Kijanka coś Ty tam żarł? - Kijanka w Wietnamie cz. 17

Tak produkuje się przekąski w Birmie.
Tak produkuje się przekąski w Birmie.

Szczury, podobnie jak w Jarosławiu również w miastach Azji mają się całkiem dobrze. Są najedzone, mają gdzie mieszkać i są bezpieczne. Bo nikt ich nie je! Czym w takim razie wypełniałem swój układ pokarmowy podczas podróży po Azji?

 W Wietnamie najłatwiej rozpocząć dzień od wytropienia czających się przy ulicach pań, które oferują "banh my". Są to pozostałości po czasach kolonialnych, kiedy rządzili tu Francuzi. "Banh my" to bagietka wypełniona po brzegi mięsem, pasztetem, jajkiem, rozmaitymi zieleninami i ostrym sosem. Jak tęsknisz za chlebem, jest to najlepsze śniadanie pod słońcem.

Śniadanie możesz też załatwić popularną zupą "pho", którą w Wietnamie je się o każdej porze dnia.

Sposób przyrządzenia: zatrzymujesz się w niewielkiej miejscowości, w najbrudniejszej garkuchni, jaką znajdziesz (jadłodajnia wyglądająca, jak garaż pełen małych plastikowych stolików i krzesełek). Do doświadczonej życiem Wietnamki mówisz zaklęcie "pho bo", które jest przepustką do świata bulionu wołowego z ryżowym makaronem, plasterkami wołowiny i przyprawami. Do tego dostajesz talerz z zieleniną i kiełkami oraz świeżą papryczkę chili, do wypalenia sobie gęby. W zestawie jest jeszcze limonka, która zmniejsza poziom wypalania.

Garkuchnia musi wyglądać tak, że nigdy nie chciałbyś tam jeść. Najlepiej, kiedy podaje tylko jedną potrawę (zupę "pho bo" ale nie ma już do wyboru nawet drobiowej "pho ga"). Jeśli utrzymuje się ze swojej specjalności, jedzenie będzie smaczne, świeże i tanie.

Kolejną moją obsesją kulinarną, bez której nie mogłem spędzić azjatyckiego dnia, jest smażony ryż. Ugotowany ryż z wybranymi dodatkami (warzywa, mięso, owoce morza) Wietnamczyk przyjara Ci w woku i co najważniejsze zrobi to szybko.

Tak wygląda podstawa codziennego żywienia w Wietnamie. Wiem, że liczyliście na pożeranie szczurów, psów i kończyn małych dzieci, ale większość Wietnamczyków je kurczaczka, świnkę, kózkę lub krówkę i ryż, pod różnymi postaciami. Ryby i owoce morza też są popularne.

Ja poza wszędobylskimi krewetkami, delektowałem się ośmiorniczkami, jak przedstawiciele poprzedniej władzy. Chociaż ciekawsze podczas jedzenia są kałamarnice.

Nie warto za to brać się za kraby. Dla mnie ich rozłupywanie w poszukiwaniu mięsa jest zbyt pracochłonne, a samo mięso za mało spektakularne. Zdarzyło mi się też wpierdzielić krokodyla, ale chyba był karmiony drobiem, bo smakował prawie jak kurczak.

Do jednego z obiadów, w ramach przystawki wybrałem też larwy. Trochę mniejsze niż pędraki chrabąszczy majowych. Nieźle to smakowało. Ziemniaczano-ziemny smak z wyczuwalną nutą orzeszków ziemnych. Szkoda, że nie mają ich w biedronce.

Wracając do psów, czasami są w Wietnamie spożywane, ale to już temat na odrębną historię.

 

Komentarze
Popularne
Komentowane