Nie boję się wyzwań

Autor: ek 20.03.2020 Nr: 12/2020
Pani Jadwiga często wraca do swoich wspomnień uwiecznionych w rodzinnych kronikach.
Pani Jadwiga często wraca do swoich wspomnień uwiecznionych w rodzinnych kronikach.

Takie motto życiowe zdaje się przyświecać Jadwidze Gwóźdź – dyrektor Szkoły Podstawowej w Gniewczynie Łańcuckiej, wcześniej wieloletniej radnej, a także … uczestniczce telewizyjnych teleturniejów.

Nie należy bać się nowych rzeczy – mówi na wstępie Jadwiga Gwóźdź, która za jedną z nich uważa zmianę pracy po 30 latach, kiedy odeszła ze szkoły w Ubieszynie i objęła stanowisko dyrektora szkoły w Gniewczynie Łańcuckiej. Taka właśnie odwaga i chęć wychodzenia nieznanemu naprzeciw popchnęła ją do zgłoszenia się w 1994 r. do pierwszego z teleturniejów, jakim był „Czar par”. Jak wspomina nasza rozmówczyni, z przeszło dwóch tysięcy listów, ich zgłoszenie na tyle zauroczyło Bożenę Walter, że nie tylko przeszli dalej, ale i jego fragmenty zostały odczytane na wizji przez pomysłodawczynię programu.

Nie spodziewaliśmy się z mężem, że się dostaniemy, zwłaszcza gdy zobaczyliśmy, że inne pary są z wielkich miast, a my? Z Wólki. Cieszyliśmy się, że chociaż zobaczymy, jak wygląda program „od kuchni” i na tym nasza przygoda się zakończy. Tak się jednak nie stało – opowiada pani Jadwiga.

Przygoda z „Czarem par” trwała rok. Z programu wynieśli wiele znajomości z innymi parami, a także – wygrywając dwa z odcinków – cenne, jak na tamte czasy nagrody: dwa bony na 10 milionów starych złotych, pralkę, siłownię, dwa telewizory, czy odkurzacz. Sama Bożena Walter odwiedziła ich później, w Wólce Małkowej, na wakacjach, bardzo jej się tu podobało.

 

Do trzech razy sztuka?

Kolejnym teleturniejem, w którym nasza krajanka wzięła udział, było „Najsłabsze ogniwo”, w 2004 roku. Wygrana w wysokości 12.300 zł była „jakby pan Bóg otworzył im okno”, bo mąż pani Jadwigi akurat stracił pracę i pieniądze bardzo pomogły przetrwać ten ciężki dla rodziny czas. W „Jednym z dziesięciu” startowała trzy razy. Pierwszy raz, po namowach innego małżeństwa z „Czaru par”, w 1997 r. Pani Jadwiga odpadła wtedy jako ostatnia przed finałem. Przed finałem odpadła też w drugiej próbie, w 2007 r. Trzeci występ był najbardziej owocny. Odcinek nagrywano w grudniu ub. r., a my mogliśmy go oglądać na początku marca. Mieszkanka Wólki Małkowej w dobrym stylu wygrała odcinek i z wysokim wynikiem zameldowała się w Wielkim Finale.

Prawie nikomu nie mówiłam, że jadę na nagranie, wiedział tylko syn i mąż. Po emisji odcinka w szkole otrzymałam bukiet kwiatów i mnóstwo dowodów sympatii od uczniów – mówi pani Jadwiga. Jak sama wspomina, w przygotowaniach do programu bardzo pomogły jej dwa zeszyty, które prowadzi jeszcze od liceum: w jednym zapisuje cytaty, a w drugim – ciekawostki. Ironią losu jest, jak sama zauważa, że odpowiedzi na dwa pytania, na których poległa w programie, znalazła później w swoich zeszytach. Nie sposób jednak zapamiętać wszystkiego, tym bardziej w sytuacji stresowej jaką jest program.

 

Pieniądze to nie wszystko

Nie przywiązuje się do pieniędzy i swoje dzieci, a ma ich troje, też starała się z mężem tak wychować. Wspomina, że w dzieciństwie ważniejsze były dla nich rodzinne wycieczki i wspólne spędzanie czasu niż rzeczy materialne.

Wygrywając odcinek „Jednego z dziesięciu” dostałam 4.200 zł, męski zegarek i weekend w Hotelu Gołębiewski – wylicza pani Jadwiga, nie ukrywając, że najbardziej cieszy ją wizja wypoczynku z mężem.

Po wygraniu odcinka rozpoczęły się przygotowania do Wielkiego Finału. Nasza rozmówczyni bardzo dobrze wspomina ten czas, bo jak sama mówi, mogła czytać i uczyć się do woli, a obowiązki domowe wziął na siebie mąż, który bardzo ją wspiera. Niestety, dalsza część przygody z programem nie poszła już tak dobrze.

– Jest mi przykro, bo odpowiedziałam tylko na dwa pytania. Później okazało się, że nie najlepiej poszło też innym, którzy mieli wcześniej rewelacyjne wyniki w swoich odcinkach, po prostu zabrakło nieco szczęścia do pytań – mówi pani Jadwiga, ale nie załamuje się. Uważa, że każde doświadczenie czegoś nas uczy, jest „po coś”.

 

Jest co wspominać

Wszystkie występy w telewizji, ale i zdarzenia z życia, kobieta dokumentuje w rodzinnych kronikach. Segregatorów wypełnionych wycinkami z gazet (również z „Gazety jarosławskiej”), zdjęciami i opisami, przez lata uzbierało się aż szesnaście. Oprócz tego pani Jadwiga od liceum, nieprzerwanie, prowadzi pamiętnik. Jak sama mówi, ma trzy cenne przedmioty – książki, pamiętniki i kroniki. Kiedyś ma zamiar przekazać je dzieciom.

Ciągle mam apetyt na życie, choć ostatnio łapię się na tym, że mogę nie zdążyć wszystkiego przeczytać, czy zobaczyć. Na emeryturze na pewno nie będę się nudzić. Codziennie chodzę do lasu, 5 km, nawet w dzień wesela córki nie zrezygnowałam z tego rytuału – śmieje się pani Jadwiga i nieśmiało wspomina, że razem z czterema przyjaciółkami myślą o udziale w … „Familiadzie”. Ciągle jednak brakuje im czasu, by się spotkać i zrobić sobie wspólne zdjęcie, co jest warunkiem zgłoszenia.

 

Komentarze
Popularne
Komentowane