Zaniedbanie czy nieudolność?

Autor: dp 13.02.2020 Nr: 7/2020
Jak opowiada nasz informator, w słoneczną pogodę krowy same wychodziły z budynku./fot. Czytelnik
Jak opowiada nasz informator, w słoneczną pogodę krowy same wychodziły z budynku./fot. Czytelnik

– Krowy stoją po kolana w łajnie, a za jedną ze ścian budynku, w którym przebywają, robi poszarpana kotara – informował Czytelnik, który w ubiegłym tygodniu zawiadomił naszą Redakcję. Mężczyznę zaniepokoił stan zwierząt w gospodarstwie znajdującym się niedaleko jego posesji i  na dowód przesłał zdjęcia krów, które miały przebywać w nieodpowiednich warunkach...

Postanowiliśmy sprawdzić tę informację, tym bardziej, że już wcześniej były konieczne interwencje na terenie tego gospodarstwa. W 2014 roku na miejscu pojawiali się przedstawiciele przemyskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt "Nadzieja". Właścicielka gospodarstwa stanęła nawet przed sądem, który nakazał jej zmniejszenie liczby krów i polepszenie ich warunków bytowych. Jak widać, niewiele się więc zmieniło. Mieszkająca tam samotnie starsza kobieta ma pod opieką m.in. krowy i kury, z których nie chce zrezygnować i na swój sposób jest do nich przywiązana.

Odebranie zwierząt nie rozwiąże całkowicie sprawy i byłoby dla kobiety ogromnym przeżyciem. To nie są proste sprawy. Wszędzie, gdzie w grę wchodzi czynnik ludzki, nie ma łatwych, jednoznacznych rozwiązań – mówi wójt gminy Laszki, Stanisław Gonciarz, który sytuację zna od dawna.

S. Gonciarz nie unika problemu, wręcz przeciwnie, chce jak najlepiej dla właścicielki gospodarstwa, dla mieszkańców miejscowości oraz dla samych zwierząt. Wraz z pracownikami gminy stara się wypracować korzystne dla wszystkich rozwiązania, ale nie chce też niczego robić "na siłę”. W tygodniu kiedy ukaże się gazeta, na terenie gospodarstwa ma zostać przeprowadzona kontrola Powiatowego Lekarza Weterynarii. Jak mówi wójt, wcześniej na miejscu pojawił się też patrol Policji, który wstępnie nie stwierdził, by same zwierzęta znajdowały się w złym stanie, choć warunki, w jakich przebywały, istotnie wymagały poprawy. Służby gminne zareagowały szybko. Jeszcze tego samego dnia w miejscu, gdzie wisiała prowizoryczna kotara pojawiły się solidne, drewniane drzwi. Wykonano odwodnienie i pojawiła się warstwa nowej słomy. Z właścicielką zwierząt kontakt jest utrudniony, żyje we własnym świecie, w którym najwyraźniej nie może zabraknąć zwierząt. Oby tylko nie działa im się krzywda. Sprawie będziemy się przyglądać.

 

Komentarze
Popularne