Mieszkańcy Poniatowskiego 59: Zrobili z nas zakładników

Autor: ek 13.03.2020 Nr: 11/2020
Pani Irena ponosi opłatę za garaż, z którego ze względu na zablokowaną drogę nie może korzystać.
Pani Irena ponosi opłatę za garaż, z którego ze względu na zablokowaną drogę nie może korzystać.

Nasilony konflikt pomiędzy właścicielem działki, która stanowi dojazd do bloku i garaży, a Spółdzielnią Mieszkaniową oraz Gminą Miejską Jarosław trwa już prawie miesiąc. Zaparkowane w poprzek drogi samochody nadal utrudniają życie kilkuset osobom.

W bloku przy ul. Poniatowskiego 59 zamieszkuje 47 rodzin. Są to głównie ludzie starsi, dla których codzienne pokonywanie wiszących tam łańcuchów jest nie lada wyzwaniem.

– Poprosiłam syna, który mieszka wiele kilometrów stąd, by przyjechał zrobić mi zakupy, bo sama nie daję już rady. Każdego ranka idąc do sklepu boję się że upadnę. Mam 87 lat i moje nogi odmawiają już posłuszeństwa. Przekroczenie wiszących tam łańcuchów jest dla mnie sporym problemem. Podziwiam tego człowieka, który walczy o swoje prawa, ale nie rozumiem jakim prawem zrobił ze starszych, schorowanych ludzi zakładników – mówi pani Irena, mieszkanka bloku przy ul. Poniatowskiego 59.  

   Kobieta wspomina dzień, w którym droga została zablokowana. Boi się, że po tym, co przez właściciela działki spotkało jej bliskich nikt ją w święta nie odwiedzi.

– Tego dnia był u mnie mąż mojej wnuczki ze swoim synkiem, czyli moim prawnuczkiem. Rzadko się widujemy, ponieważ mieszkają daleko. Zaparkowali pod blokiem. Kiedy przyjechali przejazd był. Gdy chcieli odjeżdżać, okazało się, że został zablokowany. Dziecko płakało. Było śpiące. Marudziło. A tu jedyny, możliwy przejazd blokował postawiony w poprzek drogi samochód. Bardzo się zdenerwowałam, wiedząc, że cierpi przeze mnie. Wpadłam w nerwicę. Nie wiedziałam co zrobić. Wzywaliśmy policję. Policjanci nie byli w stanie nam jednak pomóc – wspomina pani Irena.

Dopiero po kilku godzinach i setkach telefonów w różne miejsca, przejazd udało się chwilowo odblokować. Na miejscu zjawił się właściciel posesji wraz ze swoim ochroniarzem, który przestawił samochód, by bliscy pani Ireny mogli swobodnie wyjechać. Niestety, nie trwało to długo. Chwilę później droga została ponownie zablokowana i ten stan utrzymuje się do chwili obecnej. Nie pomogło odblokowanie jej przez policję ani próby jej udrożnienia podejmowane przez mieszkańców.

– To nie na moje nerwy. Myślałam, że ten człowiek w końcu zrozumie, że nie możemy być zakładnikami jego i tych, z którymi walczy – mówi mieszkanka bloku.

   Końca konfliktu jak na razie nie widać. Szerzej na ten temat pisaliśmy w numerze 9 Gazety Jarosławskiej w artykule „Właściciel walczy o swoje. Cierpią mieszkańcy”.

 

Mieszka tam prawie 50 lat

Pani Irena jako jedna z nielicznych mieszkańców tego bloku zamieszkuje tu od 1972 roku, czyli od momentu oddania go do użytku. 87-latka wspomina czasy, kiedy mieszkała tu razem ze swoim pierwszym mężem, a następnie z  mężczyzną, który w młodości skradł jej serce. Niegdyś nie było dane być im razem, ale po wielu latach spotkali się ponownie.

– Już dwa lata byłam wdową, kiedy koleżanka powiedziała mi, że mężczyzna, z którym się kiedyś spotykałam, właśnie pochował swoją żonę. To ona namówiła mnie, bym do niego napisała. Długo zastanawiałam się, czy powinnam tak postąpić. Targały mną wątpliwości. Nie widzieliśmy się ponad czterdzieści lat. Każde z nas założyło przecież rodzinę, ułożyło sobie jakoś życie – wspomina ze wzruszeniem pani Irena.

– W końcu się odważyłam. Napisałam kilka słów. Prosto z serca. Wyrażających współczucie po stracie ukochanej osoby, a jednocześnie dodających otuchy – mówi.

Po kilku dniach nadeszła odpowiedź.

– Zadrżałam słysząc jego głos w słuchawce. Nic się nie zmienił. Wszystko wróciło – relacjonuje w zadumie.

Pani Irena tylko raz spotkała się z mężczyzną, którego znała mając 19 lat. Następnie okrutny los znów spłatał im figla.

– W ciężkim stanie trafił do szpitala. Ostatkiem sił poprosił swojego wnuczka, by mnie o tym powiadomił. Pojechałam do Krakowa, bo tam przez te wszystkie lata mieszkał. Był wojskowym. Kiedy doszedł do siebie, podarował mi piękny pierścionek. Dzień przed Wigilią wzięliśmy ślub. Pamiętam jak dziś, że ksiądz, który nam go udzielał, zapytał, skąd ten pośpiech? Zażartował nawet czy nie jestem w ciąży – wspomina pani Irena śmiejąc się z tego do dziś.

Wyjaśnia, że od momentu napisania listu do ślubu minęły zaledwie trzy miesiące.

   Dziś pani Irena jest szczęśliwą mężatką. Od dwudziestu lat mieszka ze swoim starszym o cztery lata mężem w bloku przy ul. Poniatowskiego dzieląc wspólnie trudy i troski dnia codziennego.

 

Komentarze
Popularne
Komentowane