Śnił mi się wielki pociąg

- Tej tragedii nie wolno zapomnieć - mówi Genowefa Babiś.
- Tej tragedii nie wolno zapomnieć - mówi Genowefa Babiś.

- Śnił mi się wielki i długi pociąg towarowy który jechał z zachodu na wschód. Nigdy wcześniej nie widziałam pociągu. Nie wiedziałam nawet jak wygląda, a mimo to mi się przyśnił. Niedługo później właśnie  takim pociągiem zostałam wraz z siostrami i  rodzicami wywieziona na Syberię - wspomina Genowefa Babiś.

 Genowefa Babiś urodziła się w 1927 roku w Białozórce w województwie wołyńskim jako córka polskiego osadnika Stanisława Paciorka, który za swoje zasługi w dziele odzyskania niepodległości został odznaczony medalem. W 1920 roku żołnierze Wojska Polskiego, którzy walczyli o niepodległość Polski otrzymali na własność ziemię, również na terenie gminy Białozórka. Ojciec  pani Genowefy pomimo tego, że pochodził z Warszawy ożenił się z miejscową dziewczyną Pelagią Burkowską – córką właściciela jedynej w powiecie olejarni. Na Wołyniu wiedli szczęśliwe, spokojne życie, wychowując trzy córki. Dzieci nie zdawały sobie sprawy, że wkrótce skończy się dla nich beztroskie dzieciństwo, a zacznie ciężki los tułaczy, który będą musiały dzielić wraz z rodzicami.                                                

 

- O wojnie nikt z nas dzieci nie miał pojęcia, wiedzieliśmy o niej tyle, ile opowiedzieli nam nasi ojcowie i choć czuło się jej nadchodzącą grozę, to jednak bezpiecznie i spokojnie było wówczas na Wołyniu, oddalonym o setki kilometrów od Warszawy. Tam wojna już była. Do nas przyszła dwa tygodnie później. W niedzielę 17 września o godzinie 4 rano oddziały Armii Czerwonej przekroczyły granice. Najpierw pojawiły się patrole konne, następnie czołgi i wozy pancerne. Około godziny 9 nadleciał samolot polski do którego artyleria radziecka otworzyła ogień. Dla wszystkich mieszkańców osady wkroczenie wojsk sowieckich było zaskoczeniem. Pod koniec września aresztowano wszystkich osadników, również mojego tatę i osadzono ich w magazynie zbożowym. Razem z mamą i siostrami chodziłyśmy do tego magazynu i przez małe okienka próbowałyśmy zobaczyć czy tam w środku jest tato, czy żyje i czy nic mu się nie stało. Po pewnym czasie część osadników zwolniono. Mój ojciec który pełnił wówczas funkcję sołtysa również wrócił do domu,  wstawił się za nim Ukrainiec, który pracował u nas w gospodarstwie. Pozostałych wywieziono do więzienia w Krzemieńcu - opowiada pani Genowefa. - 10 lutego 1940 r. uzbrojeni żołnierze radzieccy zjawili się w naszym domu i po przeczytaniu rozkazu o wysiedleniu nas w głąb Rosji dali nam 45 minut na ubranie się i przygotowanie do wyjazdu. Saniami dowieziono nas do Łanowiec, gdzie załadowano nas do wagonów towarowych. Dopiero po trzech dniach, gdy dowieziono wszystkich zesłańców ruszyliśmy na wschód. Podróż trwała około miesiąca i odbywała się jedynie nocą, ponieważ w dzień pociąg odstawiano na boczne tory - wspomina sybiraczka.

 

Zesłańcy dotarli do stacji Solikamsk na Uralu, a następnie zostali wywiezieni odkrytymi samochodami ciężarowymi do posiołka Pieszczanka. Mężczyźni i kobiety zostali zatrudnieni przy karczowaniu drzew w tej okolicy. Po ogłoszeniu amnestii w 1941 r. rodzina Paciorków wyjechała do Kazachstanu, a później do Buchary, gdzie zatrudniono ich w kołchozie przy zbieraniu bawełny. W 1942 r. ojciec pani Genowefy dostał się do korpusu Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Andersa i wyjechał na front, skąd już nie powrócił. W tym czasie dwie młodsze siostry zabrano do sierocińca w Bucharze. Pani Genowefa jako najstarsza z rodzeństwa została z mamą, ciężko pracując w kołchozie. W 1944 roku mama zachorowała na czerwonkę i po wielu cierpieniach zmarła na rękach 17–letniej córki. Dziecko zostało same wśród obcych ludzi. Dzięki Związkowi Polaków w Azji sfałszowano Genowefie dokumenty, przerabiając datę urodzenia i jako 13-letnią oddano do domu dziecka w Bucharze. W 1946 r. wraz ze wszystkimi mieszkańcami domu dziecka przyjechała do Polski.

Siostry pani Genowefy z sierocińca w Bucharze wyjechały do Meksyku, a później do Chicago. Po wojnie pani Genowefa szukała ich przez PCK. Zobaczyła się tylko z jedną, która w latach 90 przyjechała do Polski. Najmłodszej nigdy nie spotkała. Sama osiedliła się w Jarosławiu. W 1951 r. wyszła za mąż za kierowcę, który pochodził z Jodłówki. Doczekała się 14 wnuków i 11 prawnuków.

 

Genowefa Babiś, której najpiękniejszy okres życia zabrała wojna, nie mogła zrozumieć okrutnej podłości człowieka, nienawiści i otaczającego zewsząd zła. Do dziś we wspomnieniach  i koszmarnych snach wracają te tragiczne czasy. Wojna przerwała beztroskie dzieciństwo, zabrała marzenia, dając w zamian strach, głód, rozłąkę, śmierć najbliższych  i wiele wylanych łez. Dzisiaj, będąc już w sędziwym wieku, dzieli się swoimi wspomnieniami, aby pamięć o tych tragicznych wydarzeniach, przetrwała ku przestrodze ludzkości.

 

Komentarze
Popularne
Komentowane