Upał i lampiony z Franciszkiem, czyli Boże Narodzenie w Wietnamie

Autor: bk 10.01.2020 Nr: 2/2020
Upał i lampiony z Franciszkiem, czyli Boże Narodzenie w Wietnamie

[...] jeśli idziesz za tym, co cię uszczęśliwia, to jakbyś podążał jakimś szlakiem, który istniał od zawsze, czekał na ciebie, i że życie, które właśnie przeżywasz, jest tym, które było ci jakoś pisane.- Joseph Campbell -

 Świat w którym nikt się nigdzie nie spieszy, gdzie wszystkie sprawy załatwia się z uśmiechem. Inne życie, inne przyzwyczajenia. Dajcie się porwać całkowicie obcej nam kulturze! Razem z naszym byłym kolegą redakcyjnym zapraszamy naszych Czytelników na wyjątkową wyprawę. Tego nie przeczytacie w książkach i przewodnikach! To będzie działo się naprawdę, intensywnie, aktywnie i poza utartym szlakiem. Przez kilka najbliższych numerów Gazety Jarosławskiej wspólnie z Bartkiem Kijanką odwiedzimy między innymi Wietnam, Laos, Kambodżę…

Na początek reportaż z wietnamskich świąt.

 „Wietnamczycy lubią święta” – tak krótka rozmowę z ok. 60-letnim Wietnamczykiem przy bożonarodzeniowe szopce przed kościołem w Hue (środkowy Wietnam) podsumował Fin, którego poznałem w Ha Giang (północny Wietnam). Fiński pogląd na te sprawy może być słuszny bo poparty przez blisko 5 przeżytych w Wietnamie lat.

Dla mnie pojawienie się pierwszych czapek mikołajowych na ulicznych straganach było czymś niespodziewanym. Co prawda był początek grudnia, ale trzydziestostopniowy upał, wietnamskie twarze i tysiące szalonych skuterów... Po prostu czerwona, zimowa czapka z białym futerkiem to nie było coś co spodziewałem się zobaczyć w tych okolicznościach. Bo nie wiem jak Wy, ale ja nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad tym, jak wyglądają święta w Wietnamie.

Jednak z czasem się człowiek przyzwyczaja. Wrażenia nie robią już trzej królowie na tle bananowców, świecące neonowo dekoracje kościołów, palmy jako świąteczne drzewka ani dwuletnia wietnamka, biegająca po plaży w stroju Mikołaja. Chociaż lampiony z wizerunkiem Papieża Franciszka czy biblijnym scenami potrafią zaskoczyć.

Mi sympatia Wietnamczyków do świąt bardziej przypomina modę jaką my mamy na walentynki czy Halloween. Udekorowane choinkami sklepy i hotele. Merry christmasy i angielskie kolędy opanowują całe miasta. Wietnamczycy cieszą się świętami i korzystają z ich marketingowej siły, ale wolnego od pracy czy szkoły nie dostają.

Tak czy inaczej miło patrzeć, jak europejska tradycja sprawia radość ludziom w tak pozornie odmiennym od Europy świecie.

Mój wigilijny wieczór upłynął w koreańskim towarzystwie, w barze na 28 piętrze z widokiem na plażę w Nha Trang. Resztę świąt spędziłem na motocyklu na pięknej, górskiej trasie prowadzącej do dawnego kolonialnego kurortu Francuzów w Da Lat. I tu znowu temperatura 35 stopni, zielone pola ryżowe i uśmiechnięte twarze Wietnamczyków uśpiły moją czujność. Kiedy trafiłem na dużą grupę ludzi zacząłem się zastanawiać „co tu się dzieje”, okazało się, że wychodzili z kościoła po skończonej mszy w pierwszy dzień świąt. Zaskoczenie, którego nie powinienem czuć. Tak trudno umiejscowić święta w wietnamskiej rzeczywistości.

Chcielibyście wiedzieć, jak wygląda witanie nowego roku w Wietnamie?

Niezły Sajgon! Nie bez powodu dawna nazwa tego miasta (obecnie Ho Chi Minh) jest w Polsce synonimem chaosu i zamieszania. Sylwester obchodzony hucznie, od europejskiego różni się właściwie tylko tym, że pokazy fajerwerków ogląda się w krótkich koszulkach, spodenkach i spódniczkach. Od jarosławskiego różni się też skalą. Sajgon ma dziś ok. 9 milionów mieszkańców i stada turystów.

Co ciekawe, nowy rok wita się tutaj o 6 godzin wcześniej niż w Polsce. Przez co mój 2019 rok był o te 6 godzin krótszy.

Chúc mừng năm mới! (Szczęśliwego Nowego Roku)

Komentarze
Popularne
Komentowane