Wróciła normalność

Wybory się skończyły. Lepiej napisać, że na szczęście niż dzięki Bogu, bo Stwórca jeśli zechciał na ten cyrk spojrzeć, to miał co najmniej mieszane uczucia wahające się od komedii do dramatu. W każdym razie sytuacja normuje się i znów jest coraz lepiej, a czasami nawet cudnie.

 Jesteśmy dynamicznym i uczuciowym narodem oraz bezwarunkowo wierzącym. Możliwe, że z tego względu nie zastanawiamy się tylko realizujemy i podstawowe przykazanie - "miłujcie się", rozumiemy w ten sposób, że mamy się miłować sami w sobie, a innych nienawidzić. Jak na razie się udaje wytrwać w takim podejściu. Tylko koronawirusa szanujemy i pozwalamy, by spokojnie zarażał, zamiast dystans zachować. Na szczęście państwo pomaga jak może i tarczami osłania. Nawet tych, którzy nie chcą, ale już niekoniecznie tych, którzy potrzebują. Niedługo to się skończy. Przynajmniej tak zapowiada wicepremier Emilewicz informując z kobiecą gracją, że kończy się czas traczy, a nadciąga epoka miecza. Trudno powiedzieć, co miała na myśli, ale zbyt pokojowo to nie brzmi.

Nie jest jednak źle. Ekonomiści wyliczyli, że ceny w naszym kraju rosną najszybciej w całej Unii. Nie zajęli się zarobkami, a szkoda. Za to inflację, czyli spadek wartości pieniądza wiosną tego roku obliczyli i wyszło, że jest najwyższa od 19 lat. Z kolei jedna z firm porównujących ubezpieczenia policzyła ile kilometrów mogą przejechać mieszkańcy państw Europy na paliwie zakupionym za dzienne zarobki. Znów wyszło dobrze. Polska trafiła do pierwszej pięćdziesiątki. Za nami jest jeszcze Rumunia i Bułgaria. Przed nami reszta. Przeciętny Jarosławianin za dniówkę kupi paliwo pozwalające dotrzeć nad Bałtyk. Przeciętny Niemiec też dotrze nad morze. Tylko jemu wystarczy na dojazd do Morza Czarnego. Monakijczyk dojedzie aż do Bajkału i jeszcze zostanie mu paliwa, by do Chin podskoczyć. W naszym przypadku należy jeszcze wziąć poprawkę, że podliczenia odnoszą się do średnich zarobków w kraju. W naszym regionie są jakie są i tu za dniówkę to co najwyżej do Krakowa dotrzemy.

Mimo wszystko powodów do zmartwień nie ma. Tym bardziej, że w ubiegłym tygodniu n

najważniejsza osoba w państwie ogłosiła w radiu, że wszystko da się tak policzyć, by wyszło zgodnie z zamysłem. Potrzebne tylko - zastosowanie dosyć skomplikowanej technologii finansowej, ale nie doprowadzającej ani do bankructwa, ani do przekroczenia granicy ostrzegawczej. Wcześniej na coś takiego mówiono kreatywna księgowość. Poznaliśmy ją jako przyczynę ostatniego ogólnoświatowego kryzysu ekonomicznego.

Żeby nie było super szefostwo Narodowego Banku Polskiego, czyli jak sama nazwa wskazuje naszej krajowej skarbonki opublikowało raport. Spadki produkcji, pogorszenia sytuacji na rynku pracy, obniżenia dynamiki, ograniczenia konsumpcji, wzrost bezrobocia, walka o przetrwanie, postępująca inflacja. To najczęściej spotykane określenia w opinii ludzi kasą rządzących. - Gdy coś się pogorszy, to już się utrzymuje i trudno to zjawisko cofnąć - komentują ekonomiści. Możliwe, że znają się na tym. Pewności nie ma, bo to przecież oni wprowadzili nas przed kilku laty w kryzys.

Na koniec. Czy wiecie, że najcenniejszy znak drogowy w Europie a może i w świecie stoi w Jarosławiu przy wjeździe z Placu Bóżnic na ul. Michalowską i Grodzką. Musi mieć dużą wartość skoro każdego dnia strzeże go strażnik miejski.

 

 

 

 

Komentarze
Popularne
Komentowane