Dobre zmiany… i brak zmian

Wygląda na to, że są i dobre strony pandemii. Koronawirus połączył rodziny. Wreszcie spędzają ze sobą więcej czasu. Ciekawie czy właściwie… Bo mszę św. przez internet można przeżywać razem, a może też każdy w swoim pokoju. Tak czy owak, w końcu rodzina stała się głównym ośrodkiem życia społecznego. Szkoda tylko, że w takich okolicznościach, ale nie ma tego złego.

Szkoła przeniosła się do wirtualnej rzeczywistości – uczniowie dostają mnóstwo zadań, część tych ambitniejszych nie nadąża, więc zarywają noce i weekendy. Chcą wszystko zrozumieć, przedmiotów jest dużo, a każdy nauczyciel uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy. Z tego co się dowiedziałem, to jest więcej pracy niż podczas normalnego chodzenia do szkoły. Ciężka sytuacja, ale przynajmniej pokazuje, że szkoła nie jest wcale taka potrzebna do nauki; wystarczy indywidualny kontakt z nauczycielem i trochę odpowiedzialności po stronie ucznia. Ciekawa „przymusowa” reforma systemu edukacji.

Poszukiwany wyborca. Żywy lub martwy.

Nie zmieniło się niestety traktowanie ludzi przez urzędy. Wybory na wójta gminy musiały się odbyć. Musiały. Po prostu nie było innej możliwości, w końcu koronawirus i stan pandemii nie może powstrzymać prawdziwych obywateli gotowych poświęcić swoje zdrowie i życie dla ojczyzny. W sumie beton aparatu państwowego nie dziwi mnie tak bardzo jak ludzie, którzy się wybrali po to, żeby zagłosować. Owszem, spełnili swój obywatelski obowiązek. Owszem, wybory są bardzo ważne i zawsze uważałem, że trzeba brać w nich udział. Sam zresztą przy każdych wyborach namawiam, by pójść do urn. Dziś jednak patrzę na to z perspektywy zdrowia i dochodzę do wniosku, że raczej nie było warto narażać zdrowia i życia swojego i innych ludzi. Szkoda, może gdyby nie poszedł nikt, to ktoś na górze by to zauważył i się zastanowił nad tym. I jak tu krytykować polityków, którzy uważają, że państwo funkcjonuje normalnie…

 

Komentarze
Popularne
Komentowane