Dziki zjadły ziemniaki. Odszkodowania nie widać

Autor: erka 10.01.2020 Nr: 2/2020
Dziki zjadły ziemniaki wiosną ubiegłego roku. Do dziś odszkodowania nie wypłacono. Pani Sabina uważa, że na sądowe opóźnienie mogą mieć wpływ różne okoliczności.
Dziki zjadły ziemniaki wiosną ubiegłego roku. Do dziś odszkodowania nie wypłacono. Pani Sabina uważa, że na sądowe opóźnienie mogą mieć wpływ różne okoliczności.

Odszkodowanie, jakie koło łowieckiego miało zapłacić właścicielce działki ziemniaków zniszczonej przez dziki, utknęło na drodze sądowej. Zwierzyna zjadła kartofle wiosną ubiegłego roku. Straty oszacowano. Pani Sabina nie zgodziła się z oceną myśliwych. Powołano komisję. Oszacowano powtórnie. Ponieważ nikt nie kwapił się z wypłatą, właścicielka upomniała się w sądzie. Okazało się, że myśliwi też się upominają. Sprawa stanęła.

- Około 25 arowa działka ziemniaków była ogrodzona siatką leśną. Dziki ją sforsowały i zniszczyły cała uprawę ziemniaków. Zgłosiłam to do koła łowieckiego. Przyjechali. Oszacowali szkody - wspomina pani Sabina. Według właścicielki wyliczone odszkodowanie było za niskie. Odwołała się od decyzji myśliwych do Nadleśnictwa Kańczuga. Powołano komisję złożoną m.in. z przedstawicieli Ośrodka Doradztwa Rolniczego, koła łowieckiego i nadleśnictwa. Wyliczone przez nią odszkodowanie wyniosło 9,5 tys. zł i było około czterokrotnie wyższe niż obliczone wcześniej.

- Mieli zapłacić do miesiąca. Minęło trzy i nie dostałam. Złożyłam wniosek do sądu o wypłatę. Wtedy się dowiedziałam, że koło łowieckie też złożyło nie zgadzając się wysokością odszkodowania - tłumaczy pani Sabina.

Wniosek myśliwych wpłynął do sądu w lipcu ub.r. Pani Sabina złożyła we wrześniu. Jej sprawę rozpatrzono po upływie półtora miesiąca. Sąd odrzucił pozew i obciążył ją kosztami, wskazując że złożyła wniosek przedwcześnie. Powinna poczekać na zakończenie sprawy z wniosku koła łowieckiego. - Do momentu złożenia wniosku nawet nie wiedziałam, że taka sprawa się toczy - zapewnia właścicielka. Pani Sabina odwołała się od wyroku, ale nie rozumie, dlaczego takie decyzje zapadły.

W Sądzie Okręgowym w Przemyślu dowiadujemy się, że nie mogą toczyć się jednocześnie dwie sprawy dotyczące tego samego i jako pierwsza powinna być rozpatrzona ta, która wpłynęła wcześniej. Dlatego wniosek pani Sabiny został odrzucony. Kiedy ruszy postępowanie z wniosku koła łowieckiego trudno powiedzieć.

Właścicielka uprawy ziemniaków zjedzonej przez dziki uważa, że sąd nawet nie powinien zajmować się wnioskiem koła łowieckiego, ponieważ wnioskodawcy wskazują ją jako pozwaną, a przecież nie miała żadnego wpływu na decyzję nadleśnictwa. Podejrzewa też, że na rozwlekanie postępowania mogą mieć wpływ okoliczności nie do końca formalne. - W gronie myśliwych jest sporo osób związanych z sądami. Oni się wszyscy znają - mówi.      

Komentarze
Popularne
Komentowane