Nie wiadomo, jak mogło się skończyć

Autor: dp 11.10.2019 Nr: 41/2019
Pan Kazimierz pokazuje uszkodzenia w aucie, których dokonali sprawcy ataku.
Pan Kazimierz pokazuje uszkodzenia w aucie, których dokonali sprawcy ataku.

Pod koniec lipca pan Kazimierz wracał do domu z uroczystości rodzinnej. Był późny wieczór. Jechał z żoną i wnuczką. Gdy był już niedaleko, jego samochód zaatakowała grupa osób.

Do zdarzenia doszło w sobotę, 27 lipca, po 23.00. W stronę samochodu Kazimierza Wojdyło poleciała butelka i kamienie. Zatrzymał się. Wszystko działo się szybko. Agresorzy rzucili się do drzwi, chcieli wyciągnąć kierowcę z auta. Wnuczka z przerażeniem uciekła w pola. Napastnicy, jakby wpadli w jakiś szał, niszczyli samochód, próbowali też pobić pana Kazimierza, który starał się za wszelką cenę nie dać się wyciągnąć z pojazdu. Twierdzi, że słyszał też wyzwiska i groźby, że go zabiją. Gdy udało mu się odepchnąć jednego z nich i zamknąć drzwi, tamci nie odpuścili – kopali i uderzali, w co popadło. Napadniętym udało się wezwać policję, przyjechali też rodzice wnuczki, by jej poszukać i zająć się nią.

W dniu 27.07.2019 r. policjanci interweniowali w jednej z miejscowości na terenie gminy Chłopice. Około godz. 23.30 doszło tam do nieporozumień i awantury pomiędzy trzema mężczyznami. W trakcie tego zdarzenia, jak podał zgłaszający, doszło do uszkodzenia pojazdu bmw. Pokrzywdzony wycenił straty na około 5.000 zł. Mężczyzna złożył wniosek o ściganie karne sprawców uszkodzenia mienia oraz kierowania gróźb karalnych pod jego adresem. W tej sprawie prowadzone jest postępowanie, które ma na celu szczegółowe wyjaśnienie wszelkich okoliczności tego zdarzenia – informuje asp. szt. Anna Długosz, oficer prasowy KPP Jarosław.

Rodzina przeżyła piekło. Pan Kazimierz po zdarzeniu był niezdolny do pracy przez 21 dni, o czym świadczą zwolnienia lekarskie. Wnuczka boi się zostać sama w pokoju, ciągle sprawdza, czy drzwi są zamknięte, nie chce sama spać. Konieczne były wizyty u psychologa. Pan Kazimierz mówi, że dobrze, że wnuczka uciekając, nie wpadła do pobliskiego stawu, bo mogłoby wtedy dojść do prawdziwego nieszczęścia. Uszkodzeniu uległ też samochód, straty oszacowano na 5.300 zł. Mężczyzna dokonał już kilku niezbędnych napraw, by autem można było się poruszać po drogach, ślady ataku są jednak jeszcze widoczne, chociażby na wgniecionej i porysowanej karoserii. Napastnikom, choć ich zna, nie chce podarować tej sytuacji. Zbyt wiele, jak mówi, kosztowało to jego bliskich. Okazało się też, że nie on miał być celem ataku – sprawcy tłumaczyli się później, że… pomylili samochody.

Wynikałoby z tego, że innego mogliby zabić, tak? Nie chcę nawet myśleć o tym, co by się stało, gdyby udało im się wyciągnąć mnie z samochodu. Chyba by mnie zabili. Nie można lekceważyć takich napadów, bo za jakiś czas mogą zrobić to samo komu innemu. Nie dam tej sprawy zamieść pod dywan – mówi twardo pan Kazimierz.

 

Komentarze
Popularne
Komentowane