Niepełnosprawni i garbate udogodnienia

Autor: SN 03.04.2020 Nr: 14/2020 2
Pani Beata z Konradem nie mają lekko. Oprócz zmagania się z niepełnosprawnością cały czas muszą walczyć z urzędami o zwykłą codzienność.
Pani Beata z Konradem nie mają lekko. Oprócz zmagania się z niepełnosprawnością cały czas muszą walczyć z urzędami o zwykłą codzienność.

W numerze 49/2019 Gazety Jarosławskiej opisaliśmy sytuację niepełnosprawnych na jarosławskim dworcu w artykule pt. „Dworzec „przyjazny” niepełnosprawnym”. Okazało się, że dworzec jest przystosowany dla tej wymagającej grupy społecznej tylko na papierze. Winda, która nigdy nie działała, absurdalne wymogi co do zgłaszania niepełnosprawnego podróżnego pokazują, jak naprawdę ważni są niepełnosprawni dla naszego państwa.

Beata Olech, mama 22-letniego niepełnosprawnego Konrada, zgłosiła się do naszej redakcji po przeczytaniu tego artykułu i zechciała podzielić się z innymi swoimi doświadczeniami dotyczącymi tematu.

- Od długiego czasu jestem zmuszona korzystać z jarosławskiego dworca i niestety muszę przyznać, że poziom usług dla niepełnosprawnych jest fatalny. Wymogi są bardzo wysokie, ale jak się przekonałam dotyczą one tylko niepełnosprawnych pasażerów. Muszę być z synem 15 minut przed odjazdem pociągu na stacji, a do tego dwa dni wcześniej muszę dzwonić do PKP, że będę korzystać z dworca – mówi zdenerwowana mama. – To i tak nie ma sensu, bo winda nie działa i nie można z niej skorzystać – dodaje.

Niestety, nie tylko z wykonaniem usługi jest problem. Kłopoty są już ze zdobyciem informacji. – Muszę stwierdzić, że jarosławski dworzec jest dużo mniej przyjazny niż przemyski. Kiedy chcę się czegoś dowiedzieć, to tutaj mam zawsze problem. Raz nie dostanę bezpośredniego numeru, innym razem ktoś mnie próbuje zbyć… - skarży się kobieta. Wygląda na to, że remont naszego dworca nic nie zmienił w sytuacji niepełnosprawnych. Dał tylko nadzieję, ale sprowadza na ziemię za każdym razem, gdy ktoś odważy się użyć „udogodnień”.

Pani Beata skarży się również na jakość pociągów. – Nie wszystkie pociągi mają pasy na tyle długie, żeby objęły mojego syna. Są przypadki, że muszę obwiązać tylko wózek i zablokować w nim hamulce, żeby się nie przemieszczał. Łazienki dla niepełnosprawnych są często nieczynne, a konduktorzy tylko wzruszają ramionami „Co pani poradzę? Za dużo osób jest!”. A przepraszam, co mnie to obchodzi? Co mam powiedzieć synowi, że nie może skorzystać z ubikacji jeszcze przez 3 godziny?

Od kiedy zrobiony został parking z bramkami na jarosławskim dworcu pani Beata ma jeszcze więcej utrudnień podczas podróży. – Zdarza mi się jeździć z synem na dwu - trzydniowy wyjazd rehabilitacyjny. Gdzie mam wtedy zostawić samochód? Nie stać mnie, żeby płacić za trzy doby parkingu przed dworcem – skarży się mama Konrada. Ciekawe jak sobie radzą karetki czy policja, kiedy jadą na interwencję… Też biorą bileciki z automatu?

Niestety, okazuje się, że problemy opiekuna niepełnosprawnego dziecka są nie tylko na naszym dworcu, ale zaczynają się już w urzędach. – Biegam po kilka razy od jednego urzędu do drugiego, zdarza się, że urzędniczki zapominają, że się ze mną umówiły… A czy ktoś się zastanawia czy ja mam na paliwo, żeby tak jeździć? Nie dość, że mam kłopoty z synem, to jeszcze muszę przeżywać takie poniżenie… - opowiada pani Beata. No cóż, kiedy jest nam dobrze, to nikt się nie zastanawia, jak się czuje ten, komu źle. Urzędy są bardzo wygodne, zamiast komunikować się między sobą, to wysyłają petentów „od Annasza do Kajfasza”.

Politycy i instytucje chwalą się tolerancją, poprawą życia niepełnosprawnych i ułatwieniami, a kiedy przychodzi co do czego, to okazuje się że coś nie działa, coś jest niedopilnowane, albo procedura jest uwłaczająca godności ludzkiej. Człowiek niepełnosprawny ma dość bycia uzależnionym od innych, a jednak nigdzie mu się nie ułatwia bycia samodzielnym. Wręcz przeciwnie. – Wstyd, że państwo bardziej dba o pijaków niż o niepełnosprawnych. Cały czas państwo i urzędy chwalą się, że pomagają ludziom i niepełnosprawnym, a prawda jest taka, że wszyscy tylko myślą o sobie i swoich sondażach. Tak naprawdę to jesteśmy zdani tylko na siebie – kończy mama niepełnosprawnego dziecka.

Komentarze
Popularne
Komentowane