Antywirus

Epidemia koronawirusa przypomniała, jak kruche jest nasze życie. Pokazała też, że podstawy naszej cywilizacji są pełne dziur. Umiemy zabijać się nawzajem wydając na to niewyobrażalne pieniądze. Nie potrafimy poradzić sobie z wirusami, a gdy trafi się szczególnie zjadliwy staramy się tylko zminimalizować skutki. Bądźmy rozważni. Szczególnie w obliczu zagrożenia, to najskuteczniejszy antywirus.

Napędzani strachem gonimy w popłochu, by dokupić drożdży i papieru toaletowego, a nie bardzo zwracamy uwagę na umycie rąk. Wirus ma to do siebie, że szybko ginie poza żywym organizmem. Przetrwa dłużej, jeśli trafi na dobre warunki. Nie zabijemy go, bo nie jest żywy, ale możemy go zniszczyć. Wystarczy tylko zachować podstawowe środki ostrożności. Nie podsycajmy też paniki. Warto na bieżąco zapoznawać się z komunikatami, ale też nie odbierać wszystkiego dosłownie. Ludzie w obliczu zagrożenia czasem przesadzają. Chcą by wypadło jak najlepiej i potrafią urzędowy apel wzbogacić fotografią o tak dołującym wydźwięku, że przychodzą na myśl wszystkie epidemie, jakie dotknęły ludzkość. Jeśli czytamy, że włodarz apeluje, by - szczególnie w przypadku rejestracji samochodów zza granicy, z objawami chorób zakaźnych - nie przychodzić do urzędu, to weźmy pod uwagę, iż nie o chore samochody chodzi, tylko o ich właścicieli.

Świat z wirusem się skurczył. Zalecają siedzieć w domu, a nasze konsumpcyjne przyzwyczajenia krzyczą. Jak żyć bez tego wszystkiego, co zajmowało nas od rana do wieczora. Pojawia się lęk. Trudno odejść z rzeczywistości, którą żądzą sztucznie wyhodowane potrzeby. Jednak czas zarazy może być też okazją do spojrzenia na siebie. Poszukania wartości życia. Między biznesem, a polityką, między walką o lepszy fotel, a gonieniem za kasą zauważmy jak kruche jest życie. Wyhamujmy. Zostawmy puste słowa. Wyćwiczone gesty. Otrząśnijmy się z tego cyrku, w którym rządzi rola, a nie aktor. Siądźmy. Ponudźmy się. Pogadajmy z najbliższymi o niczym. Wykorzystajmy życie rozumiejąc, że jest chwilą z kruchymi granicami, a jego koniec przychodzi zawsze za wcześnie. Może się wtedy okazać, że epidemia koronawirusa pozwoli nam wewnętrznie wyzdrowieć.

Zachodnia cywilizacja rozmija się z rzeczywistością i potrzebami ludzi. Widać to coraz częściej. Jesteśmy coraz mądrzejsi i tworzymy coraz głupsze społeczności. Uzależniliśmy się tak dalece, że wizja zostania samemu z sobą staje się tragedią. Staliśmy się tak zadufani, że nawet Boga się nie boimy. Wierzymy na tyle, na ile nam pasuje. Zagrożenie wirusem też to pokazało. Jedni mówią, że to kara boża za to i za tamto. Inni liczą, że Bóg wirusa wytępi, więc pozostaje tylko poczekać. Czy to jest przejaw wiary, czy zwalenie wszystkiego na Stwórcę, który skoro świat stworzył, to niech dba. Klepiemy przykazania, słuchamy Ewangelii, a myślimy tak, jak nam pasuje. Wybieramy najłatwiejsze rozwiązanie pozwalające robić, co nam się żywnie podoba. Stwórca zsyła kary. Jak trzeba to ratuje. Daje według uznania. Zabiera też. Wychodzi na to, że ja mam wolne. Spokojniej, gdy ktoś steruje, bo on bierze odpowiedzialność, a o wolnej woli czasem tylko wspomni ksiądz.

Komentarze
Popularne
Komentowane