Ważne są nasze korzenie

Autor: dp 20.09.2019 Nr: 38/2019
Ważne są nasze korzenie

Mieszkanka Mielca, Agnieszka Gałuszka, której rodzina pochodzi m.in. z Łowiec i Dobkowic, prowadzi poszukiwania swoich przodków, próbuje zebrać w całość, ich często skomplikowane i nieoczywiste, ścieżki życia.

Panią Agnieszkę interesują zwłaszcza przodkowie z naszych terenów o nazwiskach: Gałuszka, Wielgosz, Gilarski, Kuczyński, Cwynar, Przybylski i Klein. Wiele już udało się dowiedzieć, m.in. ustaliła swoich 7xpradziadków.

- Kiedy miałam 17 lat, podczas Wszystkich Świętych zorientowałam się, że stawiamy znicze na grobie mojej prababci, ale nie u pradziadka. Zapytałam babcię, gdzie jest jej tata. Wtedy dowiedziałam się, że pradziadek w 1939 r. wyjechał do Francji i nigdy nie wrócił. Babcia miała wtedy 7 lat. Postanowiłam go odszukać. Zaczęłam pisać do przeróżnych archiwów, do PCK, WKU. Wszędzie biłam głową w mur. Nie widniał w żadnych rejestrach. Te poszukiwania trwają do dziś, minęło 20 lat, a nie wiemy o nim nic. Nawet jeżeli założyłby nową rodzinę, to nikt nie ma ani żalu ani pretensji, a na pewno roszczeń. Babcia ma już 87 lat i też chciałaby wiedzieć, co stało się z jej tatą – opowiada nasza rozmówczyni.

Pani Agnieszka postanowiła ocalić od zapomnienia rodzinne historie. Zaczęła szukać, zaczynając od grobów i spisywania dat, później zaczęły się wędrówki po Urzędach Stanu Cywilnego, archiwach, parafiach, pisanie do różnych instytucji. Tak poznała dwie kuzynki swoich dwóch babć. Najpierw było mnóstwo godzinnych rozmów przez telefon. Później odwiedziny. U jednej w Krosnowicach pod Kłodzkiem, u drugiej w Ciemięrzowicach koło Kaszyc. Panie okazały się ogromną skarbnicą wiedzy. Rozpisały ogromne drzewa genealogiczne. Kolejną skarbnicą i bazą ciekawostek były księgi urodzeń, małżeństw i zgonów. Wiele pomogli księża z Łowiec i Chłopic, przeszukujący z nią księgi parafialne. Jedną z historii, które bada pani Agnieszka, jest ta dotycząca jej pradziadka, Władysława Wielgosza. Był synem Grzegorza Wielgosza i Katarzyny Huszlak, urodził się w 1900 r. w Kaszycach. W 1924 r. ożenił się z Franciszką Iwańską z Tapina.

- Mieli 4 dzieci. Z opowiadań mamy i jej sióstr wiem, że pradziadek Władysław szalenie kochał swoją Franię. Przed rokiem 1930 wyjechał do Francji, gdzie pracował w gabinecie stomatologicznym. Tam zakupił narzędzia do usuwania zębów, które później służyły do usuwania zębów mieszkańcom Dobkowic i okolicznych wiosek. Podczas „zabiegu” prababcia przytrzymywała „pacjentom” głowę. Władysław Wielgosz słynął z tego, że usuwał szybko i w miarę bezboleśnie - opowiada pani Agnieszka.

Zagadek ciągle jest wiele, nie sposób wszystkich tu opisać. Być może niektóre nigdy nie zostaną rozwiązane. Pani Agnieszka chciałaby jednak przede wszystkim wiedzieć, co stało się z jej pradziadkiem Antonim Gilarskim. Bardzo też liczy, że znajdą się świadkowe usług dentystycznych Władysława Wielgosza. W przypadku posiadania informacji, zachęcamy do kontaktu z Redakcją.

Komentarze
Popularne