały swoimi ostrymi jak szpilki zębami. Podobny los spotkał również buty. – W piwnicy mam taki swój warsztat, coś tam czasami konstruuje, ale z tymi psiakami nic nie mogłem robić. Nie pozwalały, tylko chciały się bawić. Jak stałem, to szarpały nogawki, jak przykucnąłem to skakały na plecy. Panie, cuda się działy, długo by opowiadać o ich psikusach – mówi rozbawiony pan Bogdan. – Jak podrosły na tyle, że można je było odłączyć od matki, dałem ogłoszenie na Facebooku. Po kilku dniach znaleźli się chętni do odebrania szczeniaków. Jednego zabrała pani z Pruchnika, drugi musiał jeszcze trochę poczekać. Następnego dnia miał po niego przyjechać nowy właściciel. No i wtedy to się stało. Możliwe, że szczeniak nie chciał opuszczać dotychczasowego domu i znalazł sobie schowek w kominie– żartuje gospodarz.

Komentarze
Popularne
Komentowane