Nowa rzeczywistość

Włochy. Rok 2020. W szpitalach ocenia się „przeżywalność” pacjenta i na tej podstawie zapada decyzja o leczeniu lub pozostawieniu na śmierć ze względu na niewydolność służby zdrowia. W najgorszych koszmarach nikt z nas nie przewidziałby takiego scenariusza. A co czeka Polskę? To nie jest wojna. Na wojnie jest prościej zabić wroga. Można też się poddać i życie toczy się dalej. Jest wybór. Dziś wyboru nie mamy. Przyszło nam mierzyć się z powietrzem, z drugim człowiekiem, który jest naszym znajomym i się do nas uśmiecha, a zupełnie nieświadomie zaraża nas czymś co za dwa tygodnie może się okazać koronawirusem.

Co za przedziwny czas, jarosławskie ulice opustoszały i nie jest to wyraz braku życia w naszym mieście. To rozsądek i strach, ale to dobrze o nas świadczy, może wreszcie dostrzegamy jacy mali jesteśmy jako ludzie. Szkoły są pozamykane, granice też. Nie wiem dlaczego jeszcze funkcjonuje komunikacja publiczna; myślę, że już dawno powinno zostać ogłoszone 48 godzin na przemieszczenie się obywateli gdzie chcą, a potem całkowite zatrzymanie pociągów i autobusów. Wtedy możnaby mówić o jakiejś kontroli wirusa w Polsce. Póki co, pozostało nam liczyć na ogólny rozsądek społeczeństwa. Choć i to może szwankować biorąc pod uwagę podejście co poniektórych do kwarantanny i pandemii w ogóle. Jak śpiewał Kaczmarski:

Jeśli nas Matka Boska nie obroni, to co się stanie z Polakami?
Codzienne modły więc zanoszę do Niej, by obroniła nas przed nami.

Rząd dosyć sprawnie działa choć można znaleźć pewne luki w rozumowaniu, tudzież słabości w funkcjonowaniu – zgromadzenia publiczne mogą teraz liczyć maksymalnie 50 osób, ale przybycie do Polski 20 tysięcy zagranicznych żołnierzy w ramach programu Defender 2020 już zgromadzeniem publicznym nie jest, jak uważa nasz sekretarz stanu, i może się odbyć. Amerykanie zredukowali już swój udział w obliczu pandemii, a Norwegia odwołała manewry Cold Response na swoim terenie. Być może tam rządzący są bardziej decyzyjni. Może więc otworzyć szkoły i rozwiesić przed nimi tabliczki „To nie zgromadzenie publiczne”, żeby koronawirus omijał te placówki szerokim łukiem?

Wracając jednak do szarej rzeczywistości, można się zadumać jakie koło zatoczyła historia. W dobie kapitalizmu ludzie się zastanawiają czy w sklepie będzie mydło, a za chwilę będą robili sobie zdjęcia z łańcuchem z papierów toaletowych.  W czasie PRLu władza nie potrafiła powstrzymać Polaków przed uczęszczaniem do kościołów, a dziś same władze kościelne namawiają do duchowego uczestnictwa w niedzielnej mszy świętej. Może wreszcie nauczymy się modlić…?

Komentarze
Popularne
Komentowane