Zaklinanie rzeczywistości

Gdyby było tak, jak nam wmawiają, już dzisiaj bylibyśmy w przedsionku raju. Jest niestety inaczej. Przyglądając się poczynaniom włodarzy i polityków różnej maści i ich zapewnieniom, aż w oczy uderza ogromny rozdźwięk między jednym a drugim. Urzekają nas. Wierzą, że się uda ludzi wypuścić. My przyjmujemy, bo przynosi nadzieję. Jedni są zadowoleni. Drugich szlak trafia.

- Spotkanie w dzielnicy 2 cieszyło się Państwa dużym zainteresowaniem, za co bardzo dziękuję. Dyskusja była żywa - pisze burmistrz Jarosławia na internetowym portalu i pokazuje zdjęcia z owego. Szkoda, że nie dodał, iż swoje zainteresowanie wyraziła skromna grupka mieszkańców. Przyszło ich więcej niż kilkunastu, ale stwierdzenie, że przyszło kilkudziesięciu byłoby grubą przesadą. Trudno mówić o jakimkolwiek zainteresowaniu ze strony mieszkańców. Może ze strony władz było, bo wszyscy prezesi i dyrektorzy się pojawili. Choć można podejrzewać, że powodem nie była chęć rozmowy z ludem, tylko nakaz włodarza.

Z jarosławskiego szpitala odchodzi dyrektor. W przeworskim jest nowy szef. W obu wdrażany jest program naprawczy. Nie ma się co oszukiwać, że taki program uzdrowi placówki i przy tym utrzyma wcześniejszy zakres usług. Nie da też podwyżek personelowi. Celem naprawy jest poszukanie oszczędności, a to wiąże się ze zmniejszeniem. Przeworski szpital  miał przez długi czas jednego szefa. Miał też swoje lepsze czasy. Dzisiaj wszędzie ćwierkają, że się pomniejszy. Pozostaje pytanie, czy to mniejsze będzie lepsze.

W jarosławskim szpitalu stabilizacji na dyrektorskich stołkach nie było. Średnio na jednego menedżera potrafiącego poprowadzić placówkę, przypadało co najmniej dwóch, którzy na zarządzaniu znali się, jak wół na gwiazdach. Może nawet mniej rozumieli, ale za to dobrze lokowali się w sferze partyjno-znajomościowej. Funkcjonowanie szpitala kojarzyło się ze skoczkiem narciarskim, który długo wspinał się na rozbieg. Potem był lot w dół ku uciesze gawiedzi i znowu powolne wdrapywanie się z powrotem. Taki współczesny Syzyf. Jeśli do tego dodamy osobniki, które nigdy nie powinny zostać dopuszczone do kontaktu z osobami cierpiącymi, to mamy obraz naszej placówki leczniczej. Na całe szczęście nietrafionych uczniów Hipokratesa jest garstka. Inaczej byłaby tragedia. Zaklinaniem rzeczywistości jest stwierdzenie starosty, iż sytuacja szpitala jest stabilna i pod pełną kontrolą. Gdyby tak było nie musielibyśmy ze swoich podatków dokładać 2 mln zł. Wystarczyłyby te pieniądze, które już płacimy ze wskazaniem na opiekę zdrowotną. Jarosławski szpital rozrósł się znacznie objętościowo. Niestety nie przełożyło się to bezpośrednio na rewolucję w świadczeniu usług. Znacznie wzrosły koszty utrzymania. Dochody nie. Nie trzeba ekonomisty by przewidzieć efekt.

Plantacja bananów na obrzeżach Jarosławia też może funkcjonować stabilnie i pod pełną kontrolą. Ale ile to będzie kosztować. Nikt jej nie zakłada, czyli zwykli ludzie myślą. Politycy też myślą. Tylko dzielą rozumowanie na dwie grupy. Prywatnie kombinują jak wszyscy, tylko mają większe możliwości. Partyjnie, czyli służbowo też kombinują, by prywatnie lepiej się usadzić. Wychodzą z założenia - po nas choćby potop.

W Sejmie RP coraz ciekawiej, ale zostawmy bez komentarza. Każdy z nas mógł się wypowiedzieć podczas wyborów. Potem należy dzioby pozamykać, bo to jest demokracja.

Komentarze
Popularne
Komentowane