Poszedłbym do domu, ale... nie mam domu

Autor: SN 17.01.2020 Nr: 3/2020
Poszedłbym do domu, ale... nie mam domu

Prawdopodobnie niewielu się zastanawiało jak to jest nie mieć gdzie wieczorem wracać, a swój dobytek mieć w jednej torbie.  Jednak czy tak ciężka sytuacja jak bezdomność jest zupełnie beznadziejna? Okazuje się, że nie.

– Tutaj pierwszy raz spotkałem się z przyjaznym zachowaniem, wdzięcznością oraz miłym słowem. Tu poznałem co to znaczy być docenionym. Gdybym nie sięgnął dna nigdy bym tego nie zrozumiał – mówi Adam, jeden z grupy bezdomnych „przygarniętych” przez parafię NMP Królowej Polski. Złe warunki w domu oraz manipulacja rodziny sprawiła, że musiał z niego odejść i utrzymuje jeszcze tylko kontakt z mamą. Podobny problem ma Wiesław. Jest typem samotnika, a sytuacja rodzinna sprawiła, że sam podjął decyzję o opuszczeniu rodziny. Miał dość naprzykrzania się i narzekań rodziny. Nigdy nic im nie pasowało. Dziś pomaga zadbać o plebanię i jest zadowolony, że może spokojnie żyć. Bez domu, ale i bez słuchania pretensji.

Pan Henryk z żoną Józefą znaleźli się tutaj z braku środków do życia. Ich córka zmarła w młodym wieku 15 lat temu. Dzieciństwo Henryka przebiegło w ciężkiej pracy i cieniu brata, chuligana i złodzieja. O dziwo, rodzice hołubili właśnie brata i Henryk miał trudne warunki w dorastaniu. – Od małego dziecka musiałem ciężko pracować. Dzisiaj dzieci dostają wszystko od rodziców i nic nie muszą robić. Nie mieści mi się to w głowie – mówi.

Aneta pracowała w Zakładach Mięsnych a także wyjeżdżała do Niemiec do pracy i budowała dom, w którym mieszkała z synem i rodzicami. Jej matka jest alkoholiczką i znęcała się nad nią psychicznie. - Dopóki wysyłałam pieniądze z zagranicy wszystko było ok. W momencie, gdy się zwolniłam i zaczęłam dłużej być w domu zaczęły być problemy. Musiałam znowu wyjechać za granicę. Podczas nieobecności moja matka zbuntowała przeciwko mnie mojego syna i wyrzucili mnie z domu. Ubrania powyrzucali na zabłocone podwórko – mówi bezdomna. Na plebani mieszkają też Ania i Rafał, od dwóch lat bez domu. Rafał spędził 15 lat w domu dziecka razem ze starszą siostrą i nigdy nie pracował. Teraz ma 37 lat i porusza się o kulach – ma protezę nogi.                                     

Sytuacja rodzinna to częsty powód bezdomności. Problemy z alkoholem, znęcanie się psychiczne sprawiają, że nie sposób jest żyć w rodzinie i trzeba uciekać na ulicę. Ostracyzm społeczny i rodzinny ludzi bez domu to błędne koło, które ciągnie w dół. Sytuacja opisanej grupy bezdomnych pokazuje, że ci ludzie potrzebują zwykłej ludzkiej życzliwości i zrozumienia.

Komentarze
Popularne