Igrzyska śmierci na ZEK-u

Autor: erka 13.09.2019 Nr: 37/2019
Policjanci sfotografowali śnięte ryby. Utrwalił to na swoim telefonie interweniujący w Redakcji Czytelnik.
Policjanci sfotografowali śnięte ryby. Utrwalił to na swoim telefonie interweniujący w Redakcji Czytelnik.

Afera po całodobowych zawodach wędkarskich na zalewie ZEK w Radymnie - alarmują Czytelnicy. - Zawody przebiegały normalnie. Nic złego się nie wydarzyło - odpowiadają wędkarze.

- Steki śniętych ryb unosiły się na wodzie. Istna rzeź. Wyglądało to na skutki epidemii, ale okazało się, że te pływające do góry brzuchami ryby pozostały po 24 godzinnych zawodach wędkarskich - opowiada interweniujący w Redakcji mieszkaniec z okolic Jarosławia. - Wyglądało to masakrycznie. Widziałem ludzi, którzy uciekali z wody. Taki widok nie zachęcał wypoczywających -  komentuje na portalu społecznościowym internauta.

- To szukanie taniej sensacji. Zawody przebiegały zgodnie z regulaminem. Zachowano wszystkie warunki. Czuwali sędziowie. Nie doszło do żadnego naruszenia przepisów - zapewnia Piotr Kubas, dyrektor Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Przemyślu. - Wypuszczone ryby mogły sprawiać wrażenie martwych, ale uzyskiwały sprawność po natlenieniu. Odsetek martwych był minimalny - dodaje zaznaczając, że w wędkarstwie nie ma mowy o wolnej amerykance. Wszystko jest obostrzone przepisami.

 

Zdychające ryby

Wypoczywający w niedzielę 1 września nad ZEK-iem mówią o sporych ilościach śniętych ryb unoszących się w zalewie. Zjawisko było na tyle niepokojące, że ludzie rezygnowali z wchodzenia do wody. Na portalu społecznościowym rozgorzała ostra dyskusja, a sprawa trafiła na policję.

- Byłem w niedzielę około godz. 13 nad zalewem. Widok był porażający. Przy jednym stanowisku wędkarskim unosiło się z 50 ryb. Przy kolejnym było znacznie więcej. Były w zaroślach i na środku zalewu. Mewy już się tak nażarły, że przestały zwracać uwagę na pływające na powierzchni ryby - opowiada wzburzony mężczyzna. Mówi, że stanowisk było około 30. Zrobił fotografie, a targany obawą, że nieżywe ryby mogą być skutkiem epidemii albo zatrucia wody, wieczorem zadzwonił na policję. Razem z funkcjonariuszami pojawił się nad zalewem. Policjanci obejrzeli i wykonali fotografie. - W poniedziałek, już na posterunku, opisałem dokładnie całą sytuację - zaznacza. Nasz informator zawiadomił też służby odpowiedzialne za ochronę środowiska oraz nadzorujące wody. - Takim postępowaniem powinien zająć się prokurator. Tym bardziej, że to zdarzyło się już kolejny raz. Organizują 24 godzinne zawody na żywej rybie i wszystkie złowione trzymają w siatkach, by je na koniec zważyć. Przy wysokich temperaturach, a w weekend było bardzo ciepło, ryby się duszą. To nieludzkie postępowanie. Tym bardziej bulwersujące, że robią to wędkarze, ludzie którzy powinni nie tylko łowić ale też je chronić - stwierdza.

- Na każdym stanowisku były śnięte ryby (leszcze, karpie itd.), czy ludzie którzy to organizują nie myślą? - zastanawia się internauta komentując sytuację na fanpage´u Z wędką po Podkarpaciu. Temperatura... Przyducha... spokojnie nic się nie dzieje zwalimy na skutery i motorówki, co nie pływają i wody nie napowietrzają - dodaje inny. - Prawda jest taka że po każdych zawodach są padnięte ryby, bez znaczenia na jakim zbiorniku są organizowane - podsumowuje kolejny.

 

Burza w szklance wody

Dyrektor przemyskiego okręgu PZW tłumaczy, że zawody były zorganizowane zgodnie z regulaminem. Złowione ryby były przetrzymywane w zanurzonych w wodzie, w co najmniej 4 metrowych siatkach. Zaznacza, że wypuszczone później ryby zachowują się jak śnięte i potrzebują czasu by uzyskać sprawność. Przyznaje, że część z nich pada, ale jest to znikoma ilość i szybko wyłapują je drapieżniki. - Natura sobie poradziła, a zawody były zorganizowane właściwie z zachowaniem wszystkich norm. Ryby przetrzymywano we właściwych warunkach - zaznacza P. Kubas. Dodaje, że wędkarze dbają o zarybianie, a bezsensownym byłoby narażanie ryb na śmierć i zarazem przeznaczanie 20 - 30 tys. zł rocznie na narybek wpuszczany do ZEK-u. - Podchodzimy z szacunkiem do natury. Ryby traktujemy humanitarnie, a wszystkie zawody są organizowane na żywej rybie. Złowione osobniki trafiają z powrotem do wody. Nie pozwolimy na szarganie opinii związku przez ludzi nie mających pojęcia o naszej działalności - zapewnia dyrektor.

 

Policja sprawdza

- Funkcjonariusze Komisariatu Policji w Radymnie zostali powiadomieni 1 września o tym, że w zalewie znajdują się śnięte ryby. Zgłaszający podał, że od dnia 31 sierpnia do dnia 1 września nad ZEK-iem odbywały się zawody wędkarskie. Każdy z wędkarzy po złowieniu ryby wkładał je do siatki. Ryby te były ważone 1 września i wypuszczane z powrotem do wody. Ze złożonego zawiadomienia wynika, że niektóre ryby były już martwe przed wypuszczeniem do wody, a reszta padła z wycieńczenia. W tej sprawie policjanci prowadzą czynności w kierunku art.35 Ustawy z dnia 21 sierpnia 1997r. o ochronie zwierząt, przesłuchują świadków. Podejmowane działania mają na celu szczegółowe wyjaśnienie wszelkich okoliczności związanych ze zdarzeniem i na ich podstawie podejmowane będą dalsze decyzje - informuje asp. szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP w Jarosławiu.

 

Komentarze
Popularne