Drogowe rodeo i radość 7-latka - Kijanka w Wietnamie cz. 9

Autor: bk 13.03.2020 Nr: 11/2020
Tak powstaje papier na pamiątki dla turystów. Okolice Luang Prabang.
Tak powstaje papier na pamiątki dla turystów. Okolice Luang Prabang.

Jak wiecie, stolica Laosu nie była w stanie odrobić tego, co zniszczyli antymotocyklowi pogranicznicy. Dlatego już czwartego dnia pobytu w tym kraju stałem na skraju piaszczystej drogi w górach i razem z ok. 50-letnim Portugalczykiem pomagałem kierowcy naszego busa zmienić koło zniszczone na potężnym kamieniu. Jakość dróg w tej części Laosu nie należy do najlepszych, a jazda busem przypomina ujeżdżanie wściekłego byka.

   Moje rodeo zakończyło się w Luang Prabang, dawnej stolicy. Gdzie od razu po przyjeździe zaatakowany zostałem przez jego turystyczne uroki. Ulica prowadzącą do mojego hostelu była zamknięta i zamieniona w nocny market. Dzięki czemu musiałem przedzierać się z plecakami przez wąskie przejścia między kolorowymi straganami z rękodziełem.

   W kolejnych dniach turystyczne miejsca ciągle mnie atakowały, chociaż niektóre z nich były całkiem przyjemne. Jak np. świątynia Xieng Thong. Jej tłok i turystyczną popularność złamałem, siadając z boku w cieniu i obserwując, jak kobiety ze wszystkich krajów świata pozują do zdjęć,  mały Laotańczyk biega w stroju kapitana ameryki, a starszy mężczyzna z Azji przyjaźnie podziwia rysunek świątyni wykonywany przez starszego mężczyznę z Europy.

   W Luang Prabang miałem również okazję obcować z ucieleśnieniem czystego zła. Nie chodzi oczywiście o lokalne wierzenia, które są znacznie łagodniejsze, ale o trudną sytuację z jednośladami. 60 dolarów dziennie za motocykl było tak samo odrażające, jak jazda skuterem. Postanowiłem więc wypożyczyć najczęściej używany przez Azjatów motorek z półautomatyczną skrzynią biegów (Honda Wave).

   Jest to rozwiązanie praktyczne, bo choć biegi trzeba zmieniać samemu, nie trzeba używać przy tym sprzęgła, którego klamki po prostu nie ma. Ludy Azji wykorzystują uwolnioną w ten sposób rękę na wiele sposobów. Można wieźć w niej motykę, 2-metrową szybę, 5-metrową rurę, paczkę styropianu budowlanego, 6. butlę z gazem albo swoje 9-miesięczne dziecko.

   Problem w tym, że skrzynia biegów działa odwrotnie! Czyli jeśli chcesz przełączyć o jeden bieg do góry, naciskasz dźwignie w dół. Jak chcesz bieg zredukować, ciągniesz dźwignie do góry.

   Jeśli ktoś jeździ motocyklem, potrafi sobie wyobrazić ten ból, jaki ja czułem, jeżdżąc tym piekielnym pomiotem.

   Po kilku dniach zwiedzania opuściłem Luang Prabang i przeniosłem się do Vang Vieng. Miejscowości, która w ostatnich latach stała się imprezowym centrum Laosu. Kuszony przez radosną pizzę (ze sporym dodatkiem marihuany), loty balonem oraz alkoholowe imprezy podczas spływu pontonowego, postanowiłem zmienić się w szczęśliwego 7-latka.

   Okazało się bowiem, że solidny terenowy motocykl można tu wynająć nie za 60, a za 18 dolarów dziennie. Do tego laotańskie drogi i bezdroża to wymarzony plac zabaw dla takiej maszyny. To były jedne z najpiękniejszych dni z całej azjatyckiej wycieczki.

   Oczywiście to nie zmieniło mojego stosunku do Laosu. Dlatego niedługo później byłem już w autobusie sypialnym na przejście graniczne z Wietnamem.

   I zastanawiałem się, czy mój motocykl nadal tam na mnie czeka.

Komentarze
Popularne
Komentowane